rssdodaj RSS
---OFE: czyli jak zarobia się na traceniu cudzych pieniędzy - Marek Kutarba
04 marca 2009

OFE: czyli jak zarobia się na traceniu cudzych pieniędzy

Tym razem nietypowo bo nie o podatkach. Ale za to o naszych pieniądzach, a zatem niezbyt daleko od tego o czym chciałbym by ten blog traktował.

Rzecz cała dotyczy naszych pieniędzy gromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE), czyli tzw. drugim filarze. Wczoraj rząd debatował nad ustawą. Która ma zmniejszyć wynagrodzenie tychże. Dziś jest tak, że od każdych wpłaconych do OFE 100 zł, fundusze zabierają dla siebie w formie specjalnej opłaty maksymalnie 7 zł (rząd chce aby było to tylko 3,5 zł). Maksymalnie, bo w założeniu miało być tak, że fundusze wzajemnie miały wysokością tej opłaty ze sobą konkurować. A jest tak, że niemal wszystkie pobierają ją w takiej właśnie maksymalnej wysokości ( nawiasem mówiąc w przypadku normalnych firm, już dawno zarzucono by im tylko na podstawie tego zmowę cenową; funduszom to jednak raczej nie grozi). Na tym się jednak nie kończy. OFE pobierają jeszcze dodatkową opłatę za zarządzanie aktywami funduszu. W sumie z tego co wpłacamy za pośrednictwem ZUS do OFE, fundusze pobierają około 9,8 proc. Czyli z każdych 100 zł, do kieszeni zarządzających funduszami firm trafia niemal 10 zł. Pozostałe 90 proc. może być inwestowane w naszym imieniu po to by docelowo zwiększyć nasze emerytury. Z tym inwestowaniem nie jest jednak ostatnio najlepiej. Uniezależnione od efektów inwestowania firmy prowadza dość agresywna politykę inwestycyjna, która w okresie giełdowej prosperity miała zapewnić szybkie wzrosty gwarantujące przypływ nowych składkodawców, za którymi idą prowizje od wpłat. Prowizje niezależne od tego co dalej dzieje się z wpłaconymi do OFE pieniędzmi.

To dlatego Ministerstwo Pracy chciało obniżenia prowizji i opłat, które pobierają fundusze. Obniżenie opłat miało nastąpić z marszu, bo jeszcze w maju. Rząd ugiął sie jednak pod presją funduszy domagających się stopniowego obniżania opłat. Teraz mówi się, że obniżenie opłat miałoby nastąpić 1 stycznia 2010 roku. Ale czy nastąpi ? To wcale pewne nie jest. Na równie silny lobbing jak ten prowadzony wobec rządu, możemy liczy także w Sejmie. A ten na naciski ze strony izby zrzeszającej OFE może być nawet bardziej podatny, niż rząd.

Osobiście przyglądając się tym przepychankom zaczynam się coraz poważniej zastanawiać nad tym, czy przy całej dbałości o własne interesy, którakolwiek ze stron tego sporu myśli rzeczywiście o moich pieniądzach gromadzonych w OFE. Dziś wynagrodzenie funduszu w żadnej mierze nie zależy od tego jak zarządza ono powierzonymi mu środkami przyszłych emerytów. Uzależnienie opłat za zarządzanie od wysokości zarządzanych aktywów tylko częściowo spełnia taką rolę. Fundusz mając zagwarantowany udział w przymusowych wpłatach na ubezpieczenia emerytalne nie ponosi też żadnego realnego ryzyka gospodarczego. To prawdziwe złoty biznes, co potwierdzają zresztą wyniki tychże funduszy. Jak wyliczyli to moi redakcyjni koledzy od 120 mld zł, które wpłynęły do OFE, zarządzające nimi firmy pobrały ponad 10,5 mld zł. Tylko w 2008 roku na naszych składkach fundusze zarobiły 1,8 mld zł. Zarobiły tracąc równocześnie 22 mld z tego, co my do tych funduszy wpłaciliśmy. O tyle stopniała bowiem wartość zgromadzonych w funduszach aktywów.

A nie powinno być przecież tak, że podmiot prowadzący jakby nie było normalną działalność biznesową nie ponosi z tego tytułu żadnego ryzyka gospodarczego. A w przypadku OFE tak właśnie jest. Niezależnie od tego jak skutecznie one inwestują i zarządzają swoimi kosztami, i tak mają zagwarantowny stały udział w środkach przekazywanych im przez ZUS oraz prawo do opłat za zarządzanie. W takiej sytuacji mówienie o tym, że fundusze te są zmotywowane do pomnażania pieniędzy przyszłych emerytów lub przynajmniej zdeterminowane do tego by chronić powierzony im kapitał jest śmieszne. A powinny to być dwa podstawowe cele działania OFE. Dlatego system, w którym wysokość wynagrodzenia funduszu emerytalnego nie zależy w żadnym stopniu od efektywności jego działania jest systemem chorym z założenia. Tym bardziej, że żaden z nas nie ma wyboru, gdy chodzi o to, czy z usług tych instytucji chce korzysta, czy też nie. W takiej sytuacji, trudno nie rozumieć tych, dla których OFE to instytucje nastawione na „łupienie” tych, w interesie których powinny działa.

Oczywiście fundusze emerytalne powinny mieć zagwarantowane pewne, niewysokie moim zdaniem, ale stałe wynagrodzenie, za wypełnianie tych wszystkich obowiązków administracyjnych, które w zwiazku z obsługą systemu emerytalnego nałożyło na nie państwo. Zdecydowana większość zarobków funduszu powinna jednak zależeć tylko i wyłącznie od efektów jego działań inwestycyjnych. Sytuacja w której całe ryzyko działalności inwestycyjnej funduszu spoczywa na przyszłych emerytach jest niedopuszczalna. Tym bardziej, że nikomu z nas – co podkreślam raz jeszcze - nie dano wyboru, czy z usług tych podmiotów zamierzamy korzystać, czy też nie. Sama zaś możliwość zmiany funduszu daje nam dość iluzoryczne poczucie panowania nad własnym, emerytalnym losem. Jeśli do tego dodać jeszcze i to, że nie mamy też żadnego wpływu na to w jaki sposób nasze pieniądze są przez te fundusze inwestowane, rzecz cała zaczyna rysować się w dość ciemnych barwach. Próba zaś obrony przez izbę zrzeszającą OFE obecnego stanu rzeczy uznać można już tylko za szczytowe osiągnięcie na niwie finansowej bezczelności. Tym jaskrawsze, że izba reprezentowana jest w tym przypadku przez osobę, która przywileje dla funduszy zbudowała. Zbudowała jak się okazuje kosztem przyszłych emerytów, a zatem nas wszystkich. Samo zmniejszenie prowizji funduszy, które i tak pod wpływem tychże odsunięto w czasie, jest purysowym zwycięstwem rządzących. Niczego nam bowiem nie gwarantuje. A już na pewno nie daje nam gwarancji, ze nadrzędnym celem działania OFE będzie dobro osób, które zostały przymuszone do inwestowania na poczet przyszłych emerytur właśnie za ich pośrednictwem. I nie zagwarantuje tak dług, jak długo zyski samych funduszy nie będą zależały od osiąganych przez nie wyników, a jedynie od liczby „zwerbowanych” potencjalnych emerytów.

Uzależnienie wynagrodzenia OFE od tego jakie zyski one wypracują miałoby tę zaletę, że strategie inwestycyjne funduszy stałyby się bardziej przemyślane i ostrożne. Nastawione nie tyle na uzyskiwanie spektakularnych wzrostów w okresach prosperity, ile na uzyskiwanie stabilnych zysków w dłuższych okresach. A na tym wszystkim nam zależy przecież najbardziej.

---