
Rząd zamierza nam podobno zafundować podwyżkę składki na ubezpieczenie zdrowotne z obecnych 9 do 10 proc. Taka zmiana zaczęłaby obowiązywać już w styczniu 2010 roku. Tym samym, już w rok po tym, jak obniżono nam obciążenia publicznoprawne zastępując trzystopniową skalę PIT, skalą dwustopniową z niższymi niż poprzednio stawkami, miesięczne obciążenia naszych pensji wzrosną. I to na tyle, że dla ponad 95 proc. podatników plącących podatek w pierwszym przedziale skali podatkowej, zniwelowane zostaną skutki obniżenia PIT. Innymi słowy, ci którzy dziś zaczęli oddawać nieco mniej ze swych pensji, w roku 2010 oddadzą mniej więcej tyle, co w roku ubiegłym. Tyle, że pieniądze ta zamiast na rachunek fiskusa trafią do Narodowego funduszu zdrowia, który jak uczy dotychczasowe doświadczenie z pewnością dobrze je spożytkuje. Na tyle dobrze, że za roku, dwa a może trochę dłużej znów usłyszymy, że składka zdrowotna jest za niska i trzeba ja podnieść, bo inaczej nigdy nie podniesiemy się z finansowej zapaści polskiej służby zdrowia.
W sprawie składki zdrowotnej jesteśmy jako obywatele oszukiwani niemal od początku reform systemów ubezpieczeniowych. Dziś mało kto już pamięta, że początkowo składka ta wynosiła zaledwie 7,75 proc. Gdy ją wprowadzano, ówczesny rząd (spuśćmy zasłonę milczenia na to który) obiecywał, że na jej wprowadzeniu żaden obywatel nie straci. To co przekaże na zdrowie będzie bowiem mógł sobie odliczyć od podatku. W ten sposób suma obciążeń, która nas dotyczą miała pozostać na niezmienionym poziomie. Zmienić miał się jedynie sposób dystrybucji tego co i tak musieliśmy już oddawać. Bardzo szybko okazało się jednak, że wspomniane 7,75 proc. to zdecydowanie za mało i składka zaczęła rosnąć. Powoli bo w tempie o ile mnie pamięć nie zawodzi 0,25 proc. rocznie. Wolno, ale i tak urosło do 9 proc. Na dokładkę, od podatku dalej odliczaliśmy tylko 7,75 proc. czyli pozostałe 1,25 płacimy już z własnych kieszeni. Płacimy wbrew temu co nam obiecywano. Teraz kwota ta miałaby wzrosnąć do 2,25 proc. O jakiekolwiek rekompensacie w postaci odliczenia tego od podatku nikt już od dawna nie myśli. No bo i niby po co, skoro i tak wszyscy przyzwyczailiśmy się już pokornie płacić…
Cóż, szczerze mówiąc kłopot nie w tym, że płacić trzeba. Nawet nie w tym, że płacić trzeba coraz więcej. Prawdziwy problem jest w tym, że służba zdrowia zamieniła się w prawdziwy worek bez dna. Do systemu opieki zdrowotnej trafia coraz więcej środków. Tymczasem dostęp do świadczeń medycznych wcale się nie zwiększa. Nie zwiększa się też jakość świadczonych przez służbę zdrowia usług, czy standardy obsługi pacjentów. Od lat, poza nielicznymi wyjątkami, w większości placówek medycznych jest tak samo. Najdelikatniej mówiąc skansen i prywata. To jeden z powodów dla których osoby, które mogą sobie na to pozwolić, mimo opłacania horrendalnych składek, korzystają z prywatnej opieki medycznej, a nie tego, co teoretycznie należy im się w ramach systemu opieki zdrowotnej, na który łożą niemałe pieniądze. W 2003 roku NFZ dostał nieco ponad 20 mld zł. W 20010 ma to już być ponad 60 mld zł. Dla porównania wpływy z CIT za ubiegły rok to około 27 mld zł, a z PIT 38 mld. zł. To pokazuje ogrom pieniędzy, które trafiają do systemu opieki zdrowotnej. A przecież wspomniane 60 mld. zł, nie obejmuje tego, co wydajemy dodatkowe na leczenie prywatnie. Pytanie o to co się z tymi pieniędzmi dziej jest zatem chyba uzasadnione, skoro jest ich coraz więcej, a usługi jak były mało dostępne i kiepsko świadczone tak są nadal. Zaś pracownicy służby zdrowia, jak byli źle opłacani, tak źle opłacani są i dziś. Przynajmniej, gdy uwzględnia się oficjalne kanały tych wynagrodzeń. Może zatem pora skończyć już z fikcją darmowej (też tylko teoretycznie) opieki zdrowotnej i oprzeć ten system na jakiejś formie odpłatności, z zachowaniem oczywiście systemu ochrony dla tych, których na płacenie za leczenie nie stać. Sam nie korzystam z usług publicznej służby zdrowia, mimo że składki dość wysokie opłacam. Nie mam jednak nic przeciwko temu by robić to nadal. Na tym w końcu polega solidaryzm społeczny. Nigdy nie wiadomo też z dobroci czyjego serca przyjdzie mi korzystać w przyszłości. Solidaryzm społeczny nie może jednak polegać na dawaniu przy zwolnienia na marnowanie publicznego grosza. Obecna ekipa rządząca obiecywała z tym skończyć. Miał być wielkie porządki i koniec z marnowaniem pieniędzy przez publiczne placówki zdrowotne i NFZ. Niestety, obietnica ta okazał się równie prawdziwa, jak ta że do składki zdrowotnej niczego nie dołożymy z własnych kieszeni. I jak tu później nie czuć się jako obywatel oszukiwanym ![]()
