
W środę – jak donosi dzisiejsza Gazeta Wyborcza – na godzinę zatrzymają się ciężarówki. Protest dotyczy przede wszystkim planowanych zmian w systemie opłat za drogi, czyli tzw. winiet. Kierowcy (właściciele ciężarówek) chcieliby, żeby ten pozostał bez zmian. Tymczasem w Sejmie będzie w środę czytany projekt zmian w tym zakresie. Projekt dotyczy zlikwidowania od 1 lipca br. winiet i przywrócenia opłaty bezpośredniej (tzw. myta) za rzeczywistą liczbę przejechanych kilometrów po autostradach płatnych dla pojazdów o masie całkowitej powyżej 3,5 tony oraz dla autobusów, co spowoduje zaprzestanie wypłacania rekompensat autostradowym spółkom koncesyjnym, z którymi zawarto umowy na budowę lub eksploatację autostrad. Projekt przewiduje także możliwość pobierania opłat elektronicznych.
Przy okazji kierowcy ciężarówek protestują też przeciwko wysokim cenom oleju
napędowego (ON). Domagają się obniżenia akcyz na paliwo lub innej interwencji
rządu, która doprowadziłaby do obniżenia cen paliwa „używanego do
profesjonalnego transportu”. Dodatkowo domagają się zniesienia zakazu wwożenia
do kraju w baku większej ilości paliwa niż
Cóż, o tym że pomysł obniżania akcyzy na paliwo niewiele branży pomoże, pisałem już na blogu i zdania nie zmieniłem. Jeśli jednak chodzi o rozwiązania podatkowe, to jest coś co branży by pomogło, a co byłoby zgodne z zasadami rozsądnie prowadzonej polityki podatkowej. Coś, co moim zdaniem jest konieczne także z uwagi na czystość konstrukcyjną podatków oraz przepisy unijne. Tym czymś jest wprowadzenie możliwości odliczania przez przedsiębiorców VAT naliczonego w cenie benzyny. VAT ten wynosi dziś 22 proc. ceny netto paliwa powiększonej o akcyzę (to nie pomyłka, kwota pobranej akcyzy jest dodatkowo watowana). W przeciwieństwie do akcyzy, której stawka jest stawką kwotową (niezależnie od ceny paliwa zawsze pobierana jest ta sama kwota), stawka VAT ma charakter procentowy. A zatem im wyższa jest cena, czyli podstawa naliczania podatku, tym wyższa kwota pobieranego VAT. Umożliwienie transportowcom odliczenia VAT od paliwa dałoby taki sam skutek, jak obniżenie dla nich ceny ON o 22 proc. To sporo. Dużo więcej niż dałoby obniżenie akcyzy o 25 groszy. Jeśli bowiem np. za ON płacimy dziś 4,70 zł, to w cenie tej mamy 1 zł (po uwzględnieniu zasad zaokrąglania podatków, wynik rzeczywisty to 1,04 zł) VAT. Tyle na zmianie przepisów zyskaliby kierowcy (właściciele).
Oczywiście nie wszyscy. Jeśli bowiem chodzi o duże samochody ciężarowe, to ich właściciele już taką możliwość mają. A zatem płacą tak naprawdę niższą cenę niż wynikałoby to z wywieszek na stacjach benzynowych. Obniżenia kwoty lub zwrotu różnicy podatku należnego (czyli odliczenia VAT od paliwa) nie stosuje się dziś do nabywanych przez podatnika paliw silnikowych, oleju napędowego oraz gazu, wykorzystywanych do napędu samochodów osobowych i innych pojazdów samochodowych, o których mowa w art. 86 ust. 3 ustawy o VAT, czyli samochodów osobowych oraz innych pojazdów samochodowych o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony. I to właśnie właścicielom tych ostatnich samochodów powinno się umożliwić odliczanie VAT.
Kłopot w tym, że wprowadzenie takiej zmiany w VAT obniżyłoby – według szacunków MF – wpływy o około 3 miliardy złotych. To dużo, biorąc pod uwagę koszty obniżenia stawek PIT w 2009 roku, wprowadzenia ulgi prorodzinnej, czy też finansowania emerytur pomostowych. Resort finansów boi się też, że nie będzie w stanie kontrolować takich odliczeń i w kosztach firm będą lądowały faktury za zakupy do samochodów wykorzystywanych na prywatne, poza firmowe cele. To oczywiście realne zagrożenie. Niestety jak podatnicy nie należymy do czołówki najuczciwszych społeczeństw świata. Ale za to płacimy urzędnikom, by wymyślili taki system, który będzie uniemożliwiał niezgodne z prawem zachowania i umożliwiał skuteczną kontrole nadużyć. A nie by w obliczu trudności z wymyśleniem tych rozwiązań rezygnowali z ich wprowadzenia w ogóle. Reasumując, rząd powinien moim zdaniem szybko poszukać sposobu na przeprowadzenie tej zmiany. Wysokie ceny ON dla branży transportowej (zwłaszcza tych mniejszych "prawie ciężarówek") prędzej czy później przekładają się na wzrost wszystkich cen. A inflacja już dziś jest nie mała. Oczywiście, takie rozwiązanie nie zatrzyma wzrostu cen paliw na światowych rynkach. Firmom mogłoby jednak pomóc. Dlatego pozwolę sobie twierdzić, że gdyby politycy rzeczywiście chcieli coś zrobić dla kierowców w sprawie rosnących cen paliw, o taką zmianę powinni starać się w pierwszej kolejności. Mimo, że krąg potencjalnych beneficjentów tej zmiany, nie jest tak szeroki, jak w przypadku obniżania akcyzy, z uwagi na to, że nie objąłby „zwykłych” kierowców, to jednak w przeciwieństwie do skutków ewentualnej obniżki akcyzy, tu zmiana byłaby odczuwalna, i miałaby swój wymierny skutek ekonomiczny.
