rssdodaj RSS
---Komu w Polsce żyje się najgorzej - Bartosz Marczuk
13 grudnia 2006

Komu w Polsce żyje się najgorzej

Powszechne przekonanie o tym, że to emerytom w Polsce żyje się najgorzej jest mitem. Najgorszą sytuację mają rodziny wychowujące dzieci. Zwłaszcza te bardziej liczne.


GUS bada jakim dochodem dysponują poszczególne grupy społeczne. Z najnowszych danych wynika, że statystyczny Polak w 2005 roku miał do dyspozycji prawie 761 zł miesięcznie. Najlepiej – co pewnie nie jest zaskoczeniem - wiodło się osobom pracującym na własny rachunek. Dysponowali kwotą 977,1 zł.

Później pojawia się niespodzianka. Kolejną grupą dysponującą wyższym niż przeciętny dochodem są emeryci i renciści. Miesięcznie mogli wydać 800,3 zł na osobę. I uwaga – podobnie jak w poprzednich latach – wyprzedzają pod względem dochodu osoby utrzymujące się z pracy. Dochód tych ostatnich wynosi 770 zł miesięcznie. Jeśli weźmiemy pod uwagę samych emerytów (bez rencistów) to ich dochód wynosi już 883 zł miesięcznie. To o ponad 100 zł więcej niż pracowników i ponad 120 zł więcej niż średnia.

Co ważne emeryci, po przedsiębiorcach to grupa najmniej narażona na życie w ubóstwie. Poniżej poziomu egzystencji (zwane minimum biologicznym bo uzyskanie dochodów na tym poziomie umożliwia fizyczne przetrwanie) żyje 5,9 proc. To mniej niż wśród osób utrzymujących się z pracy (8,5 proc.) i wszystkich Polaków (11,1 proc.).

W największej biedzie w Polsce żyją rodziny wychowujące dzieci. Od kilku lat trwa dramatyczny proces ich pauperyzacji. GUS podaje, że w 1997 r. poniżej minimum egzystencji żyło 3,7 proc. rodzin składających się z dwóch osób dorosłych i dwojga dzieci (najbardziej popularny model rodziny), a w 2005 r. 10,4 proc. Wśród rodzin wychowujących troje dzieci liczba ta wzrosła z 7,4 proc. w 1997 r. do 22 proc. w 2005 r. Co piąta z nich żyje w skrajnej nędzy. W takiej sytuacji znajduje się też niemal co druga rodzina z czworgiem i większą liczbą dzieci.

Emeryci pod względem zamożności nie więc tak dyskriminowaną grupą społeczną, jak się powszechnie uważa. Skąd zatem przeświadczenie o ich biedzie? Po pierwsze, może ono wynikać ze skali odniesienia. W Polsce ogólny poziom zamożności i płac jest niski, więc uzyskiwanie nawet nieco wyższych od średniej dochodów wcale nie musi oznaczać wysokiego standardu życia. Z danych Eurostatu wynika, że polskie emerytury w stosunku do przeciętnego wynagrodzenia są wyższe niż przeciętnie w krajach Unii. Tyle tylko że tam wynagrodzenie w odniesieniu do koniecznych do poniesienia kosztów jest o wiele wyższe. Drugi argument jest natury aksjologicznej. Emeryci twierdzą - nie bez racji - że wypłacane im świadczenia nie są jałmużną fundowaną ze składek obecnie pracujących. Byli wcześniej obarczeni koniecznością opłacania składek na ubezpieczenie, stąd mają prawo do świadczeń gwarantujących im określony poziom życia. Trzeci powód może wynikać z metodologii porównań. W większości opracowań, ale także w powszechnej świadomości, emerytów łączy się z rencistami. A ci ostatni jako mało zamożni zaniżają średnią liczoną dla tych dwóch grup. Nawet sam GUS w cytowanym opracowaniu w miejscu, w którym omawia zagrożenie ubóstwem, analizuje te dwie grupy jako jedną kategorię i mówi o tym, że to właśnie emeryci i renciści są grupą szczególnie narażoną na biedę. Gdy się je rozdzieli, okazuje się, że emeryci są ponadprzeciętnie zamożni, a renciści ponadprzeciętnie ubodzy. Trzeba też dodać, że emeryci więcej pieniędzy niż inne grupy przeznaczają na opiekę zdrowotną i leki, co bardziej niż u innych powoduje ubożenie ich portfeli. Są też grupą, która mniej niż pozostałe pracuje lub dorabia w szarej strefie.

Po co o tym wszystkim piszę? Otóż dlatego, że kołdra zawsze jest za krótka. Tą kołdrą są pieniądze w budżecie. Ich podział powinien więc zależeć nie od siły politycznej danego elektoratu, ale od rzeczywistej diagnozy sytuacji. Tymczasem w Sejmie pojawiają się kolejne pomysły wypłacania emerytom specjalnych dodatków, hojnej waloryzacji czy przyznawania w nieskończoność przywilejów na przechodzenia na wcześniejsze emerytury. A ulga podatkowa dla rodzin wychowujących dzieci ma wynieść 10 zł (sic) miesięcznie! Ale jak wiadomo emeryci i renciści to zdyscyplinowany i liczny elektorat. Dzieci tymczasem (jak ryby) głosu nie mają.

Takie podejście może doprowadzić do autentycznego konfliktu pokoleń (takie zagrożenie dostrzega m. in. w raporcie Instytut Sobieskiego) bo to za pieniądze osób obecnie pracujących są finansowane świadczenia. Nie ma w tym nic dziwnego gdy proporcje są zdrowe. Jednak gdy pojawia się zbyt duża dysproporcja może to doprowadzić do konfliktów.

---