
Doniesienia mediów, że rząd zlikwiduje po przejściu na emeryturę możliwość dziedziczenia pieniędzy gromadzonych w OFE są nieporozumieniem. Nikt nigdy zakładał, że będzie taka możliwość. Pieniądze w OFE są i miały być dziedziczone tylko do czasu przejścia na emeryturę.
W momencie skorzystania ze świadczenia
klient OFE przekazuje środki z II filara do instytucji, w której nabywa
dożywotnie świadczenie. Nie ma więc już indywidualnego rachunku z kapitałem, a
za pieniądze kupuje prawo do świadczenia. Gdy umiera, wygasa zobowiązanie
nakazujące instytucji wypłacanie emerytury. Nie ma też ona obowiązku wypłacania
żadnych pieniędzy jego spadkobiercom. To tak jakby ktoś za odłożone w banku
pieniądze kupował w firmie ubezpieczeniowej prawo do tzw. dożywotniej renty. Do
momentu skorzystania ze świadczenia jego bliscy dziedziczą kapitał z lokaty, od
czasu przejścia na rentę już nie.
W kapitałowych systemach emerytalnych
takie rozwiązanie jest oczywiste. Pieniądze, które trafią do instytucji
wypłacającej emeryturę, są przez jej aktuariuszy kalkulowane tak, aby
sfinansować dożywotnie świadczenie ustalane według przewidywanej dalszej
długości trwania życia. Jeśli ktoś żyje dłużej, mimo że nie zgromadził
odpowiednich środków do sfinansowania świadczenia, będzie je otrzymywał. Prawda
jest więc taka, że z pieniędzy osób żyjących krócej są finansowane świadczenia
tych, którzy żyją dłużej. Każdy z nas ma jednak takie same szanse, aby być
„wygranym”, a nie „przegranym” tego rozwiązania. Instytucja kalkulująca
świadczenie zbankrutowałaby, gdyby oprócz wypłacania dożywotnich świadczeń
musiała przekazywać na przykład dzieciom kapitał w razie śmierci emeryta.
Istnieją oczywiście produkty emerytalne dające zabezpieczenie bliskim. Omawia ja m.in. solidny raport KNUiFE. Ich wysokość musi być jednak niższa od klasycznej dożywotniej, indywidualnej emerytury. Firmy je kalkulujące biorą bowiem pod uwagę koszty dodatkowego ryzyka. Takim świadczeniem jest na przykład emerytura małżeńska czy z gwarantowanym okresem wypłaty. W pierwszym przypadku małżonek-emeryt może zabezpieczyć współmałżonka w ten sposób, że w razie jego śmierci świadczenie będzie wypłacane do czasu śmierci współmałżonka. W drugim, jeśli okres gwarancji trwałby na przykład 10 lat to nawet gdyby emeryt zmarł po roku jeszcze przez 9 lat świadczenie po nim otrzymywaliby wskazani przez niego bliscy. Nie jest to jednak klasyczne dziedziczenie pieniędzy pozostałych po zmarłym, ale umowa ubezpieczeniowa. Jeśli zajdzie określone zdarzenie (w tym wypadku śmierć) to firma zobowiązuje się do określonego świadczenia, a klient za to płaci.
Można też sobie wyobrazić, że przyszły emeryt otrzyma pod pewnymi warunkami cały (lub przynajmniej) część kapitału zgromadzonego w OFE i zrobi z nim co chce. Na takie rozwiązanie nie zgodzą się jednak zapewne nasi politycy, którzy wiedzą lepiej co jest dla nas dobre.

IMHO jest teraz niepowtarzalna okazja na przynajmniej częściowe zniesienie przymusu ubezpieczeń. Mamy bowiem w Konstytucji zapis o "prawie do zabezpiecznia społecznego" - Art. 67 - co oznacza, że mam prawo ale nie mam obowiązku kupić od mafii ubezpieczeniowej jakiś produkt pt. "dożywotnia renta" albo coś w tym stylu.
IMHO ograniczenie prawa do dziedziczenia kapitałów zgromadzonych w OFE na rzecz przymusowego wykupu świadczeń też jest sprzeczne z Konstytucją.
Ale może się wydurniam
Pozdrawiam!
Franz
http://franz.blox.pl