
W Polsce na budowach brakuje fachowców – alarmuje Konfederacja Pracodawców Polskich. Wskazuje, że trzeba dopasować system kształcenia do potrzeb rynku pracy oraz zachęcać osoby, które wyjechały za granicę do powrotu. Uważam, że koniecznie trzeba do tych wskazań dodać postulat obniżenia kosztów pracy. Bez wzrostu pensji netto emigracja będzie trwać, a młodzi ludzie nie będą decydować się na kształcenie w deficytowych zawodach.
Coraz więcej przedsiębiorców w branży budowlanej narzeka na brak specjalistów. Dzieje się to w sytuacji, kiedy w Polsce mamy ponad 2,4 mln ludzi zarejestrowanych w urzędach pracy. Szacuje się, że w firmach budowlanych w całym kraju potrzeba ok. 50 tys. fachowców - czytamy w stanowisku KPP.
Konfederacja podkreśla, że to gównie efekt wyjazdów zagranicznych oraz niedopasowania systemu kształcenia do potrzeb rynku pracy. Podaje, że w szkołach zawodowych uczy się niespełna 240 tys. uczniów, (43 proc. stanu z lat 2000/2001), dramatyczny spadek uczniów notują szkoły kształcące robotników górniczych i budowlanych (23 tys. uczniów), a w ciągu ostatnich 6 lat liczba uczniów w technikach spadła o ok. 46 proc.
Oprócz wskazań (bardzo słusznych) dotyczących kształcenia oraz tego, że w Polsce powinny być warunki do prowadzenia działalności gospodarczej by wracali tu emigranci i zakładali własne firmy trzeba dodać, że konieczne jest obniżenie narzutów nakładanych na pracę. Po to by rosły pensje netto. Bez tego nie uda się zatrzymać fachowców w kraju, a nasze firmy póki co nie mogą konkurować wysokością wynagrodzeń z firmami z Zachodu. Ich działanie byłoby nieopłacalne. Remedium nie jest też otwarcie Polski na pracowników ze Wschodu (zobacz debata na ten temat w nasze redakcji). Niewiele osób przyjedzie nad Wisłę bez zachęty w postaci wyraźnie wyższego wynagrodzenia.
Konieczne jest więc kompleksowe działanie poprawiające jakość kształcenia, warunki prowadzenia firm, ale także niższe opodatkowanie pracy.
