
GUS podał właśnie pełne dane dotyczące liczby urodzin w 2006 roku. Okazuje się, że w ubiegłym roku urodziło się 374 tys. dzieci - o nieco 10 tys. więcej niż rok wcześniej (w 2005 roku urodziło się 364,4 tys. dzieci).
Jak pisałem 26 stycznia ten wzrost to przede wszystkim efekt zmian demograficznych zachodzących w Polsce, a nie jak chce minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata działania becikowego. W danych GUS nie ma też mowy o wzroście liczby urodzin o 60 tys. tak jak ogłosiła to w Berlinie minister. Jednak na stronie kierowanego przez nią ministerstwa wciąż widnieje informacja, że o 60 tys. , a nie o 10 tys. wzrosła w ubiegłym roku liczba urodzeń. Może pani minister korzysta z innych, tajnych źródeł?
Zmiany mające wpływ na wzrost liczby urodzeń to przede wszystkim fakt, że przybywa – to efekt dużej liczby urodzeń w latach 70-tych i początku lat 80-tych - kobiet w wieku 20-24 lata oraz 25-29 lat, a to one rodzą najwięcej dzieci. Dane demograficzne wskazują też na przesuwanie się w górę wieku najwyższej płodności kobiet. O ile w 1990 roku 36,4 proc. dzieci rodziły kobiety w wieku 20-25 lata, a 29,3 proc. w wieku 25-29 lat, tak obecnie proporcje te się odwróciły. 37,7 proc. dzieci jest rodzonych przez kobiety z drugiego przedziału wiekowego, a 26,2 z pierwszego. Na większa liczbę urodzin może mieć też wpływ poprawiająca się też sytuacja na rynku pracy i wzrost dochodów ludności.
Jak szacują demografowie m.in. dzięki tym zmianom jeszcze do 2010 roku możemy liczyć na nieznaczny wzrost liczby urodzeń. W 2006 roku dzięki wyższej ich liczbie po raz pierwszy od 2001 roku zanotowaliśmy dodatni przyrost naturalny. Innymi słowy więcej Polaków się urodziło niż zmarło.
Nie oznacza to jednak, że jest czy będzie świetnie. GUS pisze, że mimo rosnącej liczby urodzeń w dalszym ciągu poziom reprodukcji nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń (będzie nas więc coraz mniej), a od 1989 roku utrzymuje się w Polsce okres głębokiej urodzeniowej depresji. Współczynnik dzietności wynosi 1,24 proc., a najbardziej korzystną sytuację demograficzną określa współczynnik kształtujący się na poziomie 2,1-2,15 tj. kiedy w danym roku na jedną kobietę w wieku 15-49 lat przypada średnio 2 dzieci.
Dlatego nie wolno wysyłać w świat informacji jak jest świetnie dzięki becikowemu, tylko trzeba stworzyć kompleksowy program polityki rodzinnej.
