rssdodaj RSS
---Bartosz Marczuk - Wpisy z Maj 2007
29 maja 2007

Tylko nieliczni nauczyciele powinni mieć prawo do wcześniejszych emerytur

Rząd uległ żądaniom nauczycieli i zgodził się, aby mogli oni gremialnie korzystać z emerytur pomostowych. Dla mnie taka decyzja jest trudna do uzasadnienia. Zdrowy rozsądek podpowiada, że w zawodzie nauczyciele można pracować do później starości.

Im pedagog jest starszy tym ma większe doświadczenie, wiedzę, erudycję i dystans do rzeczywistości, co powinien przekazywać uczniom. Ponadto trzeba pamiętać, że nauczyciele nie są ponad miarę obciążani obowiązkami, dzięki czemu mogą regenerować siły. Ich łączne przerwy w wykonywaniu pracy wynoszą co najmniej 101 dni - 70 dni wakacji, później co najmniej 10 dniowa przerwa świąteczna (bożonarodzeniowa), zaraz potem 14-dniowe ferie, a następnie 7 dni przerwy związanej z Wielkanocą. Łącznie więc nauczyciele w roku mają ponad 3 miesiące wolnego, pracując 18 godzin (lekcyjnych) w tygodniu.

Nie widzę więc uzasadnienia, aby nauczyciele odchodzili wcześniej na emeryturę. Jeśli się tego domagają, a rząd przyznaje im rację to per analogia niemal wszystkie inne grupy zawodowe powinny mieć takie prawo. Czy na przykład osoba prowadząca własną działalność, księgowa, finansista czy osoba pracująca w fabryce pracuje lżej? Nie sądzę. Jeśli jednak wszyscy oni zyskaliby prawo do wcześniejszych emerytur zrujnowałoby to budżet.

Już teraz w efekcie wolty rządu koszt wypłaty emerytur pomostowych wzrósł o ponad 400 proc. Z 7,5 mld zł do 31 mld zł. A przecież te pieniądze nie wezmą się znikąd. Będą nimi w ciągu najbliższych 25 lat obciążeni w formie składek i podatków pracujący. W tym nasze dzieci, a nawet wnuki. Czy to normalne, żeby już teraz obciążać ich kosztami nie do końca uzasadnionych przywilejów? Niestety politycy zawsze myślą perspektywą jednej kadencji – jak komuś nie dam to mnie nie wybiorą. Dla nich perspektywa 25 lat jest zbyt odległa. Dlatego wolą obiecywać teraz, a niech o dotrzymanie ich obietnic troszczą się już inni.

23 maja 2007

Przemysław Gosiewski będzie odpowiadał za system emerytalny

To wicepremier Przemysław Gosiewski zajmie się dokończeniem reformy emerytalnej. Wczoraj premier powołał go na szefa Międzyresortowego Zespołu do Spraw Nadzoru Ubezpieczeń Społecznych.

Jak pisałem we wpisie z 15 maja (Kto dokończy reformę emerytalną?) zespół ten powstał po to, aby za niezwykle ważne zdanie, jakim jest dokończenie reformy emerytalnej, nie odpowiadała wyłącznie Samoobrona. Najpierw na czele zespołu stał Ludwik Dorn, teraz Przemysław Gosiewski. Mianowanie tak bliskich współpracowników premiera (ponadto obaj w randze wicepremierów) świadczy o tym, że Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z powagi zadań jakie stoją przed jego rządem w kontekście systemu ubezpieczeń społecznych. Rząd musi przesądzić i przeprowadzić przez Sejm do końca tego roku 3 niezwykle ważne (z punktu widzenia ludzi oraz finansów państwa) ustawy:

· o emeryturach pomostowych

· o wypłacie świadczeń za pieniądze gromadzone w OFE

· o zmianie sposobu wyliczania rent z tytułu niezdolności do pracy.

Dobrze więc, że na czele zespołu stoi człowiek, któremu premier ufa. Problem polega jednak na tym, że o ile Ludwik Dorn to osobowość wręcz charyzmatyczna i z własnym zdaniem, do którego potrafi przekonać nawet premiera (co przyznają nawet jego przeciwnicy polityczni) o tyle Przemysław Gosiewski to raczej bardzo skuteczny realizator wizji innych osób. Jeśli więc premier przekona się do jakiegoś złego rozwiązania (na przykład wydłużania w nieskończoność przywilejów emerytalnych) nie będzie kto miał go przekonać, aby zmienił decyzję. I dlatego: „tylko Dorna żal”.

15 maja 2007

Kto dokończy reformę emerytalną?

Po tym jak wicepremier Ludwik Dorn został marszałkiem Sejmu nie wiadomo kto przejmie jego obowiązki w Kancelarii Premiera. A odpowiadał on za niezwykle ważną rzecz jaką jest dokończenie reformy emerytalnej.

Chodzi o trzy niezwykle ważne, ale także wrażliwe społecznie, ustawy – o emeryturach pomostowych, wypłatach emerytur z OFE i nowym sposobie obliczania rent z tytułu niezdolności do pracy.

Marszałek Dorn był szefem powołanego w Kancelarii Premiera Międzyresortowego Zespołu do Spraw Nadzoru Ubezpieczeń Społecznych. Powstał on ze względu na brak zaufania premiera Kaczyńskiego do Samoobrony i stojącej na czele resortu pracy minister Anny Kalaty. Premier obawiał się, że przygotowane przez panią minister ustawy zrujnują budżet i będą raczej zgodne z populistycznym oglądem świata. I dlatego na czele Zespołu postawił zaufanego człowieka – Ludwika Dorna. Ten szybko powstrzymał zapędy minister Kalaty, aby na przykład wypłatą emerytur z OFE zajmował się wyłącznie ZUS czy, aby przyznawać wcześniejsze emerytury jeszcze w 2008 roku.

Kandydatami na szefów Zespołu są wicepremier Przemysław Gosiewski i minister w KP Mariusz Błaszczak. Problem polega na tym, że premier powinien jak najszybciej zdecydować kto będzie mu przewodził bo problematyka, którą się nią zajmuje jest skomplikowana, a Sejm musi uchwalić te 3 ustawy jeszcze w tym roku. Trzeba też mieć nadzieję, że kandydaci będą mieli tak samo dużo do powiedzenia i okażą się równie sprawni jak Ludwik Dorn.

08 maja 2007

II filar się opłaca

Ci, którzy zastanawiają się czy dobrze zrobili przystępując do II filara powinni być zadowoleni. Ich kapitał na emeryturę w OFE rośnie szybciej niż gromadzony w ZUS.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w najnowszej analizie porównuje ile pieniędzy na emeryturę posiada osoba będąca członkiem OFE, a ile ta, która pozostała w ZUS. Resort analizuje ponad siedmioletni okres przynależności do II filara – od lipca 1999 roku do grudnia 2006 roku. Zgodnie z jego szacunkami przeciętnie zarabiająca osoba w tym czasie wpłaciła do OFE 14,22 tys. zł. Kapitał ten po uwzględnieniu zysków z inwestycji (zwiększają go), ale także opłat i prowizji pobranych przez OFE (zmniejszają jego wartość) wzrósł w OFE średnio do kwoty 22,28 tys. zł.

Gdyby przyszły emeryt nie przystąpił do II filara miałby na swoją emeryturę mniej pieniędzy. Ta sama kwota w ZUS (uwzględniając waloryzację) wzrosła o 2,1 tys. zł, do 16,32 tys. zł. Wartość kapitału w OFE przekroczyła kwotę wpłaconych do II filara pieniędzy średnio o 56,7 proc. Te same składki wpłacane do ZUS wzrosły o 14,8 proc. Gdyby te pieniądze, które trafiły do II filara były lokowane na lokacie bankowej (o zmiennym oprocentowaniu, z comiesięczną kapitalizacją odsetek) ich wartość wynosiłaby 16,94 tys. zł (wzrost o 19,2 proc.).

Istnieje różnica w wysokości kapitału emerytalnego wypracowanym przez najlepszy i najgorszy OFE. Wynosi 15 pkt proc. Lider OFE Polsat pomnożył wpłacone pieniądze do kwoty 23,335 tys. zł czyli o 64,1 proc. Najgorzej radzący sobie fundusz OFE Ergo Hestia wypracował 21,2 tys. zł (49,1 proc.). Do czołówki zaliczają się też OFE Nationale-Nederlanden (61,7 proc.), OFE Dom (59,6 proc.) i Pekao OFE (58,6 proc.). Gorzej niż pozostałe fundusze radzą sobie, oprócz Ergo Hestii, OFE Skarbiec-Emerytura (51,7 proc.) i Pocztylion (51,8 proc.).

Trzeba pamiętać, że jeszcze w czerwcu 2001 roku przyszły emeryt miał na koncie w OFE zaledwie 93,2 proc. wpłaconych tam składek. Czyli mniej pieniędzy niż wpłacił. Jednak od tamtej pory ta relacja sukcesywnie się poprawia. To efekt redukcji wysokości opłat pobieranych przez OFE wraz z wydłużającym się stażem członkowskim i rosnącego kapitału funduszy. Działa mechanizm tzw. mnożnika kapitałowego. Każdy procentowy wzrost od rosnących aktywów to większy przyrost gotówki.

Im dłużej będzie działać II filar, tym bardziej przyszli emeryci będą odczuwać działanie zasady mnożnika. Oczywiście pod warunkiem tego, że na rynku kapitałowym nie zdarzy się jakaś katastrofa.

---