
Zwracam uwagę na opublikowane właśnie przez Eurostat dane dotyczące zatrudnienia. Wynika z nich, że w ciągu ubiegłego roku w 25 krajach UE przybyło prawie 3 mln nowych miejsc pracy.
Eurostat pisze, że w całym 2006 roku zatrudnienie wzrosło o 1,4 proc. w strefie euro (stanowi je 12 krajów tzw. starej Unii) oraz o 1,5 proc. w całej Unii (25 krajów, jeszcze przed rozszerzeniem o Bułgarię i Rumunię). Te dane procentowe oznaczają odpowiednio, że w ubiegłym roku w strefie euro przybyło 1,948 mln miejsca pracy, a w 25 krajach UE 2,988 mln. W poprzednim 2005 roku wzrosty te były prawie dwukrotnie niższe. Wyniosły 0,8 proc., i 0,9 proc. odpowiednio dla strefy euro i 25-tki. W 25 krajach UE pracowało w 2006 roku 206.7 mln osób. Z tego 140 mln w strefie euro.
Wzrosty w zatrudnieniu dotyczą niemal wszystkich krajów UE. Najszybciej miejsc pracy przybywa (choć dane nie są jeszcze pełne) w nowych krajach członkowskich na Łotwie, w Estonii i na Słowacji (odpowiednio w IV kw. 2006 roku o 4,9 proc., 4,7 proc. i 2,2 proc. w porównaniu do IV kw. 2005 roku). Ale co ciekawe także w krajach starej UE - Hiszpanii i Szwecji (odpowiednio o 3 proc. 2,3 proc.). W Polsce wzrost ten wyniósł 1,6 proc. i jest na poziomie średniej unijnej.
Dane te świadczą o tym, że cała gospodarka UE, podobnie jak światowa znajduje się na we wznoszącej fali cyklu koniunkturalnego. To najlepszy czas na konieczne reformy. Wydaje się, że wiedzą o tym Niemcy, które w tym roku podjęły już dwie kosztowne i niepopularne decyzje – wydłużyli do 67 lat wiek emerytalny dla obojga płci oraz obniżyły o 10 pkt proc. podatek CIT. Mam nadzieję, że także w Polsce uda się przeprowadzić w tym okresie niezbędne zmiany. Jeśli rządzących uśpi wzrost gdy przyjdzie dekoniunktura czeka nas twarde lądowanie.
Upadł pomysł resortu pracy, aby emerytury z pieniędzy gromadzonych w OFE wypłacał wyłącznie ZUS.
Międzyresortowy Zespół do Spraw Nadzoru Ubezpieczeń Społecznych działający przy Kancelarii Premiera pod kierownictwem Ludwika Dorna przesądził właśnie o kształcie rozwiązań dotyczących wypłaty emerytur z OFE, które w przyszłości będą dotyczyć większości Polaków.
Przewiduje się, że:
· emerytury za pieniądze gromadzone obecnie w OFE będą wypłacane przez konkurujące ze sobą prywatne podmioty - będą to albo działające firmy ubezpieczeń na życie, albo nowo powołane instytucje, albo jedne i drugie; ponadto ma być stworzona jedna instytucja publiczna, zajmująca się wypłatami,
· wysokość świadczeń będą ustalać te instytucje, będą więc zapewne konkurować ze sobą o klientów wysokością oferowanej emerytury za określoną kwotę pieniędzy,
· w ustawie regulującej sposób działalności tych instytucji mają być zapisane maksymalne limity opłat jakie będą one pobierać za swoje usługi,
· zarządzać pieniędzmi przyszłych emerytów mają prywatne instytucje, które będą wypłacać ustalać wysokość emerytur,
· podstawowym świadczeniem jakie przyszli emeryci będą otrzymywać za środki z OFE ma być indywidualna emerytura dożywotnia; nie wyklucza się też, że będą mogli wybrać emeryturę małżeńską lub z gwarantowanym okresem płatności,
· ZUS ma być jedynie odpowiedzialny za dostarczenie świadczenia – pochodzącego z I filara oraz z pieniędzy gromadzonych w OFE.
Niewiadomymi, które mają być rozstrzygnięte w tym półroczu, wciąż pozostają:
· co z tzw. okresem przejściowym, czyli latami 2009-2014 kiedy na emerytury będą przechodzić nieliczne roczniki kobiet,
· jaka waloryzacja – czy emerytura ma być ustawowo chroniona przed utratą realnej wartości,
· jak będzie rozwiązana sprawa udziału emerytów w zysku powstającym z inwestowania ich kapitału,
· czy będzie możliwość wypłaty jednorazowej choćby części kapitału z OFE,
Moim zdaniem dobrze, że rząd zrezygnował z pomysłu resortu pracy.
Rodził on szereg zagrożeń o czym wielokrotnie pisałem.
Rząd przedstawił program polityki rodzinnej. Jest dostępny tu. Zachęcam wszystkich do lektury bo będąc współautorem tego projektu chciałbym poznać opinie na jego temat.
Postanowiliśmy – pisząc program – aby odbyła się nad nim szeroka publiczna debata. I to nie tylko ograniczona do głosu pracodawców, związkowców, ekspertów czy organizacji pozarządowych. Chcemy zachęcić do dyskusji nad nim także Państwa – czyli ludzi, których program najbardziej dotyczy.
Proszę mi wierzyć, że naprawdę jesteśmy otwarci na wszystkie sugestie – oczywiście te mieszczące się w realiach budżetu, czyli pieniędzy nas wszystkich-podatników. Wierzę jednak, że to ludzie czerpiąc z własnego doświadczenia będą mogli wpłynąć na ostateczny kształt programu, aby zrealizował postawiony przed nim cel.
A jest nim maksymalne ułatwienie potencjalnym rodzicom podjęcia decyzji o posiadaniu dziecka, a tym którzy je wychowują ułatwienie tego zadania.
Zachęcam do wpisów na specjalnym forum lub do komentarzy na BLOGU. Co myślicie o programie?
Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że Polski rodzą najmniej dzieci wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Jeśli ta tendencja się utrzyma to nie tylko będzie nas coraz mniej ale dodatkowo będziemy jako społeczeństwo szybko się starzeć.
Z danych Eurostatu wynika, że współczynnik dzietności w Polsce wynosił w 2005 roku 1,24. To najniższa wartość w UE. Tymczasem najbardziej korzystną sytuację demograficzną określa ten współczynnik, jeśli kształtuje się na poziomie 2,1–2,15. Wtedy na jedną kobietę w wieku 15-49 w danym roku przypada średnio dwoje dzieci. To gwarantuje tzw. zastępowalność pokoleń czyli innymi słowy fakt, że nie będzie ubywać obywateli danego kraju.
Dane te potwierdzają, że Polska – jak pisze GUS – znajduje się w głębokiej urodzeniowej depresji. Mimo, że w ubiegłym roku urodziło się o niespełna 10 tys. dzieci więcej (374 tys.) niż rok wcześniej. Dobrze więc, że rząd przygotowuje program polityki rodzinnej, który ma na celu odwrócenie niekorzystnego zjawiska niezwykle niskiej dzietności polskich kobiet.
Średnio w Unii współczynnik dzietności wynosi – dla 27 krajów - 1,51. Najwyższy współczynnik notuje Francja (1,92) i Irlandia (1,88). Obok Polski najmniej dzieci rodzą kobiety na Słowacji (1,25), w Słowenii (1,26), na Litwie (1,27), w Czechach (1,28). Wszystkie te kraje należą do nowych członków Unii.
Już tylko ministerstwo pracy i polityki społecznej upiera się, aby powierzyć wypłatę emerytur z pieniędzy gromadzonych w OFE do ZUS.
Po krytyce ze strony KNF (patrz wpis "Trwa gorący spór o wypłatę emerytur") propozycję resortu pracy, przewidującą, że ZUS miałby ustalić wysokość świadczenia, odpowiadać za jego wypłatę i inwestować środki, które na bieżąco nie będą wykorzystywane do finansowania świadczeń skrytykowała teraz Komisja Trójstronna. Jest to tym bardziej ważkie, że zasiadają w niej organizacje pracodawców i związków zawodowych, które rzadko zajmują tak wspólne, jednoznaczne stanowisko.
W stanowisku czytamy, że:
Oznacza to, że pracodawcy i związkowcy uważają, że ZUS powinien jedynie pełnić rolę listonosza dostarczającego świadczenie do domu przyszłego emeryta. Ich zdaniem nie powinno też być monopolu instytucji zajmującej się przyszłą wypłatą.
Stanowisko KT to kolejny krytyczny głos odnoszący się do propozycji resortu pracy. Niedawno skrytykowała ją KNF zauważając między innymi, że jest ona sprzeczna z założeniami reformy emerytalnej. Nie wzbudza też ona entuzjazmu w ministerstwie finansów i kancelarii premiera. Za złą uważa ją też większość ekspertów.
