Pieniądze na emerytury
gromadzone w OFE powinny z powrotem trafić do ZUS - twierdzi Ministerstwo Pracy
i Polityki Społecznej.
Założenia do ustawy o wypłatach pieniędzy z OFE przewidują, że to ZUS
obliczy wysokość świadczenia, weźmie na siebie finansową odpowiedzialność za
jego wypłatę i będzie zarządzać środkami przyszłych emerytów. A chodzi o
niebagatelną kwotę, sięgającą docelowo 150 mld zł. Tak - według ministerstwa -
ma być najtaniej i najbardziej efektywnie.
Jednak monopol
ZUS może być dla przyszłych emerytów i podatników zabójczy. Dyskutowali o tym w Gazecie Prawnej eksperci i praktycy ubezpieczeniowi. Do
racji resortu przekonywał wiceminister Romuald Poliński.
Główne
zagrożenia związane z monopolem państwa wynikają z tego, że:
- przez brak rynkowej konkurencji trudno będzie oszacować
adekwatną wysokość świadczenia; jeśli ZUS się pomyli i wyliczy je na zbyt
niskim poziomie emeryci nie dostaną tego co uzbierali, jeśli będzie zbyt hojny
- do świadczeń dopłacą podatnicy; powołanie kilkunastu prywatnych podmiotów
pozwoliłoby na rozproszenie ryzyka błędu i zwiększyło szanse na ustalenie
adekwatnego świadczenia,
- podatnicy będą w pierwszej kolejności odpowiadać za
pomyłki ZUS - jeśli działałyby prywatne podmioty ewentualne braki pokrywałyby
najpierw ze środków akcjonariuszy, później z tworzonego przez nie funduszu
gwarancyjnego, podatnicy byliby na końcu,
- ZUS może prowadzić nieudaną politykę inwestycyjną; po
pierwsze jest nieprzygotowany do zarządzania tak ogromnym portfelem, po drugie
przyszli emeryci nie będą mieli możliwości ocenić jak ZUS radzi sobie z
pomnażaniem ich pieniędzy bo jeśli będzie monopolistą to do czego porównać wyniki,
po trzecie wreszcie jaka będzie motywacja ZUS do osiągania jak najlepszych
wyników; jeśli zyski nie będą duże straci w najgorszym wypadku prestiż (o ile
będzie go posiadał),
- politycy mogą chcieć wpływać na to w co ZUS będzie
inwestował pieniądze - jeśli będą chcieli sfinansować budowę na przykład portu
mogą zmusić ZUS do kupowania obligacji emitowanychna ten cel ; lepiej żeby
decyzje w co inwestować podejmowali zarządzający portfelami pod groźbą rynkowej
sankcji - jeśli będą kiepsko zarabiać ich usług nie wybiorą przyszli emeryci.
Do tego dochodzi
jeszcze kwestia kardynalna. W systemie emerytalnym miało być mniej państwa. Na
przykład wysokość emerytur miała zależeć nie od decyzji Sejmu, ale od tego ile
uzbieramy składek, a pieniądze w OFE miały być realnym kapitałem. Tymczasem
kolejny raz to państwo chce mieć decydujący wpływ na to co dzieje się z naszymi
pieniędzmi.