
Posłowie wciąż nie przesądzili dzisiaj o waloryzacji emerytur i rent prawie 10 mln osób. Decyzje odłożyli o kolejne 2 tygodnie mimo, że podwyżki mają się odbyć już w marcu. To dlatego, że wszystkie ugrupowania polityczne, mając na uwadze potężny elektorat, chcą uchodzić za autorów rozwiązań zapewniających wyższe świadczenia.
Do tej licytacji włączył się rząd, zmieniając dzisiaj niespodziewanie wcześniejsze plany podwyżek. Proponuje, aby nie objęły one wszystkich, ale te osoby, które otrzymują niskie emerytury i renty. Pomysł ten ma niewiele wspólnego z logiką, sprawiedliwością i zdrowym rozsądkiem.
Wysokość emerytury, co do zasady, odzwierciedla wcześniejszy wkład w formie składek. Kwotowe podwyżki są więc krzywdzące dla tych, którzy długo pracując i odprowadzając wyższe składki, zapracowali na wyższe świadczenia. Można sobie wyobrazić sytuację, że jedna osoba pracowała przez 40 lat i ma teraz emeryturę w wysokości 1000 zł. Druga pracowała niewiele, była na „lewej rencie” teraz jest emerytem i dostaje 700 zł. Pierwsza nie dostanie nic. Druga podwyżkę. Podwyżki kwotowe będą więc karać osoby pracowitsze i zapobiegliwsze. Ich świadczenia będą wręcz tracić na wartości.
Takie podwyżki ograniczają też bodźce do pracy. Pracujący wiedząc, że tylko niska emerytura będzie rosnąć, nie będzie mieć motywacji do dalszej pracy i uzyskania wyższej emerytury. A szczególnie w Polsce, gdzie pracuje zaledwie co czwarta osoba w wieku 55-64 lata (najniższy wskaźnik w UE), powinniśmy zmierzać do wydłużania aktywności zawodowej.
Najlepiej, aby waloryzacja była przeprowadzona o wskaźnik procentowy, uwzględniający na pewno poziom inflacji. To gwarantuje, że świadczenia nie tracą na wartości. Możliwe jest też uwzględnienie części wzrostu wynagrodzeń, a rozwiązanie szczegółowe powinno zależeć od możliwości budżetu państwa. Jeśli ktoś natomiast otrzymuje świadczenie ponadprzeciętnie wysokie za to, że służył na przykład w SB i miał z tego tytułu specjalne przywileje, to trzeba je weryfikować indywidualnie, a nie karać na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej wszystkich uczciwie pracujących.
System ubezpieczeń społecznych nie jest też narzędziem do pomagania najuboższym. Od pomocy socjalnej jest pomoc społeczna – umiejscowiona w gminie, znająca sytuację majątkową poszczególnych osób, mogąca przeprowadzić wywiad środowiskowy i skierować określoną pomoc.
