
Decyzja polskiego rządu, który chce pełnego otwarcia naszego rynku pracy dla wszystkich 27 krajów UE jest godna naśladowania. Powinni nią podążyć pozostali członkowie Unii.
Rząd chce, aby w Polsce mogli bez
zezwoleń pracować obywatele wszystkich 25 krajów Unii oraz Bułgarii i Rumunii.
Dotychczas mogą pracować u nas bez ograniczeń tylko obywatele krajów, które
także dla nas otworzyły rynki pracy. Dotyczy to 8 z 9 krajów tzw. nowej Unii,
które razem z nami przystąpiły do UE (za wyjątkiem Malty), oraz 8 z 15 krajów
tzw. starej Unii (Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji, Portugalii, Hiszpanii,
Włoszech, Grecji i Finlandii). Pozostali członkowie UE są objęci tzw. zasadą
wzajemności. Stanowi, że obywatele krajów, które nie otworzyły dla nas rynków
pracy nie mogą bez ograniczeń pracować u nas. Rząd chce znieść tę zasadę.
Dzięki tej decyzji to Polska – od niespełna 3 lat kraj członkowski – w pełni realizuje 4 wolności rynku UE. A są to wolność przepływu towarów, usług, kapitału oraz ludzi. Ta ostania, najczęściej ograniczana oznacza prawo do pracy, życia, osiedlania się i korzystania ze wszystkich dóbr socjalnych w miejscu pobytu na terytorium UE, bez względu na przynależność państwową.
Znaczenie tej decyzji nie będzie miało wielkiego zacznie praktycznego (zobacz debata w GP). Zarobki w naszym kraju są zbyt niskie żeby masowo przyciągnąć emigrantów z krajów UE. Ale jej wydźwięk jest bardzo korzystny. Oto Polska kraj o najwyższym bezrobociu w UE, niedawny jej członek decyduje się na praktyczną i pełną realizację idei wolności, które powinny przyświecać całej Unii. Jak jednak wiadomo przez egoizmy i zdecydowane stawianie własnych interesów poszczególnych krajów ponad interes ogółu (niedawny przykład tzw. dyrektywy usługowej) póki co nie do końca się to udaje.
