
Wymiar sprawiedliwości w państwie nie jest po to żeby się podobać. Jednak krytyka naszego wymiaru sprawiedliwości coraz częściej, zamiast słów przepełnionych rzeczowością i rzetelnością, zamiast merytorycznego obiektywizmu, przynosi zwyczajny, uliczny jazgot i niewybredne epitety. Widziałem już w gazecie prezesa sądu obok psa policyjnego pod wspólnym tytułem: ”Jeden wart drugiego”. W innym miejscu dziennikarz napiętnował sędziego, który zgodnie z prawem nie zastosował tymczasowego aresztowania: ”Przez niego pedofil jest na wolności”. Kilka dni temu, poważny dziennik i poważny publicysta zarzucił sędziom, że zamiast karać uznają racje bandytów, a przy wydawaniu wyroków zamiast prawem kierują się ”normami mafijnej moralności”. W tym ostatnim przypadku chodziło rzecz jasna o warunkowe, przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego autora najgłośniejszej oferty łapówkarskiej III RP - Lwa Rywina. Producent filmowy został wypuszczony na wolność a pani sędzia trafiła od razu pod pręgierz. Sprawa Rywina jest oczywiście jedną z największych porażek naszego wymiaru sprawiedliwości w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Ale z całą pewnością nie jest to porażka sądu, a już w żadnym wypadku nie tej pani sędzi z sądu penitencjarnego, która, jako ostatnia instancja, podpisała zwolnienie Rywina z zakładu karnego. Nie ulega wątpliwości, że pani sędzia miała prawo wypuścić Rywina z więzienia. I nie zrobiła tego ani pod wpływem, jak pisze Cezary Michalski, w ”Dzienniku” ”norm mafijnej moralności” ani pod wpływem grupy trzymającej władzę, której skazany nie ujawnił. Zrobiła to na podstawie kodeksu karnego i obowiązujących procedur. Wypuściła więźnia bo jest przecież mało prawdopodobne, że Rywin znów poczłapie do kogoś z towarzystwa z korupcyjną propozycją. Sprawa Rywina została przegrana nie w końcówce, nie w sądzie i nie w więzieniu, tylko zaraz na samym początku, w prokuraturze, która prowadziła śledztwo. Co może zrobić sędzia, jaki może wydać wyrok w sprawi, w której prokurator zamiast niezbitych dowodów kładzie na sędziowskim stole wycinki prasowe?
Dlaczego więc przytoczone tutaj przeze mnie przykłady krytyki zasługują na wieczne potępienie? A może w ogóle sędziowie to taki nietykalny stan, który powinien być wyłączony spod wszelkiej krytyki. Nie z całą pewnością krytyka rzetelna, krytyka oparta na dogłębnej znajomości faktów a nie na emocjach i politycznym zapotrzebowaniu, jest dzisiaj towarem pilnie poszukiwanym na rynku medialnym. Takiej krytyki oczekuje też od nas wymiar sprawiedliwości. Tak w każdym razie głoszą jego prominentni przedstawiciele. Problem w tym , że u nas jest to towar wciąż deficytowy. Europejska konwencja o ochronie praw człowieka w art. 10 przewiduje, że każdy ma prawo do wolności wyrażania swoich opinii. Jest tam jednak jedno bardzo znamienne zastrzeżenie. Autorzy konwencji zastrzegli , że korzystanie z tego prawa nie może godzić w powagę i bezstronność sądownictwa. Czy porównywanie sędziego z psem nie niszczy tej powagi? A czy powagi i bezstronności sądu nie niszczą wciśnięte w ręce Temidy ”normy mafijnej moralności”?
Niestety sami sędziowie nie ułatwiają nam tutaj zadania. Karygodne przykłady korupcyjnych zachowań w sądach w Gdańsku czy Olsztynie są tak poważne, że uczciwi ludzie są dzisiaj pełni obaw, czy aby instytucja, która ma obowiązek stać na straży równowagi, sama nie zaczyna tej równowagi tracić.
Ale krytyka, w moim przekonaniu, ma do spełnienia jeszcze jedną bardzo ważną funkcję w życiu każdego człowieka , w życiu każdej instytucji. Krytyka musi nas wzmacniać a nie niszczyć. Krytyka powinna eliminować wszelkie chorobowe ogniska, których niestety w naszym wymiarze sprawiedliwości nie brakuje. I taką krytykę wzmacniającą nasze sądownictwo a nie niszczącą wątłe pokłady niezależności trzeciej władzy, będziemy tutaj wspólnie uprawiać.
