
Dwadzieścia banków
przez trzynaście lat, w zaciszu swoich lustrzanych gabinetów, ustalało wysokość opłat za transakcje dokonywane
kartami płatniczymi. W końcu jednak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zdobył
się na odwagę i zakwestionował nie tylko
bankierskie zmowy, ale przede wszystkim to, że ustalane opłaty bankierzy
biorą z lustrzanych sufitów a nie z
wolnego rynku. Gorycz z przegranej nie trwała jednak długo. Wczorajsze
orzeczenie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, w którym sędziowie uchylili
decyzję prezesa UOKiK, zaskoczyła nie tylko miliony szczęśliwych posiadaczy
kart płatniczych. Ci, zajęci zakupami ludzie, niezwykle skoncentrowani na
wstukiwaniu w ciągu dnia swoich pinów, być może nawet nie zauważyli tego jawnie antykonsumenckiego wyroku.
Dlatego śmiem twierdzić, że wczorajsze rozstrzygnięcie sądu, najbardziej
zaskoczyło samych bankowców. Jeszcze w ubiegłym tygodniu dla pełnomocników
banków szczytem marzeń było umorzenie przez sąd postępowania z przyczyn czysto
formalnych. Banki swoją linię obrony ograniczały w zasadzie do proceduralnych
kruczków i kwestionowały z uporem wartym lepszej sprawy, legitymację Polskiej
Organizacji Handlu i Dystrybucji do występowania ze skargą do prezesa UOKiK. Wczorajsze orzeczenie sądu
dało bankom coś więcej niż tylko satysfakcję z wygranej. I nie chodzi
nawet o to, że sąd bez zmrużenia oka
pobłogosławił opłaty pobierane od sprzedawców akceptujących karty płatnicze, choć
z pewnością wiedział, że w takich krajach jak Dania, Holandia, Finlandia czy
Norwegia opłat interchange w ogóle się nie pobiera. Znacznie gorsze jest to, że
sędziowie przeszli do porządku dziennego nad gabinetowym sposobem
ustalania wysokości tych nieszczęsnych
opłat. Na takie rozumienie konkurencji i ochrony konsumenta nie może być zgody.
Opłat interchange nie mogą wyznaczać
bankierskie zmowy. Muszą być one oparte na rzeczywistych, możliwych do
wykazania kosztach a nie na widzimisię prezesów. Wczoraj sąd zaprzepaścił
niestety doskonałą okazję by taki właśnie sygnał wysłać do konsumentów. Konsument, tak jak przed laty, tak i
teraz, bez żadnych skrupułów będzie mógł
powtarzać: nie wierzę w istnienie bogini Temidy. Zwycięża ten, kto wykaże
wyższy kunszt.
Andrzej Jankowski
Dwadzieścia banków przez trzynaście lat, w zaciszu swoich lustrzanych gabinetów, ustalało wysokość opłat za transakcje dokonywane kartami płatniczymi. W końcu jednak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zdobył się na odwagę i zakwestionował nie tylko bankierskie zmowy, ale przede wszystkim to, że ustalane opłaty bankierzy biorą z lustrzanych sufitów a nie z wolnego rynku. Gorycz z przegranej nie trwała jednak długo. Wczorajsze orzeczenie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, w którym sędziowie uchylili decyzję prezesa UOKiK, zaskoczyła nie tylko miliony szczęśliwych posiadaczy kart płatniczych. Ci, zajęci zakupami ludzie, niezwykle skoncentrowani na wstukiwaniu w ciągu dnia swoich pinów, być może nawet nie zauważyli tego jawnie antykonsumenckiego wyroku. Dlatego śmiem twierdzić, że wczorajsze rozstrzygnięcie sądu, najbardziej zaskoczyło samych bankowców. Jeszcze w ubiegłym tygodniu dla pełnomocników banków szczytem marzeń było umorzenie przez sąd postępowania z przyczyn czysto formalnych. Banki swoją linię obrony ograniczały w zasadzie do proceduralnych kruczków i kwestionowały z uporem wartym lepszej sprawy, legitymację Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji do występowania ze skargą do prezesa UOKiK. Wczorajsze orzeczenie sądu dało bankom coś więcej niż tylko satysfakcję z wygranej. I nie chodzi nawet o to, że sąd bez zmrużenia oka pobłogosławił opłaty pobierane od sprzedawców akceptujących karty płatnicze, choć z pewnością wiedział, że w takich krajach jak Dania, Holandia, Finlandia czy Norwegia opłat interchange w ogóle się nie pobiera. Znacznie gorsze jest to, że sędziowie przeszli do porządku dziennego nad gabinetowym sposobem ustalania wysokości tych nieszczęsnych opłat. Na takie rozumienie konkurencji i ochrony konsumenta nie może być zgody. Opłat interchange nie mogą wyznaczać bankierskie zmowy. Muszą być one oparte na rzeczywistych, możliwych do wykazania kosztach a nie na widzimisię prezesów. Wczoraj sąd zaprzepaścił niestety doskonałą okazję by taki właśnie sygnał wysłać do konsumentów. Konsument, tak jak przed laty, tak i teraz, bez żadnych skrupułów będzie mógł powtarzać: nie wierzę w istnienie bogini Temidy. Zwycięża ten, kto wykaże wyższy kunszt.
Andrzej Jankowski
