
Trzech nowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego brało udział w tworzeniu ustawy o służbie cywilnej, która teraz trafi do Trybunału z zarzutami o jej niekonstytucyjności. Sędzia Marek Kotlinowski, ówczesny marszałek Sejmu głosował za ustawą w obowiązującym kształcie a sędzia Maria Gintowt –Jankowicz była członkiem Rady Służby Cywilnej , która jako ekspert opiniowała ustawę. Z kolei sędzia Zbigniew Cieślak był szefem Rady Służby Cywilnej, w czasie kiedy Rada zajmowała się nowymi przepisami.
Czy sędziowie Trybunału Konstytucyjne, którzy wcześniej jako posłowie lub eksperci brali udział w powstawaniu ustaw, mogą orzekać o konstytucyjności tych przepisów i rozstrzygać indywidualne skargi obywateli? Czy sędziowie tacy są w pełni niezawiśli, czy nie powinni się wyłączyć z takich spraw, skoro na ich bezstronność pada cień podejrzenia?
W Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu czeka na rozstrzygnięcie skarga Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, który nie może pogodzić się z faktem, że sędzia Trybunału Konstytucyjnego, który tworzył ustawę jako poseł, później jako sędzia interpretuje jej treść na użytek indywidualnej sprawy.
Problem dotyczy zresztą nie tylko sędziów Trybunału Konstytucyjnego ale również sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, Sądu Najwyższego a także sędziów sądów powszechnych, którzy wcześniej brali udział w przygotowywaniu na przykład przepisów resortowych czy rozporządzeń wykonawczych. Na wzajemne relacje między uczestnictwem w tworzeniu prawa a sprawowaniem władzy sądowniczej szczególnie wyczulony jest Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Z tego właśnie powodu zakwestionowano w Strasburgu już niejedno orzeczenie krajowe. Niestety nasi sędziowie nie patrzą na ten problem z taką ostrością. W uzasadnieniu do orzeczenia w sprawie Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego nasz Trybunał dosłownie w jednym miejscu, gdzieś między wierszami, cichutko stwierdził, że orzekanie w ramach kontroli konstytucyjnej nie powinno być uzależnione od takich okoliczności, jak m.in. ” należące do przeszłości role społeczne czy przeszłe zaangażowanie zawodowe pojedynczego członka składu orzekającego”. Teraz sędzia Marek Kotlinowski też nie widzi tutaj żadnego większego problemu z sędziowską niezawisłością. Muszę powiedzieć, że stwierdzenia tego rodzaju, cofają niestety naszą sędziowską niezawisłość o całe prawnicze dziesięciolecie. Dzisiejsze standardy podążają dokładnie w odwrotnym kierunku. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu powtarza niezmiennie od lat, że ”jakikolwiek bezpośredni udział w tworzeniu prawa lub regulacji administracyjnych upoważnia do wątpliwości czy osoba rozstrzygająca spór o interpretację będzie bezstronna”. Warto też w tym miejscu przypomnieć precedens z generałem Pinechotem. Otóż w Wielkiej Brytanii adwokaci generała Pinechota wygrali przed sądem drugiej instancji sprawę o ekstradycję chilijskiego generała tylko dlatego, że żona jednego z orzekających sędziów była działaczką organizacji walczącej o prawa człowieka. Tam nikt nie wnikał, czy kobieta ta wywierała jakikolwiek wpływ na sędziego małżonka, nikt nie dzielił włos na czworo. Wystarczył cień podejrzenia o bezstronność sędziego. Koniec, kropka. Według standardów europejskich, gdy na sędziowską bezstronność pada cień podejrzenia, przegrywa się sprawę. Według standardów naszego Trybunału Konstytucyjnego, sprawę się albo się umarza albo w ogóle nie ma sprawy. Taki też dzisiaj dystans dzieli sędziowską niezawisłość w wydaniu krajowym, od niezawisłości w wydaniu europejskim.
Minister Zbigniew Ziobro postanowił zlikwidować komornicze grodzie. Minister sprawiedliwości chce by w jednym komorniczym rewirze pracowało więcej komorników, a nie tylko jeden - jak dotychczas, chce by w kraju więcej było komorniczych kancelarii a nie tylko 638 - jak dotychczas i rzecz być może najważniejsza, minister chce by każdy mógł sobie wybierać komornika na terenie całego kraju. Oczywiście komornika takiego, który najszybciej i najskuteczniej odzyska pieniądze od dłużnika.
Ale zanim minister skończył mówić, komornicy już podnieśli rwetes. „Projekt ustawy przyjęty przez rząd nie wpłynie na poprawę efektywności egzekucji, a jedynie ją pogorszy” – oceniła rządowe propozycje Krajowa Rada Komornicza. Ale komornicy nie tylko wiedzą lepiej ale także lepiej od wszystkich widzą. W rządowym projekcie ustawy o komornikach sądowych i egzekucji dostrzegli od razu, że minister nie zająknął się nawet o opłatach pobieranych przez komorników.
Korporacja komornicza jest jedną z najbardziej niedostępnych. Natomiast egzekucja wyroków sądowych to najsłabsze ogniwo naszego wymiaru sprawiedliwości. Dwa miliony zaległych spraw leżakuje w komorniczych kancelariach. Istnieje ścisła zależność między tymi faktami. Ponieważ jest to zależność wyjątkowo szkodliwa, dobrze się stało, że Ministerstwo Sprawiedliwości postanowiło ratować czym prędzej naszą egzekucję. Przyjęty wczoraj przez Radę Ministrów projekt wprowadza do komorniczego zawodu konkurencję. Daje wierzycielowi prawo wyboru komornika na terenie całego kraju. Niestety, gdy dyskutuje się o konkurencji, widać od razu,ze komornicy w swych poglądach zatrzymali się na etapie średniowiecznych gildii. Dla nich konkurencja to wciąż jeden komornik w jednym rewirze. Komornicy wiedzą lepiej.
Wymiar sprawiedliwości w państwie nie jest po to żeby się podobać. Jednak krytyka naszego wymiaru sprawiedliwości coraz częściej, zamiast słów przepełnionych rzeczowością i rzetelnością, zamiast merytorycznego obiektywizmu, przynosi zwyczajny, uliczny jazgot i niewybredne epitety. Widziałem już w gazecie prezesa sądu obok psa policyjnego pod wspólnym tytułem: ”Jeden wart drugiego”. W innym miejscu dziennikarz napiętnował sędziego, który zgodnie z prawem nie zastosował tymczasowego aresztowania: ”Przez niego pedofil jest na wolności”. Kilka dni temu, poważny dziennik i poważny publicysta zarzucił sędziom, że zamiast karać uznają racje bandytów, a przy wydawaniu wyroków zamiast prawem kierują się ”normami mafijnej moralności”. W tym ostatnim przypadku chodziło rzecz jasna o warunkowe, przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego autora najgłośniejszej oferty łapówkarskiej III RP - Lwa Rywina. Producent filmowy został wypuszczony na wolność a pani sędzia trafiła od razu pod pręgierz. Sprawa Rywina jest oczywiście jedną z największych porażek naszego wymiaru sprawiedliwości w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Ale z całą pewnością nie jest to porażka sądu, a już w żadnym wypadku nie tej pani sędzi z sądu penitencjarnego, która, jako ostatnia instancja, podpisała zwolnienie Rywina z zakładu karnego. Nie ulega wątpliwości, że pani sędzia miała prawo wypuścić Rywina z więzienia. I nie zrobiła tego ani pod wpływem, jak pisze Cezary Michalski, w ”Dzienniku” ”norm mafijnej moralności” ani pod wpływem grupy trzymającej władzę, której skazany nie ujawnił. Zrobiła to na podstawie kodeksu karnego i obowiązujących procedur. Wypuściła więźnia bo jest przecież mało prawdopodobne, że Rywin znów poczłapie do kogoś z towarzystwa z korupcyjną propozycją. Sprawa Rywina została przegrana nie w końcówce, nie w sądzie i nie w więzieniu, tylko zaraz na samym początku, w prokuraturze, która prowadziła śledztwo. Co może zrobić sędzia, jaki może wydać wyrok w sprawi, w której prokurator zamiast niezbitych dowodów kładzie na sędziowskim stole wycinki prasowe?
Dlaczego więc przytoczone tutaj przeze mnie przykłady krytyki zasługują na wieczne potępienie? A może w ogóle sędziowie to taki nietykalny stan, który powinien być wyłączony spod wszelkiej krytyki. Nie z całą pewnością krytyka rzetelna, krytyka oparta na dogłębnej znajomości faktów a nie na emocjach i politycznym zapotrzebowaniu, jest dzisiaj towarem pilnie poszukiwanym na rynku medialnym. Takiej krytyki oczekuje też od nas wymiar sprawiedliwości. Tak w każdym razie głoszą jego prominentni przedstawiciele. Problem w tym , że u nas jest to towar wciąż deficytowy. Europejska konwencja o ochronie praw człowieka w art. 10 przewiduje, że każdy ma prawo do wolności wyrażania swoich opinii. Jest tam jednak jedno bardzo znamienne zastrzeżenie. Autorzy konwencji zastrzegli , że korzystanie z tego prawa nie może godzić w powagę i bezstronność sądownictwa. Czy porównywanie sędziego z psem nie niszczy tej powagi? A czy powagi i bezstronności sądu nie niszczą wciśnięte w ręce Temidy ”normy mafijnej moralności”?
Niestety sami sędziowie nie ułatwiają nam tutaj zadania. Karygodne przykłady korupcyjnych zachowań w sądach w Gdańsku czy Olsztynie są tak poważne, że uczciwi ludzie są dzisiaj pełni obaw, czy aby instytucja, która ma obowiązek stać na straży równowagi, sama nie zaczyna tej równowagi tracić.
Ale krytyka, w moim przekonaniu, ma do spełnienia jeszcze jedną bardzo ważną funkcję w życiu każdego człowieka , w życiu każdej instytucji. Krytyka musi nas wzmacniać a nie niszczyć. Krytyka powinna eliminować wszelkie chorobowe ogniska, których niestety w naszym wymiarze sprawiedliwości nie brakuje. I taką krytykę wzmacniającą nasze sądownictwo a nie niszczącą wątłe pokłady niezależności trzeciej władzy, będziemy tutaj wspólnie uprawiać.
