
Kompromis między pełnymi dyskrecji, tajemnymi działaniami policji a ingerencją w życie prywatne zwykłych obywateli wyczerpał się. W każdym razie do takiego wniosku doszli autorzy projektu ustawy o działaniach operacyjnych i rozpoznawczych policji, do którego dotarła Gazeta Prawna. ( patrz GP z 9 marca ). Jak ważne są to sprawy dla postrzegania praworządności w państwie, najlepiej świadczy fakt, że propozycje rządowe spotkały się z natychmiastową kontrakcją parlamentarnej opozycji, która w tej samej sprawie przygotowała własny projekt. Dlatego, jak sądzę, ze szczególną uwagą warto monitorować prace nad tymi jakże wrażliwymi ustawami. To one będą regulowały granice policyjnej prowokacji, sięgną też zapewne do tajemnicy naszej korespondencji i podsłuchów. Ale poruszane tutaj sprawy są dla nas ważne jeszcze z innego powodu. Otóż między działaniami operacyjno - rozpoznawczymi a czynnościami procesowymi istnieje wyraźna granica. Te pierwsze są działaniami zasadniczo poufnymi, charakteryzują się też znacznie mniejszym formalizmem. Czynności procesowe wymagają sporządzenia protokołu, podpisania go przez zainteresowanego. Natomiast działania operacyjne zadowalają się zwykłą notatką służbową. Często wystarczy lakoniczny meldunek lub raport.
Dlatego procedury, które wzmocnią siłę dowodów w procesach karnych, procedury, które policyjnym prowokacjom zablokują drogę na manowce bezprawia, mogą liczyć na nasze wsparcie. Wszędzie jednak tam, gdzie ustawodawca, wodzony na pokuszenie przez polityków, będzie ograniczał sądową kontrolę nad tajemnymi działaniami policji, gdzie sprawy dla obywatela najbardziej wrażliwe, ukryje w tajemnych, służbowych instrukcjach a nie ustawach, musimy zacząć głośno krzyczeć. Może wspólnymi siłami uda nam się tym razem być mądrym przed szkodą.
