rssdodaj RSS
---Czy czasy wielkich kodeksów minęły bezpowrotnie - Andrzej Jankowski
04 stycznia 2007

Czy czasy wielkich kodeksów minęły bezpowrotnie

Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało gruntowną reformę procedury cywilnej. Autorzy projektu chcą usprawnić przebieg rozpraw w sądach cywilnych oraz zmniejszyć formalizm, który od jakiegoś czasu stał się częstym gościem sal sądowych. Rozprawy będą mogły być odraczane maksymalnie na jeden miesiąc. Sąd będzie mógł odroczyć ogłoszenie wyroku tylko jeden raz, na czas do dwóch tygodni. Dyscyplinowani też będą adwokaci i radcowie prawni. W przypadku stwierdzenia przez sąd rażącego naruszenia przez nich obowiązków procesowych będzie można pełnomocnika ukarać grzywną porządkową do 20 tys. zł. ( obecnie do tysiąca złotych. Proponowane przez resort sprawiedliwości zmiany zmierzają w dobrym kierunku. Propozycja polegająca na tym, aby rozprawy były odraczane maksymalnie na jeden miesiąc jest bardzo trafna. Dzięki temu praca w sądach stanie się bardziej efektywna. Również ograniczenie możliwości odroczenia ogłoszenia orzeczenia tylko do jednego razu jest posunięciem trafnym, choć beż wątpienia jest to rozwiązanie rygorystyczne. Ale prawda jest też taka, że sędziowie bardzo często odraczają ogłoszenie wyroku naprawdę z błahych powodów. Nie wyobrażam sobie jak bardzo skomplikowana musiałaby być sprawa, żeby nie można było ustalić treści orzeczenia w ciągu dwóch tygodni.

To co mnie jednak niepokoi, to częstotliwość zmian wprowadzanych ostatnio do naszych kodeksów. W tej chwili praktycznie co miesiąc nowelizuje się przynajmniej jeden z kodeksów, przez co tracą one swoją pierwotną przejrzystość i spójność. W prawie dominują dziś zmiany fragmentaryczne, doraźne, wprowadzane pod wpływem chwili. W tych zmianach gubią się już nie tylko zwykli ludzie ale sami prawnicy.

Odnoszę wrażenie, że rozporządzenie Rady Ministrów z 2002 r. o zasadach techniki prawodawczej, jest dzisiaj najczęściej łamanym aktem prawnym w naszym kraju. Jego autorów, podobnie jak twórców wielu innych rozporządzeń i ustaw zgubiła ta sama bezgraniczna wiara w moc regulacji prawnych. Po raz nie wiem już który okazało się, że nie wystarczy drobiazgowo wytyczyć każdemu drogę z domu do szkoły, żeby wyeliminować wagary. Żadne szczegółowe instrukcje obsługi, do których coraz częściej upodabnia się współczesne prawo, nie uwolnią nas niestety ani od głęboko zakorzenionych nawyków i przyzwyczajeń ani od mechanizmów, które niejako samoczynnie nakręcają nam inflację norm prawnych. Zawartość Dzienników Ustaw jaka jest każdy widzi. Z całą pewnością w ciągu ostatnich lat nasze prawo rozrosło się do granic obywatelskiej wytrzymałości. Cierpi na tym również, a może właśnie przede wszystkim, jakość stanowionych przepisów. Prawnicy zostali w tym procesie sprowadzeni niestety do roli techników, którzy zręcznie przerabiają na paragrafy podejmowane za ich plecami decyzje. Skutki widoczne są gołym okiem. Czasami zastanawiam się, czy czasy wielkich kodeksów, na których wychowywały się całe pokolenia ludzi, minęły bezpowrotnie. Czy ktoś w ogóle jeszcze oczekuje od naszego prawa gwarancji etycznych, wartości, które L. Fuller określał moralnością praw? A przecież bez tych elementarnych wymogów fair play w procesie stanowienia ustaw, coraz trudniej będzie nam sprostać rygorom państwa prawa. Zwłaszcza, jeśli w tym jakże trudnym i złożonym procesie „ucierania” prawa w parlamencie, będziemy rozmawiali nie o fair play, tylko o kupowaniu ustaw.

---