statystyki

Doping w sporcie jest nagminny. Nawet szachiści biorą

autor: Bartłomiej Niedziński20.03.2016, 17:00; Aktualizacja: 21.03.2016, 07:01
Maria Sharapova

Problem dopingu istnieje w dyscyplinach, w których kluczowa jest szybka odbudowa organizmuźródło: ShutterStock

Ostatnio głośno jest o dopingu sportowców z Rosji. To prawda, że odnosili sukcesy, ale przecież nie zajmowali wszystkich miejsc na podium. W jaki sposób tylu zawodników z innych państw było w stanie z nimi wygrać? Z Johnem Gleavesem rozmawia Bartłomiej Niedziński.

Reklama


Reklama


Byłbym bardzo ostrożny z takim twierdzeniem, ponieważ trzeba sprecyzować najpierw, co nim jest, a co nie. Mówiąc doping, mamy dziś na myśli używanie zabronionych substancji poprawiających wydajność, co jest łamaniem zasad, ale sportowcy używali takich substancji, jeszcze zanim zostały one zakazane. W czasach, gdy rodził się sport we współczesnym kształcie, czyli w okresie od lat 90. XIX w. do lat 20. XX w., w profesjonalnych wyścigach kolarskich czy profesjonalnych walkach bokserskich, ale też na igrzyskach olimpijskich, używano substancji poprawiających wydajność, czyli środków dopingujących, ale nikt się tym nie przejmował. Nie było to zakazane, zatem trudno mówić o łamaniu zasady fair play. W profesjonalnym kolarstwie używanie tego typu substancji nie było zakazane aż do końcówki lat 60. XX w. Więc nie tyle doping jest tak stary jak sport, ile używanie substancji poprawiających wyniki.

Nie jestem ekspertem od historii starożytnej, ale to, że substancje poprawiające wydajność podawano koniom lub że używali ich uczestnicy antycznych igrzysk, jest raczej niesprawdzoną opowieścią. Nie mamy żadnych dowodów na to, że tak było. Oczywiście można znaleźć naukowców, którzy twierdzą, że starożytni stosowali środki dopingujące, ale ja bym nie powiedział tego tak jednoznacznie. Natomiast w początkach nowożytnego sportu, czyli w XIX w. i pierwszych dekadach XX w., faktycznie ludzie podawali koniom różne substancje, by poprawić ich wyniki. Robili to ci, którzy obstawiali wyniki w zakładach bukmacherskich. W tym kontekście po raz pierwszy pojawia się termin „doping”. Ci ludzie dawali zwierzętom dawki substancji („dope”), żeby wygrywać w zakładach.

To prawda, tu już istnieją wiarygodne relacje na temat używania substancji poprawiających wyniki, pochodzące m.in. od samych uczestników pierwszych maratonów czy wyścigów kolarskich, takich jak odbywający się w USA wyścig sześciodniowy. Mamy konkretne dowody, wiemy, że używano wówczas do tego kokainy, opium czy alkoholu.

W tamtych czasach postrzegano uprawianie sportu jako czynność niezdrową. Gdy ludzie brali udział w tym sześciodniowym wyścigu kolarskim czy biegli maraton, uważano, że to jest ekstremalnie ryzykowne, wręcz niebezpieczne dla życia. Było to badaniem granic ludzkich możliwości – trochę jak później z wysyłaniem człowieka na Księżyc, gdy nikt nie wiedział, co się stanie. Legenda na temat maratonu mówi, że pierwszy maratończyk zaraz po przybiegnięciu do Aten zmarł. Dwa tysiące lat później, gdy ludzie na nowo wymyślili maraton, wiedzieli, że ten, kto po raz ostatni przebiegł ten dystans, tego nie przeżył. Sport był zatem odkrywaniem ludzkich możliwości. W tym kontekście branie różnych substancji było postrzegane jako antidotum na zmęczenie, sposób na znoszenie trudnych wyzwań. Zdawano sobie sprawę z zagrożeń dla zdrowia, z potencjalnego ryzyka, ale mieściło się to w ramach ogólnego przeświadczenia, że sport jako całość jest niebezpieczną sprawą.

Skądże. Nieetyczne było to tylko w wyścigach konnych, bo w ten sposób oszukiwano ludzi, którzy za pieniądze obstawiali wyniki gonitw. Ponieważ w przypadku dyscyplin uprawianych przez ludzi takich obiekcji etycznych nie było, znacznie więcej czasu minęło, nim doping został zakazany.

Tak, jest wiele dowodów, że w kolarstwie i biegach długodystansowych – bo w sprincie problem był mniejszy – środki poprawiające wydajność były obecne niemal od początku.

Na igrzyskach olimpijskich pierwsze zakazy stosowania dopingu miały miejsce wcześniej, ale śmierć Jensena w 1960 r. faktycznie była wydarzeniem, które skłoniło Międzynarodowy Komitet Olimpijski do działania. Nie można jednak powiedzieć, by MKOl zadziałał szybko, bo testy antydopingowe wprowadzono dopiero w 1968 r., osiem lat po śmierci Jensena.

Złożyło się na to wiele przyczyn – po pierwsze nie uważano tego za duży problem, lecz raczej za jednostkowy przypadek. Nie wiedziano jeszcze, czym stanie się doping w szczytowym okresie zimnej wojny. Doszły do tego powolne procedury – ustalanie zasad, głosowanie nad nimi. MKOl nie uważał, że musi działać szybko, tylko że może to zrobić we własnym tempie.


Pozostało jeszcze 72% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

  • Nic nowego ...(2016-03-20 19:48) Odpowiedz 00

    ... ćpali , ćpają i ćpać będą, ... tak jak prali , piorą i prać będą.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama