statystyki

Lewestam: Trump, parodia Sokratesa

autor: karolina lewestam11.03.2016, 08:46; Aktualizacja: 11.03.2016, 08:46

Donald Trump – polityczny pożar w burdelu. Z pomarańczową pożyczką, pozbawionym twardej struktury grdykowolem i niewielkimi rączkami wygląda jak sterowany ręką szalonego kukiełkarza muppet.

reklama


reklama


Jego słowa o islamie (Wyrzucić! Bić rodziny terrorystów!), imigracji (Gwałcą! Postawić mur!) czy kobietach (nie przytoczę, bo czasem kolportaż to współudział) brzmią jak dalekie echo początkującego Hitlera. Jego ostatnia żona – piękna i młoda. Jego córka – lśniąca i blond. Jego domek – cały w złocie, do obejrzenia w internecie. Jego piesek... nie znam, nie widziałam, ale boję się góglować, bo na pewno jest skrzyżowaniem charta rosyjskiego Borzoj z miniaturowym prosięciem. No, pożar po prostu, klęska żywiołowa, i to nie w burdelu, ale w całej czerwonej dzielnicy, bo ludzie głosują na Trumpa w ilościach, o których jeszcze rok temu Partia Republikańska mogła tylko pomarzyć.

Ale właściwie dlaczego? To zdziwienie zasadniczo streszcza reakcję politycznych mędrców i komentatorów z obu stron politycznej barykady Ameryki. Pytają Republikanie: dlaczego? Dlaczego nikt nie chce wybierać naszych sensownych ludzi, a przynajmniej osobników nie do końca szalonych? Jeb Bush, co prawda z tych Bushów, ale od niesławnego Busha przecież o wiele sensowniejszy, został przez Trumpa bezlitośnie ośmieszony i poddał się walkowerem – to był zresztą miłosierny gest w stronę ludzi coraz bardziej przybitych jego polityczną impotencją. John Kasich, jedyny „umiarkowany” republikańskiego wyścigu, ciągnie się w jego ogonie, porzucony przez media na poboczu jak niechciany pies. Ben Carson, neurochirurg, miał być czarnym koniem wyścigu, tymczasem z debat zapamiętamy go mówiącego: „Hej, ja też tu jestem, zadajcie mi jakieś pytanie”. Chris Christie poparł Trumpa. Jako tako trzymają się tylko Ted Cruz i Marco Rubio, ale po pierwsze z Trumpem będzie im trudno wygrać, a po drugie umiarkowani nie są na pewno, bo na ustach mają tylko Chrystusa, a serce sprawiedliwie dzielą między koncerny naftowe, Wall Street i interwencję zbrojną. Wygląda na to, że wierchuszka partyjna straciła kontrolę nad wyborcami. Słoń, symbol Republikanów, się znarowił i poniósł przerażonych oficjeli prosto w ramiona Donalda T.

Pytają i liberałowie: dlaczego? Jakim cudem zaprzeczający sobie bez przerwy chamski narcyz z milionami na koncie cieszy się taką popularnością? Ci jednak, z powodu lepszych wtyk wśród tłumku akademickiego próbują poradzić sobie ze sprawą naukowo. Stawiają więc hipotezy: to biali mężczyźni, którym zagraża polityka promniejszościowa, kanalizują bunt poprzez nagły spazm trumpizmu, co potwierdza niniejszym taka a taka statystyka ukazująca rzeczone korelacje. To wzrost sympatii autorytarnych, potrzeba silnej ręki wzbudzona przez kryzys demokratycznej reprezentacji, co potwierdza profesor politologii X. To zgłupienie wyborców, to bunt przeciw ekonomicznemu wykluczeniu, to próba odzyskania godności odebranej przez niesprawne państwo, a może kryzys tożsamości konserwatywnej w ogóle. To choroba mediów, ich magnetyczna fascynacja pożarem, piszą z pogardą media takie jak „New York Times”, na którego stronie głównej naliczyłam dziś dziewięć malowniczych lamentów nad Trumpem i tylko jeden artykuł o innym kandydacie (Sanders).


Pozostało jeszcze 58% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama