Rząd ma duży problem z opinią Komisji Weneckiej. Przede wszystkim kłopoty ma szef dyplomacji, który wyszedł przed szereg i sam poprosił o opinię w sprawie zmian wokół Trybunału Konstytucyjnego. Krytyka rządu daje silną broń do ręki opozycji. Szef MSZ nie zapłaci za to natychmiast. Jednak jego pozycja w partii i rządzie może być uzależniona teraz od temperatury sporu wokół TK.

– Zapoznajemy się z tym dokumentem, będziemy starali się do niego ustosunkować w rzetelny i merytoryczny sposób. Jesteśmy jednak zdumieni, że w momencie, gdy dokument powinien dotrzeć do polskiego rządu, najpierw wypłynął w mediach. To mocno dezawuuje działalność Komisji Weneckiej – wskazuje rzecznik rządu Rafał Bochenek.

Do kancelarii premiera dokument trafił w piątek pocztą dyplomatyczną jako poufny. Po przetłumaczeniu ma trafić do wszystkich zainteresowanych instytucji, które miałyby się do niego odnieść. Może to stać się jeszcze dziś. „Gazeta Wyborcza” opisała tezy opinii w sobotę, dlatego politycy PiS uważają, że przeciek nastąpił poza Polską.

Argumentują, że wyciek dokumentów, zanim odniesie się do niego rząd, to rodzaj presji na polski obóz rządzący. Krzysztof Szczerski, prezydencki minister odpowiedzialny za sprawy zagraniczne, zwracał wczoraj uwagę w radiowej Trójce, że ujawnienie opinii doprowadzi do sytuacji, w której komisji będzie bardzo trudno zgodzić się z ewentualnymi poprawkami rządu do ostatecznej wersji jej opinii.

Zamieszanie mocno osłabia pozycję szefa MSZ, bo to Witold Waszczykowski uruchomił całą procedurę, co w założeniu miało spowolnić działania Komisji Europejskiej i wytrącić jej broń z ręki. Waszczykowski liczył się z tym, że i tak do Rady Europy zwrócą się opozycja albo organizacje pozarządowe. Chciał wyprowadzić uderzenie wyprzedzające.

– W dobrej wierze uruchomił procedury, licząc na rzetelność i obiektywizm, ale okazało się, że opinia jest kompletnie nierzetelna i wykracza poza zakres pytania – mówi członek sejmowej komisji spraw zagranicznych Arkadiusz Mularczyk. Ale nie do wszystkich trafia tego typu wytłumaczenie. Politycy PiS łącznie z prezesem partii Jarosławem Kaczyńskim mówią, że wystąpienie do komisji było błędem. Argumentują, że nawet gdyby do Komisji Weneckiej wystąpiły inne polskie instytucje, to jej reakcja nie byłaby tak szybka. A PiS nie chce, by trybunał przeszkodził we wprowadzeniu zmian w prokuraturze i sądownictwie. Te pierwsze weszły już w życie, ale nad drugimi resort Zbigniewa Ziobry dopiero pracuje. Pytanie, czy prezes PiS będzie chciał, by szef MSZ poniósł konsekwencje błędu.

Już w czasie dzielenia stanowisk w rządzie Witold Waszczykowski miał silnego rywala w osobie Kazimierza Ujazdowskiego. Miał go popierać prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Jeśli zamieszanie międzynarodowe wokół Polski nie ucichnie, to właśnie on jest wymieniany jako potencjalny następca Waszczykowskiego w MSZ.

Decydujący dla szefa resortu będzie marzec. To wtedy ostateczną opinię wyda Komisja Wenecka. I wtedy o dalszych losach mechanizmu obrony praworządności zdecyduje Komisja Europejska – wskazują w rozmowie z DGP źródła w KE. Do tej pory KE nie chce eskalować napięcia, licząc też na ustępstwa ze strony polskiej.

Na razie Bruksela wychodzi z założenia, że niekoniecznie wstępny projekt i wersja ostateczna tej opinii muszą być taki same. 11–12 marca oczekiwane jest oświadczenie Komisji Europejskiej, która stwierdzi, jakie mogą być ewentualne kolejne kroki. To wciąż będzie pierwszy etap mechanizmu (składającego się z trzech etapów).

Jak wynika z naszych informacji, rząd rozważa w tej chwili dwa warianty reakcji na pismo Komisji Weneckiej. Ostry zakłada, że zanim Polska odpowie, zażąda od komisji i Rady Europy wyjaśnień, jak mogło dojść do przecieku. Politycy PiS wskazują na urzędników komisji jako jego źródło. To mogłoby opóźnić odpowiedź i postawić Komisję Wenecką w niekomfortowej sytuacji. Drugi wariant to przejście nad całą sytuacją do porządku dziennego, przygotowanie odpowiedzi i wdrożenie rekomendacji w życie.

Opinia komisji może mieć duże znaczenie dla Trybunału Konstytucyjnego, który wkrótce ma orzekać na temat ustawy PiS zmieniającej sposób orzekania przez TK. Jedną z najważniejszych zmian, jakie zawiera, jest przepis, że trybunał ma rozpatrywać sprawy według kolejności wpływu. Powołując się na ten przepis, politycy PiS odmawiają w tej chwili trybunałowi prawa do oceny ustawy. Część konstytucjonalistów i sędziów uważa jednak, że intencją przepisu jest zablokowanie działań TK i w takim przypadku trybunał może zignorować przepis i ocenić ustawę, odwołując się wprost do konstytucji. Trybunał ma w tej sprawie wsparcie opozycji, która chce mobilizować przeciwników rządu i organizować demonstracje wspierające trybunał.