statystyki

Koniec debaty o Polsce w PE: Lewica krytykuje, prawica wspiera PiS

19.01.2016, 21:50; Aktualizacja: 19.01.2016, 21:58
Frans Timmermans i Beata Szydło

Frans Timmermans i Beata Szydłoźródło: PAP/EPA

Ludowcy i socjaliści atakowali a konserwatyści bronili polskiego rządu. W Parlamencie Europejskim w Strasburgu zakończyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Została zorganizowana w związku z wątpliwościami dotyczącymi zmian w Trybunale Konstytucyjnym oraz tak zwanej małej ustawy medialnej.

Reklama


Reklama


Komisja Europejska widzi zagrożenie praworządności w Polsce i dlatego rozpoczęła wobec naszego kraju procedurę ochrony państwa prawa. Takie stanowisko przedstawił wiceszef Komisji Frans Timmermans. Argumentował, że głównym powodem decyzji były wydarzenia wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Podkreślał, że sąd konstytucyjny odgrywa kluczową rolę w badaniu tworzonego prawa. Wątpliwości wywołały również zmiany w mediach publicznych. Wiceszef Komisji zapewniał, że procedura ma "prewencyjny" charakter. Zapowiedział też zaznajomienie się ze świeżo otrzymaną listowną odpowiedzią przesłaną przez polski rząd.

Frans Timmermans podkreślał, że Bruksela w pełni respektuje suwerenność Polski. Rozpoczęła tak zwaną procedurę kontroli praworządności zgodnie z traktatami, gdyż dostrzega niebezpieczeństwo systemowego zagrożenia zasad państwa prawa. Zastrzegł, że to dopiero początek procedury i wiele zależy od współpracy z polskim rządem.

Premier Beata Szydło przekonywała, że w Polsce nie doszło do złamania konstytucji. Zapewniała, że sytuacja w naszym kraju nie wymaga specjalnego zainteresowania unijnych instytucji. Przypomniała, że Polska jest pierwszym europejskim krajem, który uchwalił konstytucję. Dodała, że wedle jej oceny Europa ma wiele poważniejszych problemów niż sytuacja w naszym kraju.

Odniosła się też do zarzutów dotyczących ustaw o Trybunale Konstytucyjnym i mediach publicznych. Przekonywała, że ich niezależność nie jest zagrożona. Powiedziała między innymi, że spór o Trybunał Konstytucyjny ma charakter polityczny, a nie prawny. Przypomniała, że Trybunał ocenia zgodność ustaw z konstytucją, a nie fakty. Akty prawne, które zostały przez to gremium zakwestionowane zmieniono i nie będą obowiązywać. Zmiany w mediach publicznych tłumaczyła koniecznością zwiększenia pluralizmu oraz zmian kompetencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Przypomniała, że dotychczasowy nadzór właścicielski doprowadził publiczne media do zapaści finansowej. Zmian w nadzorze właścicielskim domagały się między innymi instytucje europejskie w 2010 roku.

Krytycznie o sytuacji w Polsce wypowiadała się część europarlamentarzystów z grup liberałów, lewicy i zielonych.

Przedstawiciel Europejskiej Partii Ludowej Esteban Gonzalez ostrzegł polski rząd przed autorytaryzmem. Zaapelował o dialog i wyjaśnienie czy w Polsce nie dochodzi do łamania podstawowych praw. Powiedział, że niszczenie sądownictwa i mediów może być tego początkiem.

Gianni Pittella, który przemawiał w imieniu socjaldemokratów podkreślił, że nie chce osądzać polskiego rządu ani podważać wyników demokratycznych wyborów w Polsce. Jednak polski rząd nie powinien łamać europejskiego prawa. "Unia Europejska to przede wszystkim wspólnota wolności, proszę się zastanowić nad działaniami Pani rządu, w duchu dialogu i współpracy" - mówił do premier Beaty Szydło.

Działań polskiego rządu bronił przedstawiciel konserwatystów Syed Kamall. Podkreślił, że polski rząd nie ma zamiaru łamać demokracji. Tłumaczył, że to poprzednie władze w Polsce wybrały sędziów Trybunału Konstytucyjnego niezgodnie z prawem. "Dlaczego wówczas nie było żadnych skarg, dlaczego wówczas nie powołano żadnej komisji?" - pytał. Dodał, że należy skupić się na prawdziwych problemach, z którymi boryka się Unia Europejska.

Guy Verhofstadt z Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy powiedział, że respektuje działania polskiego rządu i jego politykę, choć on takiej polityki by nie prowadził. Przypomniał, że jako premier zajmował się przeprowadzaniem podobnych reform, ale nadużywanie roli większości prowadzi do rozmontowania systemu regulacyjnego kraju i byłoby bardzo źle, gdyby rząd Beaty Szydło przesunął Polskę na wschód na mapie Europy. W jego ocenie podobne działania mogą pomóc Władimirowi Putinowi w niszczeniu europejskiej jedności.

Gabriele Zimmer z Grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej odwołała się do poszanowania godności człowieka i europejskich wartości, które wymagają niezależnego sądownictwa i niezależnych mediów. Przewodnicząca parlamentarnej grupy dodała, że procedura kontroli praworządności podjęta przez Komisję Europejską powinna być stosowana zawsze w przypadku wątpliwości.

Rebecca Harms z Zielonych mówiła, że dzisiejsza debata to efekt troski o Unię Europejską jako całość i argumentowała, że Wspólnota nie będzie działać jako jeden system bez respektowania praworządności. Przypomniała rolę przemian systemowych w Polsce w latach 80-tych dla sytuacji całej Europy, ale wyraziła zdziwienie obecną sytuacją w naszym kraju. Działania grupy rządzącej nazwała dyktatem.

Głos zabrali też polscy europosłowie. Deputowany z Platformy Obywatelskiej podkreślił, że jego formacja nie chciała debaty w Parlamencie Europejskim o sytuacji w Polsce. Jan Olbrycht zapewniał, że PO nie kwestionuje wyniku wyborów i prawa rządzących do reformowania kraju. Jednak dyskusja bez względu na jej wynik pogorszy wizerunek Polski na arenie międzynarodowej.

Ryszard Legutko zarzucił członkom Parlamentu Europejskiego nierzetelność w przygotowaniu debaty. Europoseł, wybrany z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, przekonywał, że obawy i wątpliwości co do konstytucyjnego charakteru polskich przemian mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Mówił, że informacje od polskiego rządu przyszły wcześniej, ale nie ma po nich śladu. Dodał, że wiedzę na temat sytuacji w Polsce europosłowie czerpali zapewne z mediów.

Europoseł podkreślił, że w Unii Europejskiej najwyraźniej obowiązują podwójne standardy. Inaczej traktuje się dominację niektórych partii w danym kraju, a zupełnie inaczej - sytuację, gdy zwycięża ugrupowanie, któremu większość Europarlamentu jest niechętna.

Teraz decyzję o ewentualnej rezolucji w sprawie Polski podejmą szefowie wszystkich frakcji z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego na czele. Jeśli opowiedzą się za jej przyjęciem, będzie głosowana na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego w lutym.

Reklama


Źródło:IAR

Reklama

  • EWA(2016-01-20 05:45) Odpowiedz 10

    1. Pytanko: czy można badać praworządność w jakimś państwie na podstawie procedury, co do której legalności są wątpliwości? Przecież to absurd. 2. Niemerytoryczne wypowiedzi większości tzw. europarlamentarzystów budzą obawy, czy są to ludzie organicznie zdolni do wypracowania jakichkolwiek racjonalnych rozwiązań dot. kryzysu imigracyjnego. 3. Dlaczego na miejscu P. premier Szydło nie siedziała P. kanclerz Merkel?

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-01-20 00:54) Odpowiedz 10

    No cóż jak widać po raz kolejny jesteśmy królikiem doświadczalnym Europy. Bruksela chce coraz więcej władzy, bo Traktat Lizboński podpisany tak naprawdę z warunkach kpiny z demokracji (powtarzanie referendów do skutku itp.) powołał do życia Państwo Europejskie. Żadne imperium nie było budowane dla tytularnych stanowisk i dobra obywateli, lecz dla realnej władzy nad ogromnymi obszarami i milionami istnień. Prędzej czy później (raczej prędzej, bo sprowadzenie agresywnego islamu osłabia protesty przeciwko ograniczaniu swobód obywatelskich) będziemy żyli w państwach których rola rządów będzie zredukowana do poziomu administracyjnego. Kiedy Polska wstępowała do UE była to federacja wolnych i niepodległych krajów. Od dziś nie jest już Unią, bo zanegowano prawo do samostanowienia narodów. Może jest przed tym państwem świetlana przyszłość, ale w to wątpię. Zwolennikom teorii o wyczerpaniu się możliwości dalszej ewolucji państw narodowych, chcę uświadomić, że przez całe średniowiecze w Europie pokutowała doktryna budowy cesarstwa którego łącznikiem była idea (wiara chrześcijańska). Przez kilka wieków, aż do epoki napoleońskiej (kiedy to wykrystalizowało się poczucie wspólnoty narodowej i ten pomysł zarzucono) takiego cesarstwa obejmującego całą Europę nie zbudowano, a kontynent był w stanie permanentnego konfliktu. Teraz budujemy wspólnotę na fundamencie demokracji, problem polega na pojemności i wieloznaczności tego terminu. Na płynnych wartościach i arbitralnych zasadach demokracji istniało już imperium w którym zanegowano sens istnienia narodów, kraju rzekomo rządzonym przez robotników, stworzone dla ich dobra. Czy na pewno chcemy przerabiać to jeszcze raz ???

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama