statystyki

E-learning: Kopalnia dyplomów. Często bez pokrycia

autor: Mariusz Janik15.01.2016, 07:14; Aktualizacja: 15.01.2016, 11:01
kobieta-komputer

Uczeniu online nieodłącznie towarzyszą wyzwania związane z utrzymaniem zaangażowania ucznia – kwituje Brian Gillźródło: ShutterStock

„E-learning” to słowo wytrych: gigantyczny rynek klientów, usługa tańsza od świadczonej przez stulecia, dostępna w każdym miejscu na globie – byleby było podpięte do sieci. Ale w świecie edukacji online kryje się tak wiele pułapek, że na dłuższą metę mogą one podciąć cały ten rozkwitający rynek. Kto da więcej? Analitycy z firm badawczych rywalizują na prognozy dla rynku edukacji online.

reklama


reklama


W połowie ubiegłego roku eksperci Global Industry Analysts zapowiadali, że w tym roku wartość branży „cyfrowej edukacji” sięgnie 107 mld dol. Krok dalej – w tym przypadku warta prawie 60 mld – zrobili specjaliści z Market Research Store. W opublikowanym we wrześniu raporcie „Global E-Learning Market Outlook (2014–2022)” ocenili, że już w ubiegłym roku branża była warta 165 mld dol. A to dopiero początek, bo kwota ta ma rosnąć przeciętnie o 5,08 proc. rocznie, by finalnie osiągnąć 243,8 mld dol. w 2022 r. I już jeden na ośmiu chętnych do zdobycia tytułu MBA rozważa kształcenie online.

Nic więc dziwnego, że na firmy z tej branży inwestorzy chętnie łożą pieniądze. Jeden z pionierów tego rynku – Lynda.com, posiadający w tej chwili ponad 4 tys. kursów edukacyjnych, które tworzy ponad 100 tys. klipów wideo – dwa lata temu zdobył od inwestorów 103 mln dol. (18 lat po powstaniu), a wiosną 2015 r. został przejęty przez LinkedIn, portal społecznościowy dla profesjonalistów. Za, bagatela, półtora miliarda dolarów. W zeszłym roku podobny portal – Pluralsight – błyskawicznie wyprzedawał kolejne emisje akcji, do dziś uzbierał od funduszy venture ponad 169 mln dol. I znowuż nie ma tu zaskoczenia: firma uznawana jest za jedną z najszybciej rozwijających się w Stanach Zjednoczonych, zatrudnia – jeśli można to tak nazwać – 600 „prelegentów”, z reguły ekspertów w swoich dziedzinach, którzy nagrali dla niej ok. 4 tys. kursów, a dostęp do serwisu wykupiło ok. 6 tys. przedsiębiorstw i 750 tys. klientów indywidualnych.


Pozostało jeszcze 88% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama

  • ceo firmy(2016-01-18 20:31) Odpowiedz 60

    Te dyplomy nic nie znaczą dla biznesu czy nawet na rynku pracy, teraz studiują ćwierćinteligenci (nie wszyscy) , ale większość. Jak widzę takich po pedagogice, zarządzaniu, politologii, nauki o rodzinie, administracji, a nawet i prawie niestety, to mi ręce opadają od razu odsyłam z kwitkiem. Ci po politechnikach czy medycznych to jeszcze coś sobą prezentują, bo uczelnie w miarę są, ale po tych humanistycznych to tragedia, z takimi to nawet niema o czym porozmawiać, oni nic nie umieją tylko like’ować na „fejsie”. Bardziej cenie człowieka po dobrej zawodówce z fachem niż takiego „humanistę”. Często ci po tych zawodówkach są mądrzejsi niż ci absolwencie i zapewniam, że nie tylko życiowo.

  • a tak niedawno rektorzy polskich uczelni..........(2016-01-16 16:55) Odpowiedz 10

    upierali się że po maturach Giertycha nie będą ludzie przyjmowani do ich uczelni a dziś ci sami geszewciarze wytykają l-earing,bo im mamona ucieka ?????

  • POlak(2016-01-17 18:17) Odpowiedz 00

    Polskie uczelnie w e-learningu oczywiście daleko w tyle. Zamiast uczyć wydają dyplomy za obecność na zajęciach. Dla pofesorków i rektorków liczy się tylko byś podpisał listę.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama