Konrad Piasecki: Prawo i Sprawiedliwość podtrzymuje przedwyborcze zapowiedzi. Mówi: znajdziemy pieniądze na ich realizację. Czy pan też dopuszcza do siebie myśl, że wy po prostu nie potrafiliście ich odszukać w systemie?

Jacek Rostowski: Ja tylko życzę nowemu ministrowi finansów, kimkolwiek on by on był, aby tak skutecznie ściągał te podatki, jak nam jednak udało się to robić, w bardzo trudnych czasach kryzysu. Szczególnie, że nadchodzi trzecia fala kryzysu. Nie wiemy, czy ona będzie bardzo silna, czy relatywnie słaba, ale w takich czasach zawsze jest większa presja na przedsiębiorców i to rozumiem, aby robili wszystko. Nie, nie  akceptuję, ale szukają sposobów na to, żeby...

... uciekać od podatków.

Żeby te podatki były jak najmniejsze. Oczywiście w większości robią to w ramach prawa, ale nie wszyscy.

Piotr Gliński siedział wczoraj na pańskim miejscu i mówił - prawie 100 mld tracimy przez jeden z najgorszych na świecie systemów podatkowych.

Pan Gliński jest socjologiem, jak pan wie, a nie ekonomistą.

Też jest ekonomistą.

Nie. Jest socjologiem.

Nie. Jest profesorem socjologii albo magistrem albo doktorem ekonomii. Tak.

Jednak powiem - to przepraszam pana Glińskiego jeżeli tak jest - ale jeśli dobrze pamiętam, to głównie zajmował się środowiskiem.

On mówi proste uszczelnienie systemu - nowa ustawa o VAT, podatek od banków, podatek od hipermarketów, to da nam pieniądze, choćby na 500 złotych na dziecko. Dadzą radę.

To hasło było używane w różnych niebezpiecznych kontekstach, kiedy może trzeba było dobrze się zastanowić, co się robi. Ale powiem tak, te ruchy, które PiS planuje uważam, że mogą, oczywiście ze znaczącym kosztem i dla konsumentów hipermarketów, i dla odbiorców kredytów, czyli tych którzy tworzą miejsca pracy, ale mogą zmniejszyć deficyt budżetowy o jakieś 10 mld złotych. Ale PiS potrzebuje 50 mld złotych rocznie, aby spełnić wszystkie swoje obietnice, a na 500 złotych na dziecko potrzebuje 20 mld, więc to będzie po prostu, nie łudźmy się, podwyższanie podatków. I to uderzy i w biednych ludzi kupujących żywność w hipermarketach, i w tych, którzy dostaliby pracę, gdyby przedsiębiorcy mogli zwiększać swoją działalność, a nie będą mogli, bo kredytów nie będzie z banków. I tyle, niestety, smutno.

Więcej na rmf24.pl