Najbardziej zagrożone są te sfery życia, którymi niewielu się interesuje i gdzie zmiany można przeprowadzić łatwo i niemal niewidocznie. To przede wszystkim kultura, nauka i szkolnictwo wyższe. Bardzo niewielu obywateli interesuje się stanem tych dziedzin, o czym świadczy fakt, że na liczne protesty środowisk naukowych w stosunku do nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, protesty publikowane w wielkonakładowych czasopismach i gazetach, nie odezwał się praktycznie nikt i niemal niczego nie zmieniono.

Natomiast Ministerstwo Kultury jest jednym z ministerstw w zasadzie zbędnych. Takie resorty istnieją w kilku krajach zachodnich, ale to przede wszystkim wzór Francji i wspaniałego Andre Malraux. Zupełnie dobrze radę sobie dają rozmaite instytucje pół rządowe, pół społeczne, które decydują o pieniądzach przyznawanych na kulturę. Jednak w Polsce, pod rządami PiS, ministerstwo to stanie się rzecznikiem ideologii pisowskiej. W latach 2005–2007 jeszcze żył Tomasz Merta, człowiek wybitny, który był wiceministrem u dobrze wykształconego Kazimierza Ujazdowskiego. Teraz taka kombinacja jest niemożliwa, a ponadto wygłodniali zwolennicy PiS nie zdobędą tak łatwo prywatnych czasopism i prywatnych telewizji, natomiast „kultura” jest państwowa, czyli stanie się pisowska.

Dlaczego jest to niebezpieczne? Od Ministerstwa Kultury zależy bardzo wiele mniejszych, małych instytucji i wielu twórców. Ileż dotacji rozdaje to ministerstwo, czego prawie nikt dokładnie nie wie, bo nie było powodu bliżej się tym interesować. Czasem z konkretnej okazji wybucha awantura, ale potem dochodzi do kompromisu. Otóż ministerstwo będzie teraz dawało te dotacje według swojej woli, czyli na zwolenników. Może to oznaczać tragedię dla wielu wybitnych, ale niewielkich podmiotów, których nie będę wymieniał, żeby nie zwracać na nie uwagi.

Ponadto poza oczywistymi zadaniami (ochrona zabytków) ministerstwo ma się zająć, zgodnie z deklaracjami PiS, a także zgodnie z nieco humorystyczną wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego o hollywoodzkim filmie zrobionym za polskie pieniądze, tak zwaną kulturą narodową. Czym jest to zwierzę, jeżeli w ogóle istnieje?

Otóż kultura narodowa to najlepsze działa kultury z przeszłości, a jej popieranie to wspomaganie powstawania takich dzieł w teraźniejszości i przyszłości. Nikt nie ma i mieć nie może recepty na powstawanie wielkich dzieł sztuki. Talent i bardzo rzadki geniusz objawiają się bez związku z kimkolwiek i czymkolwiek. Natomiast władze państwowe mogą pomóc tylko w jeden sposób: finansując przedsięwzięcia samodzielne i ryzykowne, a może coś z nich nagle wielkiego wyniknie.

Każda forma popierania kultury narodowej jest skazana na porażkę, jeżeli nie jest to kultura na najwyższym poziomie. Ale konkursu chopinowskiego nie można robić co tydzień. A w szczególności inwestowanie państwowych pieniędzy w twórców, którzy zajmują się „narodowymi” tematami, będzie oznaczało, że kultura w Polsce (podobnie jest z nauką) stanie się formą propagandy. To nigdy nie skończyło się dobrze i – przestrzegam – przyglądajmy się działaniom w zakresie kultury, radia i telewizji i we wszystkich sferach pokrewnych, bo tu najłatwiej jest po cichu dużo zepsuć, żeby swoim dać satysfakcję.