Z powodu nagłego spadku temperatury Dom Brata Alberta w Nowym Sączu powoli zaczął się zapełniać. Pojawiło się już kilka nowych osób, w tej chwili mamy zajętych 60 miejsc, do dyspozycji jest jeszcze 30 tłumaczy Leszek Lizoń, wicedyrektor ośrodka. Jak jednak zapewnia nikt kto poprosi o pomoc nie odejdzie z kwitkiem. Do nowosądeckiego Domu Brata Alberta trafił w ostatnim czasie 19-letni Sebastian. „Rodzice wyrzucili mnie z domu, spałem po klatach schodowych, tutaj mam możliwość zatrzymania się na kilka miesięcy, w zimie trudno byłoby przetrwać na zewnątrz” - mówi w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową. Bezdomni, którzy trafiają do schroniska mają nie tylko zapewniony dach nad głową ale też trzy posiłki dziennie.