Kancelaria Prezydenta RP zamówiła dziesięć tysięcy koszulek. Z przodu wielki napis solidarycą "25 lat wolności" oraz "www.prezydent.pl". A na metce: "made in Bangladesh". Dlaczego koszulki uszyto w Bangladeszu? Kancelarii Prezydenta tłumaczy, że zamówienie złożyła w polskiej firmie. Zdecydowała niska cena: około 6 złotych za sztukę.

"Uprzejmie informujemy, że Kancelaria Prezydenta RP dokonując rozeznania rynku wśród podmiotów oferujących materiały promocyjne w postaci t-shirtów z nadrukiem, zwróciła się w tej sprawie do podmiotów (firm) działających na rynku polskim" – czytamy w komunikacie Biura Prasowego przesłanym telewizji Superstacja. "W wyniku w/w badania rynkowego, przeprowadzonego z zachowaniem zasady oszczędności oraz konieczności pozyskiwania dóbr w ramach ograniczonych środków finansowych (publicznych), została wyłoniona oferta polskiego podmiotu, która przedstawiła najkorzystniejsze warunki realizacji zamówienia. Zatem o wyborze tego podmiotu zdecydował w głównej mierze rachunek ekonomiczny, który zawsze towarzyszy zamawianiu dóbr o charakterze "masowym", finansowanym ze środków publicznych" – wyjaśnia Biuro Prasowe w przesłanym Superstacji komunikacie.

Uszyte w Bangladeszu koszulki mają być wykorzystane "podczas prowadzenia działań informacyjno-promocyjnych Kancelarii Prezydenta RP" - jak czytamy w komunikacie. "Zamawiane artykuły będą wręczane także grupom dzieci i młodzieży w trakcie wycieczek i wydarzeń odbywających się w Pałacu Prezydenckim oraz Belwederze" – informuje Kancelaria Prezydenta.

Politycy opozycji są oburzeni: - To jest skandal – mówi Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS.
- W Łodzi mieliśmy zagłębie włókiennicze, gdzie takie koszulki były produkowane w setkach tysięcy egzemplarzy, dzisiaj produkujemy je zagranicą – dodaje Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny SLD.

O warunkach pracy w Bangladeszu opowiada reporterowi Superstacji dr hab. Piotr Balcerowicz z Instytutu Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego:

- Bardzo często pracownicy pracują do 15-16 godzin na dobę. Kończą pracę o godzinie 3 w nocy i rozpoczynają pracę o 7.30, więc są to warunki skrajnie urągające podstawowym normom – mówi Balcerowicz. - W zdecydowanej większości są to kobiety, które zarabiają około 115 złotych miesięcznie. Możemy mówić tutaj o swego rodzaju współczesnej formie niewolnictwa – podsumowuje ekspert. Wspomina też katastrofę sprzed roku, kiedy na skutek zawalenia się hali w fabryce odzieżowej zginęło ponad tysiąc osób. - Do tego typu katastrof dochodzi bardzo często i w ciągu kilkunastu lat poważnych katastrof w Bangladeszu było pięćdziesiąt – mówi Balcerowicz.