Słowo „robot” pochodzi z języka czeskiego, choć nasi południowi sąsiedzi nie mają szczególnych dokonań w tej dziedzinie. „Przyganiał kocioł garnkowi” – powiedzą niektórzy i będą argumentowali, że my także nie mamy silnej robomarki. Niewykluczone jednak, że niebawem się to zmieni – za sprawą inżynierów z firmy Robotics Inventions. Skryci za murami niepozornego budynku na warszawskich Włochach planują, jak polskie roboty mogłyby podbić świat.

Podstawowym produktem, jaki oferuje firma, jest moduł autonomii, czyli oprogramowanie pozwalające maszynie rozpoznać otoczenie i wykonywać zlecone zadania, i to bez udziału człowieka. – Nie jest sztuką zrobić robota, który wykona czarną robotę, ale każdym jego krokiem będzie musiał zarządzać człowiek. Nasze maszyny mają dalece posuniętą autonomię, interwencja operatora potrzebna jest tylko w wyjątkowych sytuacjach – chwalą się w Robotics Inventions.

Moduł, który opracowali, nazywa się „Spirit” (po angielsku „duch”) i niedługo trafi pod strzechy domów. Będzie napędzał autonomiczne odkurzacze jednego z europejskich producentów AGD. Na razie prezes i założyciel RI Marek Sadowski nie chce zdradzić, pod jaką marką sprzęt będzie sprzedawany, ale zapewnia, że nabywcy dowiedzą się o polskim wkładzie w końcowy produkt. – Będzie na nich coś a la naklejka z napisem „Intel Inside”, jakie znajdują się na laptopach, tyle że świadcząca o zaangażowaniu w projekt naszej firmy – zapewnia.

Pierwsze roboty RI już czyszczą podłogi biurowców w USA. Firma chciałaby także, by jej autonomiczne jednostki trafiły na wyposażenie polskiej armii i wyręczały żołnierzy w niebezpiecznych zadaniach. W dalszej przyszłości urządzenia z logo RI miałyby nawet polecieć w kosmos.

Kosmos jako główny cel rozwoju firmy nie powinien dziwić, gdy weźmie się pod uwagę, że Marek Sadowski ukończył Międzynarodowy Uniwersytet Kosmiczny, elitarną uczelnię w Strasburgu. Pracował w dziale badawczym japońskiego giganta telekomunikacyjnego NTT, trafił także do placówki badawczej amerykańskiej agencji kosmicznej NASA Ames Research Center w Kalifornii. Jak sam mówi, to tam zakochał się w robotyce i postanowił zrobić coś w tym kierunku w Polsce. – Mamy fantastycznych inżynierów, którzy są w stanie robić roboty z powodzeniem konkurujące z produktami największych światowych potęg – twierdzi Sadowski.

Z takim zamiarem w 2004 r. powstało Robotics Inventions. Sadowskiemu marzył się zrobotyzowany produkt masowy dostępny dla każdego. Właśnie taki, jak domowy odkurzacz. Czym innym jest stworzenie oprogramowania i konstrukcja prototypu, a czym innym wprowadzenie go na rynek – to kosztochłonny proces, na który raczkującej firmy nie było stać. Dlatego inżynierowie z RI skupili się na opracowaniu uniwersalnej „duszy” robota, która stałaby się podstawą dla urządzeń różnego typu.

Pierwszy większy potencjalny klient na produkty RI pojawił się na horyzoncie w 2010 r. – amerykańska firma Purifad, wyspecjalizowana w czyszczeniu podniesionych podłóg w amerykańskich biurowcach, zapytała Polaków, czy są w stanie zaprojektować robota, który posprząta 500 stóp kwadratowych powierzchni. – Pomyślałem, że to nic prostszego. Ale okazało się, że w rozmowie umknęło mi słowo „tysięcy”. Amerykanom chodziło o 500 tys. stóp kwadratowych – wspomina Sadowski. Purifad jest odpowiedzialny za sprzątanie podłóg w 14 tys. biurowców na wschodnim wybrzeżu USA. Pierwsze egzemplarze sprzątających robotów Amerykanie już przetestowali i zadeklarowali, że docelowo chcą ich kupić sto sztuk. Negocjacje trwają. Dla polskiej firmy takie zamówienie jest okazją do otworzenia oficjalnego przedstawicielstwa w USA, niedaleko centrum badawczego NASA w Ames, w którym pracował Sadowski.

Ale wróćmy na rynek europejski. Sadowski mówi, że duży producent AGD, który ma wypuścić na rynek inteligentny odkurzacz z polską „duszą”, przez 9 miesięcy gruntownie testował urządzenie RI. Wcześniej warszawska firma otrzymała dostęp do rynkowych badań, z których wynikało, że odkurzacze są wyjątkowo brutalnie traktowane w codziennym życiu. Skoro tak, to zdecydowano, że roboodkurzacz będzie się obsługiwało za pomocą nóg – jedno tupnięcie stopą uruchomi urządzenie, a po dwóch odkurzacz wróci do stacji dokującej.

Choć moduł autonomii Spirit trafia głównie do urządzeń zajmujących się walką z brudem, to jego potencjalne zastosowania wybiegają daleko poza tę sferę. – W taki moduł moglibyśmy wyposażyć np. traktor, który autonomicznie wykonywałby prace polowe po zaplanowanej trasie – mówi Sadowski.

W przyszłości RI widzi swoje roboty wszędzie tam, gdzie człowiekowi trudno się dostać lub jest to dla niego zbyt niebezpieczne. Sadowski chciałby, by wyposażone w Spirit urządzenia zajmowały się inspekcją reaktorów atomowych i platform wiertniczych. Firma na oku ma też współpracę z wojskiem, gdzie roboty doskonale nadają się do wyręczania ludzi w niebezpiecznych sytuacjach. Jedną z konstrukcji, jakie chcą zaproponować wojskowym, jest ultralekki robot gąsienicowy. Jednostka waży tylko 15 kg, a żołnierze zabieraliby ją ze sobą w plecaku. Małe rozmiary nie ograniczają jednak użyteczności urządzenia. Robot potrafi wjeżdżać po schodach i porusza się z prędkością 15 km/h.

Firma nie rezygnuje z podstawowego marzenia, które przyświecało jej w dniu powstania, 10 lat temu – chce wejść na rynek masowy z urządzeniami pod własną marką. Niestety, barierę wciąż stanowią koszty takiej operacji, które Sadowski ocenia na milion złotych. Biznes jest niezły, bowiem w samej tylko Hiszpanii automatycznych robotów sprzedaje się 100 tys. sztuk rocznie i stanowią zauważalny trend w elektronice konsumenckiej. Ale akurat pieniędzy żaden, nawet najinteligentniejszy robot warszawskiej firmie nie załatwi.

Wyprodukowane pod Warszawą urządzenia czyszczą już podłogi w USA