Muszę was, rodzice, zmartwić. Wasze filipiki mają siłę sprawczą jak groch rzucany o ścianę. Czasem traficie rykoszetem i usłyszycie „ahaa, nooo dooobrrra”. Lepiej się pogodzić, że tak jest, niż narażać się na śmieszność. Podział uwagi, wielozadaniowość, zwane multitaskingiem, to nie wymysł, a konieczność. Zamiast krzyczeć na małolaty, lepiej sami potrenujcie – bez tych umiejętności wkrótce nie będziecie w stanie utrzymać żadnej pracy poza tą polegającą na pastowaniu podłogi.

Dziś trzeba się orientować nie w jednym świecie, a dwóch naraz. Realnym i wirtualnym. Słuchać, czytać, odpisywać, dowiadywać się, szukać. Sama – choć z komputerem i w sieci spędziłam więcej w sumie lat, niż te dzieciaki mają – czasem mam z tym kłopoty. No, ale ja do internetu wyemigrowałam, a one się w nim wychowały i poruszanie się po tym świecie nie sprawia im kłopotów.

Gorzej, że są samoukami, a nie mają się za bardzo od kogo uczyć. Nauczyciele informatyki są często mniej zorientowani w tematyce niż oni. Więc nie ma kto pogłębiać intuicyjnej wiedzy sieciowych dzikusów. Więc zamiast wyrzekać, sami weźcie się do nauki. I przypomnijcie sobie czasy, kiedy do odrabiania lekcji zasiadaliście ze słuchawkami na uszach, w których dudniły dźwięki rock and rolla. I nie wiedzieć czemu waszym rodzicom wydawało się, że w takich warunkach żadna wiedza nie wejdzie do głowy.