statystyki

Polacy coraz bardziej oburzeni - na rząd, na bezrobocie, na niskie płace. Wybuch jest nieunikniony?

autor: Marcin Hadaj16.08.2013, 10:20; Aktualizacja: 16.08.2013, 13:32
Polska rzeczywistość daleka jest dzisiaj od optymizmu.

Polska rzeczywistość daleka jest dzisiaj od optymizmu. źródło: ShutterStock

Na co dzisiaj zły jest Polak? Na rząd i Sejm, na służbę zdrowia, na kolegę z pracy i na sąsiada, bo kupił nowe auto. Na żonę, bo nie rozumie, na dzieci, bo bałaganią. I na siebie, bo pensja wystarcza mu na bułkę z kefirem. Siedzimy na zegarowej bombie społecznego oburzenia. Wybuchnie?

reklama


reklama


Jeszcze niedawno mówiło się, że Polska jest zieloną wyspą na europejskim morzu niepokoju ekonomicznego. Wskaźniki rosły, władza cieszyła się poparciem społeczeństwa, a rządząca partia jako jedyna w historii dwa razy z rzędu wygrała wybory. Jako jedyni w Europie uniknęliśmy recesji po kryzysie finansowym. „Teraz jednak gospodarka zwalnia, bezrobocie wzrosło do 13,2 proc., a niezadowoleni Polacy krytykują rząd za brak wizji” – napisał kilka dni temu jeden z najpoważniejszych europejskich dzienników, hiszpański „El Pais”.

To prawda. Nie trzeba jednak czytać po hiszpańsku, aby zauważyć, że od niedawna nad Wisłą rośnie społeczne oburzenie. Polska Tuska i Kaczyńskiego nie ma dzisiaj niemal nic wspólnego z Polską Kowalskiego. To jakby wyobrazić sobie stare kolejowe tory w czasie upału. Każda szyna odkształca się i wygina w swoją stronę. Pociąg, który dojedzie do miejsca awarii, albo musi się zatrzymać i czekać na usunięcie jej skutków, albo – jeśli maszynista na czas nie zwolni – z hukiem wypadnie na pobocze. Dzisiaj w Polsce w aspekcie społecznym realizuje się ten pierwszy scenariusz. Na razie, bo drugi wcale nie jest niemożliwy. Politycy idą w swoją stronę, bredząc bez ładu i składu i uprawiając sztukę dla sztuki. Ludzie przyjmują walkę sejmowych buldogów pod dywanem z coraz szerszym uśmiechem politowania, a parlamentarni dyletanci utrzymywani z naszych pieniędzy stają się przednim tematem kabaretowym. Internet aż huczy od niewybrednych żartów z polityków, np.: „Jaki jest ulubiony bohater literacki polskiego posła? Pinokio”.

Ale to coraz częściej śmiech przez łzy. Polska rzeczywistość daleka jest dzisiaj od optymizmu. Kipi z niej powszechne niezadowolenie, które dotyczy trzech na pięciu rodaków. W okresie niedawnej prosperity, przed 2009 r., „narzekaczy” było jedynie około 23 proc. Dzisiaj prawie trzy razy więcej. Trzy piąte Polaków bowiem (58 proc.), jak niedawno ustaliło CBOS, czuje potrzebę publicznego wyrażenia frustracji z powodu źle ocenianych warunków materialnych własnego życia i zaliczyłoby się w związku z tym do grupy „oburzonych”, czuje się dotknięte skutkami kryzysu gospodarczego i, co istotne, zupełnie nieosłonięte przed nimi przez państwo. Podobny, minimalnie wyższy poziom niezadowolenia (59 proc.) dotyczy niesatysfakcjonującego kształtu, jaki przybrało życie polityczne w naszym kraju.

Niskie płace, wysokie ceny

Ankietowanych CBOS szczególnie oburza brak pracy i wysoki poziom bezrobocia. Z czynnikiem tym łączy się krytyczny stosunek do polityki gospodarczej rządu, który nie jest w stanie tworzyć nowych miejsc zatrudnienia. Ten stan rzeczy wywołuje wiele negatywnych konsekwencji społecznych, np. emigrację młodych, która po osłabieniu w latach 2009–2011 ponownie rośnie. Oburzenie wzbudza także niski poziom płac, co w połączeniu z rosnącymi cenami i opłatami sprawia, że wielu Polakom, którzy mają szczęście mieć pracę, i tak trudno przeżyć od pierwszego do pierwszego. Dodatkowo, nawet jeśli pracę mamy, to często nie jesteśmy zadowoleni z form zatrudnienia – przede wszystkim z umów śmieciowych – i złego traktowania przez pracodawców. Jak ustalili ankieterzy CBOS, polski bunt z powodu braku wzrostu poziomu płac wydaje się jednym z poważnych problemów, z którym będą musiały się mierzyć kolejne rządy. Na liście przyczyn oburzenia wymienianych przez ankietowanych z jednej strony pojawiały się bardzo często „niskie płace”, „za małe pensje”, „niskie zarobki” oraz formułowane ogólnie zarzuty w rodzaju „ludzie nie mają za co żyć”, a z drugiej – „podwyżki cen” czy też w ogóle „wysokie ceny”, „drożyzna”, „inflacja”.

Z badania wynika, że narzekamy również na rosnące w szybkim tempie różnice dochodowe. Co znamienne, pojawia się problem „zubożenia klasy średniej”, tradycyjnie dość dobrze sobie radzącej. Właśnie w ramach tej grupy społecznej pojawia się największa dynamika niezadowolenia. O ile pięć lat temu młodzi, wykształceni i osiągający wysokie dochody nie mieli większych powodów do obaw, czy zawsze będą w stanie utrzymać swoje życie na poziomie, do którego się przyzwyczaili, o tyle dzisiaj lęków tych nie brakuje im na co dzień. Wynikają one głównie ze stałej obawy o zatrudnienie, bo tym o nie trudniej, im bardziej rozbudzone ma się ambicje i oczekiwania finansowe.

Oswoić niepokój

To pierwszy obszar wielkiego społecznego niezadowolenia. Drugi dotyczy sfery publicznej. Wśród często wymienianych powodów frustracji i oburzenia znalazły się te, które wiążą się z niewłaściwym funkcjonowaniem instytucji państwa lub instytucji, za które państwo ponosi odpowiedzialność. Przede wszystkim narzekano na sytuację w służbie zdrowia; mówiono o kolejkach do lekarzy, micie bezpłatnej opieki medycznej. Wskazywano także na złe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości w ogóle, a szczególnie na powolność działania i niesprawiedliwość sądownictwa oraz prokuratury. Liczną grupę wypowiedzi stanowiły głosy krytyczne dotyczące szkolnictwa i zmian wprowadzonych w szkołach – pojawienia się gimnazjów, nowych zasad egzaminów maturalnych czy wprowadzenia obowiązku nauki w szkole od 6. roku życia. Wśród obiektów naszego niezadowolenia niemal z automatu znalazły się także ZUS i instytucje opieki społecznej.

Wydaje się, że wysokie notowania rządu to już przeszłość, bo na rząd też jesteśmy oburzeni. I to skrajnie. Nie podoba nam się jego polityka – i wewnętrzna, i zagraniczna, i społeczna, i ekonomiczna. Mierzi nas nierealizowanie obietnic. Premierowi za złe mamy „zamach” na wiek emerytalny, który zdaniem wielu z nas pogrzebie jego szansę na trzecią kadencję w fotelu szefa rządu. Władza jest w naszej opinii arogancka, traktuje nas instrumentalnie, nie jest zainteresowania prowadzeniem dialogu, a nawet nie słucha, co się do niej mówi. Szczególnie irytują nas przypadki korupcji, kolesiostwa, wysokich premii dla urzędników i wyrzucania w błoto publicznych pieniędzy. Z drugiej strony dostrzegamy, że władza zupełnie nie radzi sobie z problemami dnia codziennego, np. brakiem żłobków i przedszkoli, co jest szczególnie istotne dla dość prężnej, świadomej grupy wyborców, czyli ludzi w wieku 25–35 lat.

Ale nie tylko politycy działają nam na nerwy. Także sąsiedzi, koledzy z pracy i ludzie na ulicy. Oburzenie i złość wywołują w nas negatywne cechy rodaków: pijaństwo, nietolerancja, zazdrość, zawiść, pieniactwo, nieumiejętność zawierania kompromisów, konieczność stawiania na swoim, bezmyślność i bezrefleksyjność.

– Dzisiejsze niezadowolenie Polaków ma korzenie w 1989 roku i jest odwzorowaniem głębokiej, wieloletniej frustracji polityczno-ekonomicznej, która towarzyszy nam od początku transformacji – wyjaśnia dr Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych. – Raz jest ona silniejsza, raz słabsza, ale obecna jest niemal bez przerwy. Zawsze jest ktoś, kto jest z czegoś niezadowolony. Zawsze w publicznej przestrzeni funkcjonują jednostki skrajnie sfrustrowane i niedocenione.

Zdaniem dr. Kucharczyka dzisiaj to oburzenie siłą rzeczy musi być silne, jeśli nie najsilniejsze od chwili upadku komunizmu, ponieważ po latach 2006–2008, kiedy polska gospodarka przeżywała złoty okres, a rynek pracy był rynkiem zatrudnionego, a nie pracodawcy, bo w ofertach można było przebierać, mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Co wyjątkowo bolesne, zachowujemy przy tym świeżą pamięć o wysokich aspiracjach i niecodziennych celach, jakie sobie niedawno stawialiśmy – dotyczy to szczególnie klasy średniej. Dzisiaj są one w wielu wypadkach nieaktualne.

– Wraca niepokój początków nowego polskiego państwa, niepewność, co jutro, pojutrze, za tydzień. Obcowaliśmy z nią we wczesnych latach 90., musimy ją oswoić ponownie również dzisiaj – dodaje ekspert.

Każdy sobie rzepkę skrobie

Rozczarowanie stanem państwa oraz malejący potencjał społeczny potwierdza również Diagnoza Społeczna 2013 autorstwa prof. Janusza Czapińskiego, znanego psychologa społecznego. Z niej także czarno na białym wynika, że spada odsetek Polaków, którzy są zadowoleni z sytuacji w polskiej sferze publicznej. Obecnie wynosi on 23 proc., czyli o 3 pkt proc. mniej niż przed dwoma laty. – Jedną z przyczyn jest rosnący wskaźnik bezrobocia (rejestrowanego w urzędzie), który zwiększył się między 2011 r. a 2013 r. z 10,9 proc. do 13,9 proc. Sprzyja to wzrostowi poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości kosztem rządzącej PO. – W 2013 r. 35,5 proc. z nas zadeklarowało, że woli PiS, 33,8 proc. – że Platformę – ocenia prof. Janusz Czapiński.

Profesor zwraca uwagę, że w odbiorze społecznym rośnie znaczenie zdrowia (65,3 proc., wzrost o 1,2 pkt proc.), pracy (32,1 proc., wzrost o 1,4 pkt proc.), pieniędzy (29 proc., wzrost o 0,8 pkt proc.) oraz przyjaciół (10,6 proc., wzrost o 0,2 pkt proc.). Jednocześnie mniejszą rolę Polacy przypisują takim wartościom jak małżeństwo (50,4 proc., spadek o 3 pkt proc.) oraz dzieci (46,1 proc., spadek o 1,5 pkt proc.). Co jednak najbardziej niepokojące, frustracja i niezadowolenie z rzeczywistości rośnie, bo kurczy się kapitał społeczny. Zmniejsza się odsetek tych, którzy ufają innym (12,2 proc., spadek o 1,2 pkt proc.), osób aktywnych społecznie (15,2 proc, spadek o 0,4 pkt proc.) oraz członków organizacji (13,7 proc., spadek o 1,1 pkt proc.).

– Nie wierzymy w sens wspólnej pracy. Każdy sobie rzepkę skrobie. Zapominamy jednak, że system jest silniejszy niż wybitna nawet jednostka. Do niedawna szczególnie klasa średnia uważała, że pieniędzmi można system zmienić albo go obejść. Służba zdrowia nie działa? To nic, idziemy prywatnie. Szkoła przepełniona i na niskim poziomie? I tak zapisujemy dzieci do społecznej. Problem w tym, że całej rzeczywistości, która nas otacza, nie zmienimy mechanizmami finansowymi. Zawsze będzie tak, że na coś nie uzyskamy wpływu. A to w zderzeniu z łatwością załatwiania rzeczy za pieniądze musi wywoływać oburzenie i frustrację – przekonuje dr Kucharczyk.

Zdaniem specjalistów politycy nie mają dzisiaj szans, aby zmienić ten stan rzeczy. Tym bardziej że sami zmieniają się dopiero, gdy czują na gardle wyborczy nóż. Przykład można znaleźć w Warszawie, gdzie ignorancja prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz ustąpiła zaangażowaniu w sprawy miasta i jego mieszkańców dopiero w chwili, gdy nad stołecznym ratuszem zawisło ryzyko referendum. Bo jeśli warszawiacy zdecydują w nim, że mandat prezydent miasta i wiceszefowej rządzącej PO należy wygasić z powodu jej nieudolności, będzie to nie tylko spektakularna porażka Gronkiewicz-Waltz, ale w dużym stopniu również premiera Tuska i całej PO, która od chwili powstania w cuglach wygrywa wybory w liberalnej stolicy.

W takiej sytuacji rolą katalizatora oburzenia może być, jak twierdzą eksperci, jedynie poprawa ogólnej sytuacji gospodarczej, wzrost perspektyw na dobrą pracę i zmianę życiowego położenia.

– Cokolwiek by mówić o Marksie, w jednym miał rację. Do dzisiaj byt określa świadomość – przekonuje dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Dla Polaków znaczenie w leczeniu frustracji ma w niewielkim stopniu ogólna sytuacja polityczna, bo tą już dawno przestaliśmy się w ogóle przejmować. Liczy się raczej nasze indywidualne dobro, to, co możemy zyskać albo stracić. Nikt, kto jest realistą, nie uwierzy już, że wymiana elit kierujących Polską od 1989 r. jest możliwa. Kto miałby tej wymiany dokonać? Na pewno nie sami politycy, bo ich konserwuje najlepiej status quo. Społeczeństwo też nie, bo jego najbardziej mobilna część, zdolna być może do dynamicznych ruchów społecznych, wyjechała za granicę, wyjeżdża i będzie wyjeżdżać. Tym bardziej że młodym nie mamy jako kraj zupełnie nic do zaoferowania – dodaje dr Jabłoński.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

reklama

  • tata2(2013-08-22 07:29) Odpowiedz 00

    do 113
    Brak argumentów? Jad się skończył pasjonatce?
    Miłego dnia!

  • karolina(2013-08-16 21:28) Odpowiedz 00

    Ależ elaborat. Udało mi się dobrnąć tylko do połowy.
    Rynek pracy w l. 2006-2008 był rynkiem pracownika???!!!
    Niby gdzie? Bo na pewno nie w Polsce.
    Pracowałam wtedy fizycznie (będąc magistrem) i za nic innej pracy nie znalazłam, a nie jestem za bardzo wybredna.
    Pan - autorze - jest tak samo oderwany od rzeczywistości jak ci rządzący, o których Pan piszesz.

  • filologini(2013-08-20 18:12) Odpowiedz 00

    87: tata2 - Wobec tego zamiast wycierać sobie usta 'pasjonatką', zajmij się może swoim podwórkiem, które teoretycznie powinieneś znać lepiej od tego nauczycielskiego. A Kartę Nauczyciela przestudiuj dokładniej i zamiast szerzyć wrogą propagandę, wbij sobie w głowę, że ta Karta zawiera nie tylko przywileje, ale tez, proporcjonalnie do przywilejów, obowiązki nauczyciela. Jest gwarantem jakości edukacji. Bez niej dyrektor szkoły będzie zatrudniał najtańszych nauczycieli, bo samorządu nie będzie stać na tego najlepszego. No i jeszcze pomyśl choć chwilę, jaka będzie jakość pracy tego taniego, którym dyrektor będzie orał wg własnego uznania zgodnie z ministerialnym przekazem, ze ma być dużo i tanio. MEN ustami K.Hall już kiedyś proponował, żeby angielskiego mogli uczyć w szkołach studenci. Sądzisz, ze dobry anglista pójdzie dziś pracować do szkoły publicznej za 1500 PLN i 30 godzin przy tablicy? Prędzej stąd wyjedzie i poszuka pracy za granicą albo zatrudni sie w szkole językowej a do szkół publicznych wróci ruskij jazyk. Trzeba być ślepcem, żeby nie widzieć, że temu rządowi zniesienie KN ma służyć tylko i wyłącznie oszczędnościom w oświacie publicznej a nie o podniesienie poziomu nauczania czy poprawa warunków nauki.
    Będziesz kiedyś chciał dobrze kształcić swoje dzieci? Zapłacisz za to słono. Póki co, w szkołach są jeszcze takie dinozaury pogardliwie nazywane przez Ciebie 'pasjonatkami', które uważają, że dobre wykształcenie powinno być dostępne dla każdego dziecka niezależnie od zasobności portfela jego rodziców...

  • swoj_pl(2013-08-20 17:56) Odpowiedz 00

    87 tata2:

    mlody przyjacielu,

    na samym wstepie nazwalem nasz problem, JOW sa czescia rozwiazania tych problemow.

    Tutaj jest to co napisalem, komentarz nr 2:


    2: swoj_pl z IP: 24.177.34.* (2013-08-16 20:04)

    artykul:

    http://www.rp.pl/artykul/9157,762086-Reformy-ustroju-politycznego-i-wymiaru-sprawiedliwosci.html?p=1

    zapoznaj sie z tym artykulem, mowi on nie tylko o JOW.


    Piszesz teraz:

    Przeczytaj dokładnie ustawę Karta Nauczyciela i wbij sobie do głowy że ustawę tę może zmienić tylko parlament, który boi się grupy zawodowej nauczycieli i zwyczajnie nie chce jej zmienić


    Moja dopowiedz:

    Te tchorze nie boja sie nauczycieli, te tchorze boja sie stracencow kaczora I tuska.


    DAWNO TEMU ZAPISALEM SIE DO ZMIELONYCH.

    Problem, mlody przyjacielu, polega na tym, ze kiedys rzczywiscie kraj bedzie zmienaiany. Trzeba bedzie wiedziec na czym te zmiany maja polegac, co ma byc rezultatem tych zmian.

    Jak na razie, to chcecie klocic sie i wzajemnie obrzucac sie blotem. Ja mowie o rozwiazaniach.

    Jestes za mlody, zeby pamietac 1989 r, ale wierze, ze nauczyciele dlugo uczyli Cie na lekcjach historii o tamtych latach.

    Otoz, dostalismy niemal wolna reke w okreslaniu swojej przyszlosci, budowaniu prawdziwego kraju. Ci, co podieli sie tego dziela, calkowicie zawiedli kraj, nie mieli pojecia co robili.

    Dlatego raz jeszcze zachecam Ciebie i innych, do studiowania innych systemow, nie tylko edukacyjnych.

    Ty mowisz o karta nauczycieli, biurokracji, ja mowie o czyms zupelnie innym. Ja mowie o calkowitej zmianie tego szatanskiego system na cos, co funkcjonuje w swiecie.

    Dla przykladu, na onet.pl dzisiaj podali ranking najlepszych uczelni w swiecie. Prym wioda uczelnie z system, o ktorym ja mowie. Dodam tylko, ze w tym kraju nie ma ministerstwa szkolnictwa wyzszego, a Harvard, na przyklad, nie mialby prawa nauczania w Pl, w tym molochu biurokratycznym.

    Tego systemu nie da sie zreformowac, ten szatanski system trzeba zmienic.

    Pozdrawiam Cie mlody przyjacielu, i sugeruje deko wiecej kultury w dyskusji

  • też Polak(2013-08-19 16:12) Odpowiedz 00

    Jasne, zabrać wszystkim tylko nie nauczycielom! Nie chciałem nikogo obrazić świętą krową ( jeśli tak to przepraszam) ale takie jest potoczne określenie osób nietykalnych. Nauczyciele są jedną z grup uprzywilejowanych (NIETYKALNYCH) co gwarantuje komunistyczna ustawa Karta Nauczyciela. Nie pisz o 40 godzinnym etacie bo każdy wie, że to fikcja. Wydaje mi się, że to Ty chcesz odwrócić uwagę od nauczycieli, Tata2 wymienił wiele grup zawodowych w tym nauczycieli, Ty wymieniasz i krytykujesz wszystkich OPRÓCZ NAUCZYCIELI. Bądź sprawiedliwa!
    Napisz o swoim poświęceniu w wakacje! jeśli szkoła Cię wykorzystuje (za mało płaci za Twój trud) zmień pracę, posmakuj miodu poza szkołą. Spodoba Ci się!

  • tata2(2013-08-20 17:20) Odpowiedz 00

    Do Słój-pl
    Stary doświadczony przyjacielu,
    robisz się męczący! Chcesz dyskutować a nie masz pojęcia!
    Przeczytaj dokładnie ustawę Karta Nauczyciela i wbij sobie do głowy że ustawę tę może zmienić tylko parlament, który boi się grupy zawodowej nauczycieli i zwyczajnie nie chce jej zmienić. Powiem więcej, duża część posłów to z zawodu pedagodzy! Ile byś tu nie pisał i dyskutował to dopóki rządzą nami tchórze nic się nie zmieni. Jak zmienić tych tchórzy napisałem Ci w poście 78 ale nie ustosunkowałeś się do niego (okręgi jednomandatowe).
    Zgadzam się z opinią nr 86 (przeczytaj ją uważnie bo taka jest prawda), że hamulcowymi zmian w systemie edukacji są rozkapryszeni nauczyciele. Chcą być nietykalni i nieusuwalni. Na pewno nasza pasjonatka była w tych 5%, które nie poparło strajku :)))
    Robisz tu igrzyska demagogi, chcesz rozwiązywać problemy bez nazywania ich po imieniu. Pogadaj może z pasjonatką ona Ci wytłumaczy jak ważne jest zachowanie obecnych przywilejów nauczycielskich! Naprawę Polski należałoby rozpocząć od własnego podwórka ale lepiej obrzucać błotem wszystkich, którzy to mówią!

  • swoj_pl(2013-08-19 14:58) Odpowiedz 00

    filologini:

    Nasz tragiczny system prowadzi rowniez do nienawisci i swarow miedzy grupami spolecznymi/zawodowymi. W tym wypadku nauczyciele sa winni, w oczach innych grup.

    Przypomnij sobie moja argumentacje, w innej dyskusji, za oddaniem wszystkiego, w tym edukacji, w rece wladz lokalnych.

    W systemie takim, nauczyciele podpisuja kontrakt z miastem czy gmina, sa tez rozliczani przez miasto czy gmine, i sprawa jest prosta. Miasto czy gmina dobrze funkcjonuja, maja pieniadze, placa Ci wiecej, ale wymagaja tez znacznie wiecej od Ciebie. Wszyscy wygrywaja. System prosty i unikasz konfliktow i wzajemnych uwag.

  • też Polak(2013-08-20 16:11) Odpowiedz 00

    Do 85
    Ty pomyśl przez chwilę, że system edukacji działa na podstawie ustawy Karta Nauczyciela, której nieudolny rząd nie chce zmienić bo roszczeniowi nauczyciele grożą strajkiem!!! Nikt nie neguje nauczycieli bo Ci nie są twórcami ustawy, neguję jedynie zapalczywość pedagogów o mentalności Filologini, którzy zaciekle bronią swoich przywilejów, jednocześnie atakując rząd że jest nieudolny i niszczy kraj. Tu się zgadzamy, rząd jest nieudolny i niszczy kraj!
    Twoje rozwiązanie jest dobre ale nigdy do niego nie dopuści grono pedagogiczne a dlaczego to już jest napisane w postach powyżej np. nr 82 przeczytaj jeszcze raz! Nauczyciele nie chcą pracować na warunkach rynkowych, nie godzą się na żadne zmiany w ustawie, chcą mieć gwarancje zatrudnienia bez względu na jakość pracy, oraz pobierać wysokie wynagrodzenie za kilka godzin dziennie, o rozliczaniu za jakość pracy nie może być nawet mowy !!!
    Poczytaj dlaczego ostatnio grozili strajkiem! Nie rozumiesz polskich realiów a chcesz naprawiać system!

  • filologini(2013-08-19 13:35) Odpowiedz 00

    67: tata2 - Nie próbuj przekonywć, ze to przywileje nauczycieli są źródłem wszelkiego zła w Polsce. Moze przeczytaj jeszcze raz tytuł artykułu i wszystkie komentarze. Jeśli nie jesteś beneficjentem (nadal w to nie wierzę), to w każdym razie jesteś chyba jednym z niewielu nieświadomych obywateli, którzy jeszcze nie połapali się w tym, komu należy złożyć podziękowania za obecną sytuację w kraju.
    Poza tym, tendencyjnie ściemniasz i szerzysz dezinformację. Próbujesz ogranych chwytów, które mają odwrócić uwagę od sedna sprawy, tj niezadowolenia z rządzących.
    Nie udawaj, że nie wiesz, że nauczyciela obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy a 20 godzin to pensum, czyli godziny przy tablicy. Może poczytaj sobie na ten temat.
    Nie pracujesz na moje mityczne przywileje, ponieważ tak na prawdę to ja sama na nie już dawno zapracowałam de facto, nie korzystając z nich prawie wcale. Co roku wypuszczam z liceum sporą grupkę młodzieży, która potem, niekoniecznie już w Polsce, korzysta z umiejętności zdobytych na moich lekcjach - mam na to tzw. twarde dowody. Gdybyś chciał/-a zapłacić rynkową wartość mojej pracy w liceum, a uczę języka angielskiego - profesjonalnie, z użyciem najnowszych technologii, to nawet wliczając te przywileje (z których - powtarzam- niemal nie korzystałam), musiałbyś mi jeszcze dopłacić. Dodam tylko, ze lubię swoją pracę, jestem znaną w środowisku pasjonatką ze sporym doświadczeniem i zrobiłam sporo dobrego na rzecz środowiska, za darmo. A Ty? Pracowałeś za darmo? Zrobiłeś coś dla kolejnych pokoleń Polaków, czy tylko pracujesz na własne konto? Nazywanie mnie świętą krową ubliża mi.

  • swoj_pl(2013-08-20 12:57) Odpowiedz 00

    też Polak :

    dlaczego tak uparles sie, I nie chcesz pomyslec przez chwile?

    Przygladnij sie innym systemom.

    Dla przykladu, w amerykanskim rozwiazaniu, nauczyciel w Krakowie jest oplacany TYLKO przez mieszkancow Krakowa. W Warszawie, tylko przez mieszkancow Warszawy. Miasta same decytuja o urlopach, wynagrodzeniach czy innych przywilejach. Nie ma szukania winnych, jak to robicie z filologini.


    Daje przyklad tego system, bo go dobrze znam, ale z pewnoscia to nie jest jedyny system z dobrymi rozwiazaniami.

    Dlaczego, mlody przyjacielu, atakujesz nauczycieli za to, ze funkcjonuja w zlym systemie, a nie atakujesz tych, ktorzy ten system powinni zmienic?


    84: filologini:
    tak niestety jest
    zdumiewajace, jak nasi rodacy wibieraja igrzyska we wzajemnym obrzucaniu sie blotem, zamiast rozmawiania o prawdziwych problemach I szukaniu sposobow ich rozwiazywania.

  • MoJe(2013-08-18 00:11) Odpowiedz 00

    Polska to nie Egipt. Tu żadnego wybuchu nie będzie. Jesteśmy zbyt wygodni i nam się po prostu d..y nie chce ruszyć.

  • filologini(2013-08-20 11:29) Odpowiedz 00

    Hmm, rządzący się w tym kraju zawsze mogą liczyć na to, że ich poddani wcześniej pozagryzają się nawzajem aniżeli dobiorą się do skóry ich 'dobroczyńcom' ...

  • Stary(2013-08-17 23:41) Odpowiedz 00

    Ale dlaczego Autor pisze m.in. "państwo Tuska i Kaczyńskiego",kiedy rząd PO przez 6-lat jest przy władzy i to im tylko możemy zawdzięczać te "gospodarcze osiągnięcia" i zieloną wyspę.Tak jakby Kaczyński był premierem.

  • swoj_pl(2013-08-17 23:00) Odpowiedz 00

    42: Do "swoj_pl":

    wiec przeczytaj sobie.

    mlody przyjacielu, z twojej wypwiedzi rozumiem, ze jestes zwolennikiem teorii spiskowej rydzykow/kaczorow.

    Czy mozez powiedziec mi, kto to chce likwidowac Polske, i dlaczego?

  • nastek(2013-08-17 23:00) Odpowiedz 00

    Polska nigdy nie była zieloną wyspą, to łgarstwa Tuska i Rostowskiego, którzy zmarnowali wysoki wzrost zostawiony przez Gilowską i zniszczyli co się dało w gospodarce, nawet już nie mają co wyprzedać z dorobku pokoleń Polaków.

  • filologini(2013-08-20 18:39) Odpowiedz 00

    I jeszcze raz - 88: swoj_p -
    Popieram ruch zmieleni.pl a w temacie będącym przedmiotem komentowanego przez nas artykułu jako celne spostrzeżenie podaję poniżej wypowiedź internauty na stronie P. WaGla Waglowskiego: 'Trzeba by się cofnąć do źródeł obecnego systemu organizacji państwa - a jest on nieudolną kopią rozwiązań brytyjskich. Nie przypadkowo w 89 roku powoływano się na "najstarszą demokrację świata" i kopiowano rozwiązania jakie wprowadziła Margaret Thatcher w celu zmniejszenia wydatków państwa. Tymczasem dane budżetowe za okres jej rządów przeczą temu (linki musiałam usunąć)
    I w zasadzie wszelkie inne wykresy (poza wydatkami własnymi rządu). Rządy Thatcher rozpoczynają w zasadzie karnawał wydatków rządowych których poprzednie rządy (jak wynika z wykresów)unikały. Pozostaje się tylko zachwycić że koncepcje Thatcheryzmu przeniesione na nasz grunt niechlujnie i bez głębszego zrozumienia, niejako mechanicznie, nadal wykazują swoją destrukcyjną dla społeczeństwa i państwa siłę.
    Albo ten system nie działa (i nie działał nigdy, nawet w latach thatcheryzmy) albo chodzi o oś zgoła innego niż racjonalne wydawanie pieniędzy.
    Jeśli zachodzi ta druga ewentualność ( co nie musi być prawdą, bo czasami do wyjaśnienia zagadkowego marnotrawstwa wystarczy ludzka głupota i odrobina utopijnej ideologii, np.takiej że rynek sam się "racjonalizuje" ) to należałoby przyjąć że w neoliberalizmie nie chodzi o "tanie państwo" tylko o państwo kupujące usługi u prywatnego biznesu. Taka reorganizacja wydatków ma jednak swoje polityczne i organizacyjne konsekwencje... Tak długo jak długo będziemy realizować model państwa które może być nieskuteczne byle było tanie, tak długo pozostaniemy w zaklętym kręgi braku skuteczności działań władzy i niekompetencji jej organów.'

  • juz nie za PO(2013-08-17 22:46) Odpowiedz 00

    Nim odejdzie niech odda moje zagarnięte 2 lata emerytury! Odpowiedzialność polityczna, czyli żadna, powinna się wreszcie skończyć. Oszukał, ukradł niech oddaje nawet do piątego pokolenia. Pinokio jeden!

  • Seer(2013-08-17 22:43) Odpowiedz 00

    co za debile, prezicerz wiadomo, że POlakom żyje sie lepiej.

  • swoj_pl(2013-08-16 20:04) Odpowiedz 00

    artykul:

    http://www.rp.pl/artykul/9157,762086-Reformy-ustroju-politycznego-i-wymiaru-sprawiedliwosci.html?p=1


    cytat:
    ******

    Bez kluczowej reformy ustroju politycznego i wymiaru sprawiedliwości nie da się uwolnić potencjału naszego kraju – twierdzą eksperci Centrum im. Adama Smitha

    – likwidacji finansowania partii z budżetu państwa. Obecny system jest ewidentnie patologiczny. Stworzył zastępy aparatczyków partyjnych, których jedynym celem jest utrzymanie oraz "betonowanie" obecnego układu, zajmowanie terytoriów i niedopuszczanie do dotacji budżetowych innych, nawet z własnej partii. O sukcesie w partii nie decyduje popularność wśród wyborców czy przymioty intelektualne i merytoryczne, lecz wyłącznie biegłość w zakulisowych rozgrywkach, czyli "wojnach buldogów pod dywanem", tak jak to miało miejsce w czasie rządów PZPR. Czy takich kompetencji potrzebuje Polska XXI wieku? Jeśli chcemy mieć klasę polityczną, która sprosta wyzwaniom zaostrzającej się konkurencji międzynarodowej, to powinni ją tworzyć ludzie wyłonieni w wyborach powszechnych, a nie w wojenkach koterii partyjnych.

    Powyższa lista zawiera wyłącznie najważniejsze zagadnienia. Jest wiele innych, jednak bez realizacji wyżej wymienionych nic się raczej nie zmieni, będziemy tylko pogrążać się w niemocy. Po kolejnych wyborach jeszcze szybciej usłyszymy, że "nic się nie da zrobić", i – w najlepszym razie – będziemy stać w miejscu, a najpewniej – cofać się.

  • Do "swoj_pl"(2013-08-17 22:06) Odpowiedz 00

    PO co piszesz po angielsku,gdy strona z artykulem jest po polsku.Niepotrzebnie miotasz sie komentarzami,na co to komu,ze w USA lepiej.Napisz krotko,zwiezle,ze w Polsce rzadzi lewacko-liberalna s,winiarnia platna przez obca agenture i totalitarnu unijny kolchoz w celu likwidacji Polski.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

reklama