Utworzenie województwa środkowopomorskiego, powrót do zawetowanej ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych czy kompleksowa zmiana systemu janosikowego – to tylko niektóre reformy, nad którymi toczą się prace w rządzie i których dalsze losy – według naszych ustaleń – mogą zależeć od wyników partii Jarosława Kaczyńskiego w wyborach samorządowych.

– Najważniejsze dla nas są sejmiki. Po 2014 r. każdy wynik in plus będzie dla nas dobry – deklaruje wysoki rangą polityk PiS. W rozmowie z DGP przyznaje, że wybory samorządowe będą swego rodzaju sondażem, pierwszą poważną recenzją, jaką obywatele wystawią obozowi Zjednoczonej Prawicy. Jeśli wynik wyborczy okaże się dobry, dla PiS i jego koalicjantów będzie to sygnał, że jest przyzwolenie społeczne na dalsze reformy. Również te mające wpływ na funkcjonowanie samorządów. Zły wynik może oznaczać konieczność głębokiej rewizji niektórych politycznych planów.

Środkowopomorskie

Najwięcej emocji budzi koncepcja powołania do życia 17. województwa – środkowopomorskiego. Jeszcze niedawno posłowie PiS mówili nam, że szanse na rozpoczęcie konsultacji na ten temat w tej kadencji parlamentu są raczej marne. Ale teraz w źródłach rządowych słyszymy, że oficjalne uzgodnienia społeczne mogą ruszyć wiosną przyszłego roku. – Po prostu nie chcieliśmy robić z tego tematu wyborczego. Problem jest lokalny, trzeba wpierw ustalić formę takich konsultacji, bo wydaje się ona prawnie niedookreślona – opowiada jeden z polityków PiS.

Tyle że nie jest to do końca lokalny problem. Powstanie nowego województwa to nie tylko nowe urzędy i zatrudnianie ludzi, lecz także nowy podział środków europejskich między regiony. Tego typu zmiany – przyznają nasi rozmówcy z obozu władzy – łatwiej będzie wprowadzać, mając za sobą wygraną w elekcjach lokalnych niż w sytuacji wyborczej klęski PiS.

Dziś sprawa woj. środkowopomorskiego dzieli także samorządy. Za jego powstaniem są np. Słupsk, Koszalin, Mielno i Ustka. Przeciw – m.in. Wałcz, Kalisz Pomorski oraz Bytów.

RIO

Z naszych informacji wynika, że PiS chciałoby także wznowić prace nad zawetowaną przez prezydenta ustawą o regionalnych izbach obrachunkowych (RIO). To one kontrolują wydatki samorządów, lokalne budżety i oceniają programy naprawcze, gdy gminy w finansowych tarapatach zostaną zmuszone do ich opracowania. Prezydent w lipcu 2017 r. zawetował ustawę, gdyż „dawałaby władzy centralnej możliwość zbytniej ingerencji w działania samorządu terytorialnego”. Do prac nad ustawą o RIO rząd chce wrócić w 2019 r. Kształt zmian nie jest znany, ale można założyć, że jeśli w wyborach samorządowych lepiej pójdzie opozycji, to PiS będzie skłonny do restrykcyjnych rozwiązań. W przypadku wyniku satysfakcjonującego dla PiS reforma RIO mogłaby mieć łagodniejszy charakter, nienarażający partii na kolejny konflikt z prezydentem i to w czasie poprzedzającym wybory do Sejmu i Senatu.

Janosikowe

Podobnie może się zadziać w przypadku reformy systemu korekcyjno-wyrównawczego, w ramach którego bogatsze samorządy oddają część pieniędzy na rzecz tych mniej zasobnych. Resort finansów zapowiada, że do reformy systemu dojdzie w przyszłym roku (z efektem na 2020 r.), ale milczy o szczegółach szykowanych rozwiązań.

– PiS mógłby dokonać reformy wcześniej, ale widocznie woli mieć pewność, kto będzie rządził w regionach po wyborach, a zwłaszcza na Mazowszu. Jeśli dalej będzie to nasz człowiek, czyli marszałek Struzik, można się spodziewać, że do reformy nie dojdzie albo będzie na niekorzyść regionu – komentował niedawno w rozmowie z DGP poseł Piotr Zgorzelski (PSL).

Wojna czy pokój?

Ewentualny słaby wynik PiS oznacza zaostrzenie wojny z opozycją. Zjednoczona Prawica podkreśla w tej kampanii wyborczej, że głosowanie na jej kandydatów daje gwarancję dobrej współpracy z rządem. Pojawiają się otwarte sugestie, że w przypadku wygranej opozycji mogą pojawić się problemy przy sięganiu po środki unijne czy budżetowe na lokalne inwestycje. – Gdy wygra Rafał Trzaskowski, Warszawa na lata będzie odcięta od funduszy z budżetu państwa na budowę metra, mostów i obwodnicy. Rząd PiS nie zaufa PO po aferze reprywatyzacyjnej – oświadczył na Twitterze Piotr Guział, wskazywany jako zastępca Patryka Jakiego, jeśli ten wygra wybory w stolicy. Jaki starał się łagodzić ten przekaz. – Trudno, by rząd realizował projekty, których Trzaskowski nie chce – stwierdził wczoraj i zadeklarował, że gdyby wybory wygrał któryś z jego kontrkandydatów, mógłby być kimś w roli „pośrednika” między władzami stolicy a rządem.

Głowa premiera

Wynik wyborczy PiS może też wpłynąć na polityczną rolę Mateusza Morawieckiego. W dużej mierze to on wziął na siebie ciężar prowadzenia kampanii w wymiarze ogólnokrajowym (lokalne konwencje PiS, obiecana „samorządowa piątka Morawieckiego”). Z tym wiąże się też odpowiedzialność przed własną partią. – Jeśli prezes i aktyw PiS uzna, że partia wypadła słabo, ferment przeciwko szefowi rządu się nasili. Ale nie sądzę, by był na tyle silny, by tuż po przegranych wyborach prezes PiS miał odsunąć premiera. Jarosław Kaczyński zainwestował w niego zbyt wiele swojego autorytetu – ocenia politolog prof. Antoni Dudek. Jego zdaniem dopiero wybory do Parlamentu Europejskiego i parlamentarne przesądzą, co dalej z szefem rządu. – Chyba że wypłynie druga taśma z nagranym Morawieckim. To znacznie skomplikowałoby sytuację premiera nawet przed wyborami parlamentarnymi – ocenia prof. Dudek.