Żuk poinformował, że we wtorek spotkał się z komendantem miejskim policji i podległymi mu służbami odpowiadającymi za bezpieczeństwo w mieście, a "policja potwierdziła, że pojawiły się nowe fakty i istnieje realne zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców, w tym uczestników marszu".

"Stanąłem przed trudną decyzją. Zostałem wciągnięty w brutalną polityczną walkę ideologiczną, ale w obliczu zagrożenia życia i bezpieczeństwa mieszkańców, które jest dla mnie najważniejsze, i stanowiska policji wyrażonego przez komendanta na dzisiejszej naradzie, nie zostaje mi nic innego, niż wydać zakaz dla obu zgromadzeń" – oświadczył Żuk.

Prezydent powiedział, że w internecie pojawiły się wezwania do stawienia się na kontrmanifestacji określane "jako moralny obowiązek" oraz nawoływanie do przemocy wobec uczestników marszu. Był też m.in. wpis: "może dałoby radę pokierować zboków na Majdanek", opatrzony zdjęciem pieca krematoryjnego z obozu koncentracyjnego. W tej sprawie prezydent złożył policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Żuk podkreślił, że temat marszu "wywołuje gigantyczne emocje, bardzo spolaryzowane, po obu stronach konfliktu".

"Nie opowiadam się za żadną ze stron. Moją rolą jest dbać o bezpieczeństwo, zdrowie i życie mieszkańców, stąd decyzja o zakazie. Jestem za konstytucyjną wolnością zgromadzeń, ale nie mogę pozwolić, biorąc pod uwagę mowę nienawiści i nawoływanie do aktów agresji, by zagrożone było życie i zdrowie mieszkańców Lublina" – mówił prezydent.

Dodał, że 13 października w Lublinie organizowany jest też Festiwal Fantastyki Falkon, w którym może wziąć udział nawet 10 tys. uczestników.

Prezydent już wcześniej zwrócił się do komendanta policji w Lublinie z prośbą o dokładną analizę i ocenę stanu zagrożenia w związku z organizacją marszu oraz o wydanie jednoznacznej opinii w tej sprawie. Od tej opinii uzależniał, czy wyda decyzję o zakazie marszu, gdyż wcześniej, jak mówił, nie było przesłanek – przewidzianych w ustawie – na podstawie których można było taki zakaz zgodnie z prawem wydać.

W piśmie skierowanym do prezydenta komendant miejski policji w Lublinie Dariusz Dudzik stwierdził m.in., że "na podstawie analizy i oceny podobnych wydarzeń, które miały miejsce w innych częściach kraju, należy domniemywać, iż istnieje prawdopodobieństwo udziału w +Marszu Równości+ (…) różnych grup społecznych o przeciwstawnych poglądach, których spotkanie w jednym miejscu może doprowadzić do konfliktu i może być jednocześnie zagrożeniem dla mieszkańców Lublina". Jednocześnie zapewnił, że policja "jest w stanie pełnej gotowości" do "ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego, w tym zapewnienia spokoju w miejscach publicznych".

Od decyzji o zakazie zgromadzenia jego organizatorzy mogą się odwołać do Sądu Okręgowego w Lublinie. Organizator Marszu Równości Bartosz Staszewski powiedział PAP, że nie zgadza się z decyzją prezydenta. "Złożymy odwołanie do sądu. W kraju odbyło się kilkanaście takich marszów, nie ma powodu, aby go zakazywać w Lublinie" – dodał.

Planowany Marsz Równości w Lublinie wzbudził protesty m.in. działaczy PiS, środowisk narodowych i katolickich. Radni miejscy PiS, którzy domagali się jego zakazania, zwołali w tej sprawie nadzwyczajną sesję rady miasta. Obrady nie doszły do skutku, gdyż sesję zbojkotowali radni PO i Wspólnego Lublina, co spowodowało, że nie było kworum. Sesji towarzyszyły demonstracje zwolenników i przeciwników marszu.

W Lublinie pojawiły się też plakaty z napisami "Nie dla marszu homoseksualistów", "Lublin miastem bez dewiacji" i z zapowiedzią kontrmanifestacji organizowanej 13 października przez Młodzież Wszechpolską, ONR i fundację "Życie i Rodzina".

Krytycznie o marszu wypowiadał się wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Na swoim wideoblogu zamieścił komentarz, w którym powiedział, że sprzeciwia się promowaniu "zboczeń, dewiacji, wynaturzeń", postaw "antyrodzinnych, antychrześcijańskich", "sprzecznych z katechizmem, sprzecznych z Konstytucją RP", która – jak przypominał – chroni "tylko małżeństwo heteroseksualne, związek kobiety i mężczyzny".

Także przewodniczący klubu radnych PiS w radzie miasta Tomasz Pitucha umieścił na portalu społecznościowym wpis, w którym Marsz Równości określił jako "promujący homoseksualizm, pedofilię".

Organizator Marszu Równości złożył do sądu w Lublinie prywatne akty oskarżenia przeciwko Czarnkowi i Pitusze, od których domaga się przeprosin za ich wypowiedzi o marszu. "Nie możemy się zgodzić na to, aby nas obrażano i zniesławiano" – mówił Staszewski dziennikarzom.

W ocenie Żuka do eskalacji emocji przyczyniły się też zachowania wojewody, "który zapominając najwyraźniej, że jest urzędnikiem państwowym reprezentującym rząd Polski, wypowiadał się jak polityk w sposób, który może stanowić przejaw mowy nienawiści". Żuk podkreślił, że "prywatne poglądy" wojewody i innych przeciwników Marszu Równości "nie mogą być przesłanką do niezgodnego z prawem ograniczania wolności organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich oraz wyrażania poglądów i opinii".

Wojewoda lubelski powiedział we wtorek dziennikarzom, że mówił tylko prawdę, nikogo nie obrażając, używał definicji opisanych w słownikach języka polskiego oraz że popierał tylko pokojowe kontrmanifestacje, które "mają pokazywać piękno i świętość rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny". "Nie wiem, gdzie pan prezydent widzi mowę nienawiści. Ja jestem przeciwnikiem zboczeń, dewiacji i wynaturzeń, a zwolennikiem promocji rodziny opartej ma małżeństwie kobiety i mężczyzny" – powiedział Czarnek.

Wojewoda gratulował prezydentowi Lublina decyzji o zakazie marszu. "Wydał znakomitą decyzję, którą podpowiadaliśmy mu od wielu dni. Uzasadnił ją bardzo dobrze, wskazał na podstawy prawne jednoznaczne, na opinię policji, która (….) stwierdziła, (…) że może dojść do eskalacji wydarzeń i do zagrożenia bezpieczeństwa dla mieszkańców" – dodał.