statystyki

Trump kontra Chiny: Świt sprawiedliwości

autor: Jakub Kapiszewski24.09.2018, 07:19; Aktualizacja: 24.09.2018, 07:41
Prezydent USA, nie mogąc wymusić na Chinach ustępstw handlowych, postanowił dokręcić im śrubę.

Prezydent USA, nie mogąc wymusić na Chinach ustępstw handlowych, postanowił dokręcić im śrubę.źródło: Agencja Gazeta
autor zdjęcia: Fot. Slawomir Kaminski Agencja Gazeta

Prezydent USA, nie mogąc wymusić na Chinach ustępstw handlowych, postanowił dokręcić im śrubę. To znacząca zmiana w stosunku do polityki poprzedników i wielka niewiadoma, jeśli idzie o skuteczność.

W swojej książce „Death by China” (Śmierć z chińskich rąk) z 2011 r. Peter Navarro – ekonomista i obecny doradca prezydenta ds. handlu – napisał, że USA „potrzebują teraz lidera nie tylko z umysłem, ale też kręgosłupem – Winstona Churchilla, nie Neville’a Chamber laina, który wyprowadzi nas z postindustrialnego ścierniska, jakim staje się Ameryka pod wpływem chińskiego szturmu z wykorzystaniem broni niszczących miejsca pracy”. Wiele wskazuje na to, że marzenie ekonomisty się spełniło. Za Donalda Trumpa Waszyngton jest gotów iść z Pekinem na noże, czego dowodem jest chociażby plan obłożenia cłami importu z Chin o wartości ponad 250 mld dol. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że to Trump zafiksował Amerykę na punkcie Chin.

W rzeczywistości polityka zagraniczna Waszyngtonu koncentrowała się na Państwu Środka już wcześniej, czego doskonałym przykładem jest ogłoszona przez Baracka Obamę doktryna strategicznego zwrotu. Zgodnie z nią największe wyzwania czekają w tym wieku na Pacyfiku, a nie Atlantyku, jak w ubiegłym stuleciu, co tak naprawdę oznacza Chiny. O ile jednak Bill Clinton, George W. Bush i Barack Obama zachęcali Pekin do otwarcia gospodarki na świat (vide przyjęcie do Światowej Organizacji Handlu w 2001 r.) i byli skłonni dać Państwu Środka czas, o tyle Trump zerwał z tą polityką i zaczął walić pięścią w stół.

To charakterystyczny rys jego działań, ćwiczony na Kanadzie, Korei Północnej, Meksyku i Unii Europejskiej, wpisujący się jednak doskonale w tradycję polityki zagranicznej USA. W końcu już ponad sto lat temu Theodore Roosevelt nazwał prezydenckie biurko „bully pulpit”, to znaczy: bez ruszania się z fotela rozstawiać innych po kątach. Trump jest często krytykowany za swoje poglądy na handel, ale w przypadku Chin nie jest sam. I nie chodzi nawet o wspomnianego już Petera Navarrę. W administracji od 2001 r. działa bowiem specjalna komisja, która ma badać „konsekwencje gospodarczych i handlowych więzi z Chinami dla bezpieczeństwa narodowego USA”. Lektura ich raportów przynajmniej po części uzasadnia taktykę prezydenta.


Pozostało jeszcze 43% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie