Toż to ciekawostka, co najwyżej. A i to nie dla kogoś, kto zadałby sobie trud przeczytania dowolnej książki na temat biografii politycznej prezesa PiS czy wywiadu rzeki z nim. A jest tego trochę. Redaktorzy „GW” dołożyli starań, by stworzyć wrażenie, że skoro Kaczyński miał np. ćwierć wieku temu złe zdanie o Macierewiczu, a teraz z nim współpracuje, to jest podły i pozbawiony zasad. Zachęcam do lektury sprzed lat ich własnego periodyku. Co też takiego X pisał wtedy o Wałęsie? O Tusku? Boki zrywać.

To, co wynika z biografii politycznej dzisiejszego prezesa Polski, to irytujący dla wielu jego wrogów fakt, że w latach 90. miał rację. Należało stawiać tamę rozpełzaniu się fortun budowanych na układach. Należało wierzyć w sprawne państwo, a nie w państwo ograniczone. Należało przejrzeć na oczy, że kiedy budujemy silne społeczeństwo obywatelskie, to budujemy sektor dawnych, reżimowych stowarzyszeń sportowych oraz spółdzielni. Należało walczyć słowem, myślą i uczynkiem z drobną i zorganizowaną przestępczością, należało potrząsnąć sądami i prokuraturą. I tak dalej. Gdyby bracia Kaczyńscy mieli realny udział w rządzeniu Polską epoki transformacji, więcej byśmy mieli z tego pożytku niż szkody. Powtarzali oczywiste oczywistości, a zaślepieni mędrcy, nawet tacy jak Adam Michnik czy Bronisław Geremek, szydzili z trafnych diagnoz.

Okładka magazyn

Okładka magazyn

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kaczyński oceniał tamtą rzeczywistość realistycznie i cynicznie – nie daj nam Boże polityków, którzy nie mają jednocześnie obu tych cech. Nasz obecny kłopot z PiS bierze się stąd, że prezes przestał oceniać polskie zagadnienia realistycznie. Wie swoje i realizuje projekt, który dawno stracił aktualność. Razem z Joachimem Brudzińskim i Mariuszem Błaszczakiem tworzy grupę zachwyconych sobą mędrców. Tego jednak taśmy sprzed dziesięcioleci akurat nie pokażą.