Pieskow podkreślił, że "doszło do tragedii" i przypomniał, że Babczenko był obywatelem Federacji Rosyjskiej. Dodał, że dziennikarz pozostawił liczną rodzinę, która wraz z jego śmiercią straciła żywiciela. "Współczujemy jego krewnym i bliskim" - powiedział.

Jak powiedział rzecznik Putina, Kreml stanowczo potępia zamordowanie dziennikarza i że liczy na "prawdziwe, a nie pokazowe śledztwo, w celu ujawnienia, kto stoi za tym zabójstwem".

Komentując oświadczenia władz w Kijowie i zarzuty wobec Rosji o związek ze śmiercią Babczenki, Pieskow zarzucił władzom Ukrainy cynizm i rusofobię. "Stosowanie takiego rusofobicznego pustosłowia, zamiast mówienia o konieczności przeprowadzenia rzetelnego i bezstronnego śledztwa, jest szczytem cynizmu" - oświadczył.

Wcześniej w środę szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow, nazywając śmierć Babczenki tragedią, także oskarżył Ukrainę o szerzenie rusofobicznych poglądów. Ławrow skomentował w ten sposób wypowiedź premiera Ukrainy Wołodymyra Hrojsmana, który wyraził przekonanie, że "rosyjska machina totalitarna nie wybaczyła Babczence uczciwości i pryncypialności".

41-letni dziennikarz zginął we wtorek wieczorem w Kijowie. Został zabity strzałami w plecy na klatce schodowej domu, w którym mieszkał; zmarł w karetce pogotowia.

Babczenko był korespondentem wojennym rosyjskich mediów, do 2011 roku pracował m.in. dla niezależnej "Nowej Gaziety". Przedtem uczestniczył jako żołnierz w obu wojnach czeczeńskich. Opuścił Rosję w lutym 2017 roku, przez następne miesiące mieszkał w Pradze i Izraelu, po czym przeniósł się na Ukrainę. Pracował tam dla telewizji Tatarów krymskich ATR. Był autorem kilku książek o tematyce wojennej, w tym o Czeczenii. Ostro krytykował politykę władz Rosji wobec Ukrainy.