statystyki

Leon Tarasewicz: Wiem, czym jest polityka. Nie interesuje mnie granie ludzkimi emocjami [WYWIAD]

autor: Robert Mazurek24.05.2018, 19:27; Aktualizacja: 25.05.2018, 07:49
Leon Tarasewicz, Fot. Darek Golik

Leon Tarasewicz, Fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

Z Leonem Tarasewiczem o ksenofobii, ruchach narodowych i byciu politykiem rozmawia Robert Mazurek.

Zaimponowała mi pańska opowieść o znajomych z Walił.

Koledzy z podstawówki, których spotykam przed sklepem i których czasem sponsoruję, mówią mi: „Leon, ty nieźle robisz w ch... tych w Warszawie. Nie dość, że paski malujesz, to jeszcze tobie za to płacą”.

A inni przyjaciele?

To proste, ja od dzieciństwa wypracowałem dualizm – z jednej strony mam podwórko i kolegów, to białoruski świat na miejscu, z cerkwią i prawosławiem, ze swoimi problemami. W tym świecie o sztuce nie ma mowy, ona nie jest potrzebna. Jakbym chciał rozprawiać o sztuce, to mógłbym co najwyżej po mordzie dostać.

O sztuce mówi się tylko w tym polskim, warszawskim świecie?

To się zaczyna zmieniać, ale mój świat białoruski to był świat robotniczo-chłopski. Ludzie z niego wyrastający chcieli coś zbudować, naśladować innych, ale o tworzeniu nie było mowy. Z kolei świat sztuki nie był specjalnie zainteresowany białoruskością.

Sztuka i białoruskość się nie przenikały?

Dla moich polskich znajomych białoruskość była co najwyżej ciekawostką albo – jak dla Marty Tarabuły z krakowskiej Galerii Zderzak – pozą, artystycznym wizerunkiem. Gdzie indziej czytałem, że to przez postmodernizm... (śmiech).


Pozostało jeszcze 90% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie