Dlaczego warszawiacy mieliby oddać głos na posła z Krakowa?

Nie wydaje mi się istotne to, kto i skąd kandydował albo gdzie się kto urodził. W polityce najważniejsza jest wiarygodność. Ja startowałem do Sejmu z Krakowa, mimo że jestem warszawiakiem, bo nie wszyscy się zmieścili na warszawskiej liście. Ważniejsze jest przekonanie mieszkańców, że ma się jakiś pomysł na Warszawę. Nie można przy tym też udawać kogoś, kim się nie jest.

Patryk Jaki udaje?

Widać to na każdym kroku. Wszyscy znamy jego poglądy i wypowiedzi, a teraz próbuje uchodzić za polityka centrowego. To się nie uda. Postawiono na człowieka, który z dnia na dzień staje się kibicem Legii i mówi o tym, że stolica będzie racjonalna i nieideologiczna. A przecież wszyscy wiemy, jak jest naprawdę. Takiego partyjnego ideologa ze świecą szukać.

Odbył pan już ponad 80 spotkań z mieszkańcami. Kto je finansuje? Partia?

Jeśli zaprasza koło Platformy, to oczywiście płaci za miejsce. Tych spotkań odbyłem mnóstwo, rozmawiamy na różne tematy z wyborcami, także w moim biurze poselskim i w plenerze. Czasem jestem gdzieś zapraszamy. Takie spotkania nie generują przecież wielkich kosztów. Poseł spotyka się ze swoimi wyborcami. To mój obowiązek.

Działalność pana i Patryka Jakiego ujawniła problem tzw. prekampanii wyborczej. Czy przepisy powinny zostać zmienione?

Szanuję zdanie sędziów z PKW, a oni wskazują, że taka potrzeba istnieje. Trochę dziwne jest spojrzenie, że poza kampanią wyborczą nie można pewnych rzeczy robić. Oczywiście lepiej przepisy doprecyzować. Bo jeśli dziś ktoś zarzuca politykowi, że spotyka się z ludźmi lub prezentuje swoje propozycje, to jest to zarzut absurdalny. Na tym właśnie przecież polega praca posła.

Postępuje erozja w Nowoczesnej. Jak pan widzi przyszłość Pawła Rabieja w swoim gabinecie w tej sytuacji?

W sytuacji gdy próbujemy jednoczyć opozycję, każdy podział jest szkodliwy, bo korzysta na tym PiS. Mamy porozumienie, z warszawskich struktur Nowoczesnej nikt nie odchodzi, dalej współpracujemy.

A jeśli Rabiej nagle wyjdzie z Nowoczesnej?

Nie ma takiego zagrożenia.

Trwają prace nad przycięciem pensji samorządowców o 20 proc. Nie przeszkadza panu, że będzie pan zarabiał mniej?

To jest absurd, oszustwo Prawa i Sprawiedliwości. Wykryto aferę związaną z regularnym wypłacaniem drugich pensji pod stołem, a gdy to pokazaliśmy, PiS postanowił uciąć wszystkim pensje. A ja nie widzę, by wszyscy ministrowie te premie oddali, do czego zobowiązał ich prezes.

Mają czas do połowy maja.

Chcę zobaczyć dowody przelewów. I nie tylko nagród za 2017 r., ale i za 2016 r. PiS chce tak naprawdę ukarać opozycję tymi cięciami, bo działacze PiS są tak ustawieni, że dziś śmieją nam się w twarz. Wiedzą też, że samorządowców mają mało, dlatego chcą zaatakować. Szkoda, że przy tym wszystkim sami nie zaczną skromniej żyć. Śmieszne jest, gdy Jarosław Kaczyński mówi innym o potrzebie skromnego życia. Rozumiem, że od 15 maja zrezygnuje z ochroniarzy, szofera czy preferencji traktowania w szpitalach i zacznie żyć jak normalny obywatel? Na tym polega hipokryzja PiS, że doi spółki państwa, ma różne fundacje i majątki, a mówi innym o skromnym życiu.

Abstrahując od personaliów, o co toczy się batalia w tych wyborach na gruncie warszawskim?

Toczy się o to, czy Warszawa ma być zarządzana z Nowogrodzkiej przez Jarosława Kaczyńskiego. W PiS nie ma krzty niezależności, oni wszyscy jeżdżą teraz do szpitala po instrukcje od prezesa. Patryk Jaki, gdy przychodzi do głosowania w sprawie likwidacji lotniska Okęcie, tchórzy, wyjmuje kartę i nie głosuje. To pokazuje, że politycy PiS nie są w stanie różnić się od Jarosława Kaczyńskiego. To także bój o to, czy stolica będzie miastem otwartym, ściągającym inwestycje i nowych mieszkańców, miejscem, gdzie przyciągane będą unijne pieniądze, czy może miastem z brunatnymi marszami i grodzonymi placami. To też kwestia, czy miasto będzie tolerancyjne i otwarte na mniejszości, czy będzie to Warszawa podzielona na kasty, gdzie dobrze żyje się tylko tym związanym z PiS, którzy karnie chodzą na plac Piłsudskiego składać kwiaty.

Czy określanie pana jako człowieka związanego z Hanną Gronkiewicz-Waltz jest dla pana utrudnieniem?

To kolejny dowód na kompleksy polityków PiS. Oni nie są w stanie sobie wyobrazić, że ktoś może nie być czyimś człowiekiem. Tam każdy aparatczyk jest czyjś, należy do jakiejś kasty. Ja nie jestem ani człowiekiem Tuska, ani człowiekiem Kopacz, ani Schetyny czy Gronkiewicz-Waltz.

Ale jest pan człowiekiem Platformy, która nie dała sobie rady w sprawie dzikiej reprywatyzacji.

Faktycznie, był olbrzymi problem ze skandalem reprywatyzacyjnym. Trzeba odbudować naszą nadszarpniętą wiarygodność w tej sprawie.

Zawarliście z Grzegorzem Schetyną dżentelmeńską umowę, by nie mieszał się w sprawy stolicy, jeśli zostanie pan prezydentem?

Mamy partnerskie relacje, które sobie bardzo cenię. Prezydent jednak sam buduje swoje miasto, w partnerstwie z otoczeniem. Platforma to nie PiS, by odbierać dyrektywy prosto z Nowogrodzkiej i czapkować sobie nawzajem, drżąc o to, jaki będzie następny kaprys prezesa.

Patryk Jaki mówi dużo o walce z dziką reprywatyzacją. Jaki jest pański plan na rozprawienie się z tym problemem?

Bez ustawy reprywatyzacyjnej nie rozwiążemy tego problemu. Pytanie więc, gdzie jest ustawa zapowiedziana przez PiS? Jest koniunktura gospodarcza, premier chwali się stanem budżetu, to w takim razie uchwalmy ustawę nieprzerzucającą kosztów na samorząd.

Brak dużej ustawy to także grzech zaniechania pańskiego obozu politycznego.

Każdy miał z tym problem. A za naszych rządów spotkaliśmy się z największych kryzysem finansowym w historii Europy. PiS cały czas chwali się nadwyżkami w budżecie. Skoro tak, to gdzie ta ustawa? Trzeba ją natychmiast uchwalić. Zgłosiłem poprawki, by nie oddawać kamienic z lokatorami, ale to tylko krok do poprawienia sytuacji.

Jeśli pan wygra w stolicy, a PiS zwycięży w wyborach parlamentarnych, czeka nas kilka lat klinczu w tej sprawie.

PiS nie wygra wyborów, bo ludzie mają go dosyć.

Odważna teza, sądząc po sondażach.

W sondażach liczą się trendy. A trendy są takie, że PiS staje się coraz mniej popularny, a opozycja odzyskuje zaufanie.

Czy Patryk Jaki powinien dalej szefować komisji weryfikacyjnej?

Nie, bo jest to wyraźny konflikt interesów. Mało tego, jego kolega z komisji, pan Sebastian Kaleta, jest głównym rzecznikiem kampanii pana Jakiego.

Skoro tak, to czy rozmawiacie z Pawłem Rabiejem, by też zrezygnował z zasiadania w tej komisji?

Rozmawiamy o tym, by zrezygnował. Myślę, że szybko podejmiemy decyzję w tej materii.

W kampanii pojawił się temat warszawskich lotnisk w kontekście budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Czy warszawiacy powinni mieć szansę wypowiedzieć się w referendum w tej sprawie?

To dobre pytanie i właśnie się nad tym zastanawiamy. Przypomnę, że w Berlinie takie referendum się odbyło. PiS przekonuje, że w 2027 r. w CPK lądować będzie więcej samolotów niż w Pekinie czy Londynie. Skąd te dane oni biorą – z prezentacji premiera w PowerPoincie? To gigantomania. Warszawa to nie Tokio, gdzie żyje ok. 20 mln ludzi, tylko dwumilionowe miasto, które potrzebuje lotniska w bezpośredniej okolicy, dobrze skomunikowanego z centrum. A teraz okazuje się, że pieniądze na SKM na Okęcie czy budowę węzłów komunikacyjnych wyrzuciliśmy właściwie w błoto. Do tego PiS chce likwidować Modlin i warszawiaków wysyłać do Radomia. To absurd. Myślałem, że Patryk Jaki, skoro z niego taki szeryf, choć raz się postawi PiS i zagłosuje przeciw. Ale wolał wyjąć kartę z czytnika.

A co z referendum w sprawie pomnika smoleńskiego? Nie wycofał się pan z tego pomysłu?

Nie będę sankcjonował bezprawia, a pomnik powstał wskutek złamania prawa. Ale chcę, by opadły emocje. Nie chcę kolejnych lat spędzić na dyskusji o pomnikach i kolejnych miesięcznicach.

A co z Marszami Niepodległości? Pozwoli pan na nie?

To kwestia wizji Warszawy. W PiS rozgrzeszają te wszystkie brunatne marsze, wykrzykujące rasistowskie hasła. A teraz przekonują, że zmienili zdanie. Chcę, by Warszawa natychmiast reagowała na takie zachowania, w momencie, gdy łamane jest prawo. Większość z nas, warszawiaków, nie chce brunatnej stolicy.

Zamknie pan centrum dla samochodów prywatnych?

Nie. Ja tylko nie chcę, by place warszawskie wyglądały jak dziś, czyli jak białoruskie dworce. Mam w planach budowę parkingów podziemnych w konkretnych miejscach, po konsultacjach z mieszkańcami.

Co z inwestycjami? Dla Hanny Gronkiewicz-Waltz kluczowymi przedsięwzięciami była druga linia metra, przeprawy mostowe czy oczyszczalnia „Czajka”. Co ma być pana perłą w koronie?

Na pewno trzeba dokończyć drugą linię metra, zastanowić się nad rozpoczęciem trzeciej. Potrzebne są linie tramwajowe na Wilanów, Białołękę i Gocław. Trzeba dokończyć stołeczną obwodnicę i wybudować halę widowiskowo-konferencyjną. Taki obiekt mógłby powstać przy Stadionie Narodowym.

Co z Pałacem Kultury? Antoni Macierewicz nawołuje o jego wyburzenie.

To kompletna bzdura. Jak ktoś to postuluje, dowodzi tylko, że jest zaślepionym ideologiem.

Ale pamięta pan, że o to apelował też Radek Sikorski?

Jestem w stanie go w tej sprawie skrytykować. Różnica między nami a PiS polega na tym, że nie boimy się skrytykować kolegi, kiedy mamy poczucie, że mamy rację.

Ile będą kosztowały propozycje Rafała Trzaskowskiego?

Darmowe żłobki dla wszystkich warszawiaków i budowa nowych to koszt ok. 140 mln zł. Darmowy transport dla dzieci ze szkół średnich z rodzin z Kartą Warszawiaka to koszt ok. 20 mln zł. Tańsze mieszkania na wynajem po początkowych inwestycjach same będą na siebie zarabiać. Koszty dodatkowej pomocy dla seniorów to ok. 150–200 mln zł, rozłożony na lata. Tramwaj na Gocław to koszt ok. 300 mln zł, na Wilanów – ok. 250 mln zł, a na Białołękę – 100 mln zł. Każda nowa stacja metra to 300–400 mln zł, a jeden wagon to ok. 8 mln zł. Tak więc to budżetowanie na lata, pytanie więc, czy wskutek zagrywek PiS nie będziemy mieli zamrożonych pieniędzy unijnych. Wiele z tych propozycji da się zrobić w przeciągu jednej kadencji. Chcę jednak, by cały ten plan wynikał z szerokiej dyskusji z warszawiakami.