statystyki

Romans bez happy endu: Polacy szukają miłości w internecie

autor: Dorota Kalinowska01.05.2018, 19:00; Aktualizacja: 02.05.2018, 15:09
Polacy poszukują miłości, a kończy się na przelotnej znajomości

Polacy poszukują miłości, a kończy się na przelotnej znajomościźródło: ShutterStock

Portale i aplikacje randkowe są używane przez miliony Polaków. Z początku myśleli, że znajdą miłość, w większości przypadków kończy się na seksie

Z Agnieszką umawiam się w stołecznym centrum handlowym. Kilka tygodni temu ponownie zalogowała na Badoo, jednej z najpopularniejszych aplikacji randkowych. Atrakcyjna 44-latka korzystała z niego już wcześniej, ale tym razem zdecydowała się napisać o sobie prawdę, w tym podać prawdziwy wiek (dla kobiet to wcale nie takie łatwe) i dołączyć aktualne zdjęcia (jeszcze trudniejsze).

Jest gotowa mówić wprost o tym, co wydarzyło się wcześniej. Najpierw jednak prosi, by nasza rozmowa była anonimowa.

– Córka nie powinna o wszystkim wiedzieć – mówi nieśmiało. Na szczęście zgadza się na to, żebym rozmowę nagrała. Ale im dłużej ona trwa, tym bardziej opowieść się rwie, coraz więcej faktów umyka, coraz trudniej o prawdziwe imiona, daty, miejsce i szczegóły randek. Podobnie jak dla większości osób korzystających z aplikacji i portali randkowych, także dla niej ważniejsze są odczucia i emocje, a nie osoby, z którymi się je dzieli. Tracenie rachuby co do liczby partnerów to norma, zapewniają i inni. Nic więc dziwnego, że każda kolejna osoba, o której przyjdzie mi pisać, nie będzie chciała wystąpić pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. – Zapisałam się, wykorzystuję facetów i o czym tu gadać – Magda ucina wszelkie dalsze pytania. Na dłuższą rozmowę nie mam więc szans, bo w planach ma już kolejne spotkania.

Portale i aplikacje randkowe pokochały miliony Polaków – korzysta z nich 3,6 mln użytkowników, podał PBI i Gemius (dane za marzec 2018 r.). Liczbę tych, którzy kiedykolwiek mieli z nimi do czynienia, oszacowano z kolei na 8–10 mln. Najliczniejszą grupę mają stanowić ci między 25. a 34. rokiem życia. Odważni, przebojowi, świadomi własnych potrzeb seksualnych, ale też, jak mówią sami o sobie, odarci ze złudzeń. O ile jeszcze z początku myśleli, że znajdą w sieci miłość albo chociaż szansę na długą i satysfakcjonującą relację, o tyle teraz nie mają już wątpliwości.

Skończyłam półroczny związek z kobietą i potrzebowałam towarzystwa. To było dwa lata temu. Siedziałam w domu i z nudów zalogowałam się na Badoo. Wcześniej bywałam na Tinderze, ale krótko, potem też na Sympatii, a teraz to już tylko tu. Wygląda na to, że jestem bardzo zdesperowaną kobietą, ale nie – po prostu chciałam kogoś poznać. Mężczyznę. Zresztą konkretnego: młodszego – co najmniej o 10 lat, wysokiego – tak ze 180 cm, i z okolic Warszawy – żebyśmy mieli do siebie blisko. Do tej pory umówiłam się z dwoma. Tak, wiedzieli o sobie. Jeden był zazdrosny do tego stopnia, że zdarzało się, że w sypialni nie stawał na wysokości zadania.

Seks w wielkim mieście

Ekran telefonu, który Agnieszka podczas rozmowy co i rusz bierze do ręki, zajmuje teraz biało-fioletowa grafika firmy, która promuje się hasłem: „Nowy sposób na łączenie się z innymi”. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda obiecująco: trójstopniowa weryfikacja, w tym poprzez konto e-mailowe albo FB, a do tego – obowiązkowo – zdjęcie robione tu i teraz. Koniecznie trzeba ułożyć dłoń w określony sposób, bo inaczej fotografia nie zostanie zapisana w systemie – to jeden ze sposobów, by nie dołączać zdjęć modelek czy modeli. – „Tylko realnie istniejące osoby”, chwalił się swego czasu serwis – przypomina sobie Agnieszka. Ale teraz znacznie częściej można usłyszeć inne: „Znajdziesz tu męża, ale koleżanki”, „Tej nie lubię, tej nie pocałuję...” albo krótko i dosadnie: „Daj mi tę noc”. W podobny sposób Polacy nazywają też inne aplikacje i strony randkowe, których łącznie jest już około 100, w tym C-Date, które promuje się hasłem: „Odkryj teraz swoje fantazje”, czy np. DataZone – „Dyskretnie i bez zobowiązań”.

Jest konkretnie i prosto, bo taka jest idea, która stoi za pomysłem – Badoo wymyślił ponad 12 lat temu rosyjski przedsiębiorca Andriej Andriejew. Skoro szukamy sekspartnerów, na co mamy coraz mniej czasu i możliwości w realnym świecie, a technologia daje odpowiednie narzędzia, to nic tylko połączyć jedno z drugim, a reszta sama chwyci. Jest szybko i intuicyjnie. Bez skomplikowanych testów na dopasowanie układanych przez psychologów i informatyków. Czy też arkuszy preferencji, w których trzeba wybierać między „Lubię krzyżówki” a „Lubię robótki ręczne” (tak, to autentyk). Wystarczą – oprócz zdjęcia – krótki opis i geolokalizacja („Szukam partnera w odległości X km”). Odpowiedzi przychodzą natychmiast – i są to tylko ci kandydaci, którzy najbardziej odpowiadają określonym wcześniej przez nas preferencjom.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie