statystyki

Alternatywa na trudne czasy? Centrum nie uratuje nas przed radykalizmem

autor: Tomasz Markiewka15.04.2018, 10:00
Centryzm wydawał się idealną strategią na czasy, w których zapanował jedynie słuszny system polityczno-gospodarczy, czyli gospodarka wolnorynkowa o globalnym zasięgu. Ekonomia została częściowo wyjęta spod demokratycznej kontroli i przekazana w ręce „obiektywnych” ekspertów.

Centryzm wydawał się idealną strategią na czasy, w których zapanował jedynie słuszny system polityczno-gospodarczy, czyli gospodarka wolnorynkowa o globalnym zasięgu. Ekonomia została częściowo wyjęta spod demokratycznej kontroli i przekazana w ręce „obiektywnych” ekspertów.źródło: ShutterStock

Przez ostatnie lata bycie w centrum politycznym uchodziło za oznakę zdrowego rozsądku. Nikt nie chciał być prawicą, wszyscy chcieli być za to centroprawicą. Nikt nie chciał być lewicą, wszyscy chcieli być centrolewicą. Unikanie skrajności miało dawać szansę przekonania do siebie jak największej liczby wyborców.

Centryzm wydawał się idealną strategią na czasy, w których zapanował jedynie słuszny system polityczno-gospodarczy, czyli gospodarka wolnorynkowa o globalnym zasięgu. Ekonomia została częściowo wyjęta spod demokratycznej kontroli i przekazana w ręce „obiektywnych” ekspertów. Wprawdzie nadal toczono dyskusje dotyczące np. praw kobiet, ale ich zaciętość została stępiona, bo ekonomiczny aspekt całego problemu został zepchnięty w cień.

To były czasy tzw. trzeciej drogi Tony’ego Blaira, Billa Clintona, Gerharda Schrödera, a trochę później Donalda Tuska. Najpopularniejszą doktryną stała się dla nich TINA, There Is No Alternative. Nie ma innej możliwości.

Świat się zmienił

Tak to trwało przez lata, aż coś w tej konstrukcji zaczęło pękać. Historia na powrót popłynęła wartkim nurtem. Trudno wskazać konkretną przyczynę zmiany. Jedni powiedzą o atakach terrorystycznych z 2001 r., a także o wojnach w Afganistanie i Iraku. Oba wydarzenia zdestabilizowały region i przyczyniały się do powstania Państwa Islamskiego, co z kolei wywołało niedawny kryzys migracyjny. Drudzy będą mówić o kryzysie finansowym z 2008 r., który podważył dogmat o nieomylności ekonomistów. Jeszcze inni wskażą nie na konkretne wydarzenie, lecz na długotrwałe procesy. Na przykład na postępującą katastrofę klimatyczną, która już zaczyna przyczyniać się do migracji ludności z terenów coraz mniej zdatnych do życia. Kolejna kandydatura to rosnące nierówności społeczne w krajach rozwiniętych, w których realne zarobki klasy średniej od lat stoją w miejscu.


Pozostało jeszcze 92% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie