Łosie nie są formalnie pod ochroną, ale od kilkunastu lat obowiązuje moratorium na ich odstrzał, nie wolno na nie polować.

W czwartek pracownicy Biebrzańskiego Parku Narodowego liczyli łosie w tzw. środkowym basenie Biebrzy w okolicach Grząd i Tajna, w piątek - w ramach większej akcji - zaplanowano liczenie w dolnym basenie w okolicach Sośni i wzdłuż tzw. carskiej szosy - poinformował PAP dr Krzysztof Frąckiel z Biebrzańskiego PN. W piątek w liczeniu weźmie udział kilkudziesięciu wolontariuszy.

"Biebrza jest takim miejscem dla łosia - w cudzysłowie oczywiście - trochę świętym, bo to jest taki matecznik łosia. Tutaj przecież większość wschodniej populacji łosia się odbudowała" - przypomniał Frąckiel.

Liczenie odbywa się metodą pędzeń próbnych. Łącznie przebadanych będzie siedem powierzchni - każda ma 100 hektarów. Frąckiel przyznał, że metoda pędzeń próbnych "jest mało wiarygodna" i uzyskiwane dane nie są miarodajne.

"Jak się uśredni te zagęszczenia, no to wychodzą czasami wyniki nie do końca miarodajne" - mówił Frąckiel. Tłumaczył, że akcja liczenia łosi jest od lat tradycją w parku biebrzańskim, popularyzuje łosia i park. "Te wyniki, które uzyskujemy, traktujemy jako element innych metod" - dodał.

"Ze wszystkich źródeł wychodzi nam, że w parku jest koło 650 łosi. Ta liczba się mniej więcej już od wielu lat utrzymuje na zbliżonym poziomie. Między 600, a 650 łosi" - powiedział Frąckiel. Ocenił, że taka liczba łosi w parku to "optimum".

Badacz łosi, prof. Mirosław Ratkiewicz z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku mówił PAP, że ma podobne dane z badań. "Rzeczywiście potwierdzam, że liczba łosi jest stabilna w parku. To wynika z naszych obliczeń wcześniejszych ze strategii (strategii gospodarowania populacją łosia, którą przygotował kilka lat temu na zlecenie Ministerstwa Środowiska-PAP), z obecnych" - powiedział PAP Ratkiewicz.

"Według naszych wyliczeń zagęszczenia łosi od 2012 r. nad Biebrzą się nie zmieniają - około 9-10 osobników na tysiąc hektarów" - powiedział Ratkiewicz.

Wskazał, że liczba łosi nad Biebrzą od 2012 r. "ustabilizowała się i nie rośnie". "Dlaczego? Prawdopodobnie gatunek w dolinie Biebrzy osiągnął pełnię pojemności środowiska. Tyle ile się rodzi, to mniej więcej tyle umiera" - mówił Ratkiewicz. W ostatnich latach naukowcy z UwB oraz Instytutu Biologii PAN w Białowieży obserwowali łosie nad Biebrzą dzięki nadajnikom. Pięć łosi jeszcze nosi czynne nadajniki.

Według Ratkiewicza nad Biebrzą - w parku narodowym i sąsiadującym z nim nadleśnictwach żyje łącznie ok. 1,1-1,5 do 1,7 tys. łosi.

"Łoś jest takim zwierzęciem, które bardzo chętnie migruje. On ma to w genach" - mówił Krzysztof Frąckiel. Podkreślił, że by zatrzymać zimą łosie na terenie parku narodowego, zostawiane są im gałęzie sosnowe, bo brakuje im jedzenia.

"W związku z tym, że te lasy sosnowe w parku narodowym trochę mu (łosiowi) +uciekły spod pyska+, to znaczy urosły i ta baza żerowa w parku się zmniejszyła, no to one chętnie migrują na tereny, gdzie mają co jeść. My próbujemy tego łosia w parku zatrzymać" - opisywał Frąckiel. Ma to ograniczać szkody w uprawach w lasach gospodarczych, czy kolizje na drogach z udziałem łosi. Łosiom wystawiane są również lizawki, by nie zlizywały zimą soli z dróg w poszukiwaniu źródeł mikroelementów. (PAP)

autor: Izabela Próchnicka