Orzeczenie nie jest prawomocne, ale zostało uzgodnione i zaakceptowane zarówno przez prokuraturę, jak i oskarżonego oraz jego obrońcę.

W połowie czerwca ub. roku Rosjanin wyjeżdżał prywatnym samochodem z Polski przez przejście z Białorusią w Kuźnicy. Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału SG zdecydowali o kontroli citroena, którym mężczyzna podróżował. Sprawdzili, czy auto nie było kradzione, a w czasie szczegółowej kontroli nabrali podejrzeń, że mogą być w nim skrytki z przemytem.

Wykorzystali psa wyszkolonego do poszukiwania narkotyków, który wskazał miejsca potencjalnego ukrycia przemytu. Okazało się, że pod przednimi siedzeniami i w desce rozdzielczej są foliowe, hermetycznie zamknięte pakunki, wypełnione substancją wyglądającą na susz roślinny.

Okazało się, że to haszysz. W 221 takich pakunkach, różnej wielkości, było łącznie 117 kg haszyszu. Jak wyliczyła prokuratura, można byłoby z takiej ilości narkotyków przygotować ponad 110 tys. tzw. działek dilerskich, o łącznej czarnorynkowej wartości 5,5 mln zł.

Rosjanin został zatrzymany i aresztowany (przebywa w areszcie do dziś), zarekwirowano też samochód użyty do przestępstwa.

Zarówno w śledztwie, jak i w poniedziałek przed sądem nie przyznał się do przemytu; twierdzi, że nie wiedział ani o skrytkach, ani o ich zawartości. W śledztwie dość enigmatycznie tłumaczył powody swojej podróży z Sankt Petersburga, gdzie mieszka, przez Łotwę, Litwę, Polskę i Niemcy do Holandii.

Twierdził, że realizował zlecenie pracodawcy, miał dojechać do wyznaczonego miasta, zameldować się w hotelu i odczekać trzy dni, czekając na kontakt. Po tym czasie miał wracać.

W poniedziałek okazało się, że chociaż nie przyznał się do przemytu, Rosjanin chce jednak dobrowolnie poddać się karze. Uzgodniony przez strony wyrok, który zaaprobował sąd, to 6 lat więzienia i 10 tys. zł grzywny plus przepadek samochodu użytego w przestępstwie.

Wyjaśnienia nieprawdziwe, wina bez wątpliwości, stan faktyczny oczywisty - mówiła, uzasadniając wyrok, sędzia Izabela Komarzewska. Sąd uznał, że Rosjanin wiedział, po co jedzie do Holandii, wiedział też, że wiezie w skrytkach auta narkotyki.

Jak mówiła sędzia Komarzewska, oskarżony był typowym kurierem, zatrzymanym na granicy w trakcie próby wywozu narkotyków poza obszar celny UE, a podawany przez niego, rzekomo biznesowy, cel wyjazdu na Zachód, był "bardzo mglisty i w sposób niejednoznaczny określony".

"Stopień społecznej szkodliwości czynu jest bardzo znaczny" - dodała sędzia, przywołując dane o ilości i wartości przemycanych narkotyków.(PAP)

autor: Robert Fiłończuk