Marsz Kobiet pod hasłem "Power to the Polls" (Siła dla wyborów) w Las Vegas odbył się dzień po tym, jak w sobotę setki kobiet i wspierających je mężczyzn wyszło na ulice Nowego Jorku, Waszyngtonu i innych miast, by wziąć udział w serii protestów w przypadającą 20 stycznia pierwszą rocznicę inauguracji prezydenta Trumpa.

Masowe demonstracje, jednak przy mniejszej liczbie uczestników niż w zeszłym roku, sugerowały, że gniew wielu kobiet po niespodziewanej wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich jest wciąż namacalny - zwraca uwagę agencja Reutera.

"Kiedy nasz kraj był w stanie swobodnego upadku, Marsz Kobiet wyciągnął nas z rozpaczy i wyprowadził nas z domów na ulice" - mówiła na wiecu Cecile Ruchards, szefowa organizacji Planned Parenthood (Planowane Rodzicielstwo). "I od tego dnia kobiety wtrząsają fundamentami Ameryki" - dodała.

73-letnia Connie Whittig z Milwaukee przybyła na wiec wraz z siostrą, z którą rok wcześniej brały udział w marszu w Waszyngtonie. "Nasze głosy nie zostały usłyszane, a teraz nadszedł czas. Nie możemy już milczeć" - powiedziała Whittig, wskazując że "wciąż jest obywatelką drugiej kategorii".

"Musimy iść razem, musimy się zorganizować, musimy się zmobilizować i musimy głosować" - powiedziała współprzewodnicząca Marszu Kobiet w Las Vegas Tamika Mallory. "Mamy prawo do zmiany polityki i zapewnienia, że każdy wybrany urzędnik pracuje dla nas" - dodała.

Niedzielne marsze odbyły się także w innych amerykańskich miastach, od Miami na Florydzie po Knoxville w stanie Tennessee, a także w Londynie, Berlinie, Paryżu i Madrycie. Dzień wcześniej setki tysięcy ludzi, w tym aktorki Whoopi Goldberg w Nowym Jorku i Natalie Portman w Los Angeles, wzięły udział w Marszach Kobiet przeciwko polityce Trumpa.

Organizatorzy marszu w Las Vegas poinformowali, że wybrali to miasto jako miejsce głównego wydarzenia ze względu na status stanu Nevada, którego Las Vegas jest stolicą, jako kluczowego podczas wyborów tzw. stanu wahającego się (swing state). Organizatorzy chcieli także uhonorować ofiary masakry z Las Vegas z października ub.r., w której zginęło 58 osób, a ponad 850 zostało rannych.

"Chcemy, aby ludzie dowiedzieli się, że Las Vegas jest silne, i dlatego właśnie zostało wybrane to miejsce" - powiedział Chris Giunchigliani, komisarz hrabstwa Clark i demokratyczny kandydat na gubernatora Nevady. "Nie chodzi tylko o wzmocnienie pozycji kobiet i różnorodność" - podkreślił.

Impreza, która odbyła się na stadionie piłkarskim na 40 tys. miejsc, nabrała świątecznej atmosfery - zauważa Reuters. Protestujący wymachiwali kartkami z hasłami takimi jak: "Sprzeciw jest patriotyczny", "Sprzeciw wobec rasizmu" czy "Sprawić, by Ameryka znów była zdrowa".

Tysiące uczestników Marszu Kobiet zgromadziły się również w niedzielę pod kancelarią brytyjskiej premier Theresy May, wyrażając sprzeciw w związku ze skandalem wokół amerykańskiego producenta Harveya Weinsteina, którego w ostatnich miesiącach kilkadziesiąt kobiet ze świata filmu i mediów oskarżyło o molestowanie seksualne. W tłumie znalazły się również transparenty nieprzychylne Trumpowi - podaje agencja AFP.

W Berlinie manifestanci zgromadzili się pod Bramą Brandenburską, w pobliżu ambasady USA, a następnie przeszli do dzielnicy rządowej, niosąc transparenty z napisami po angielsku "Stawiać opór" i "Powstać, zjednoczyć się i walczyć". (PAP)