Jeśli Merkel musiałaby ustąpić ze stanowiska to "los sankcji nałożonych na Rosję w związku z jej zaangażowaniem na Ukrainie byłby niepewny" - uważa ekspert think tanku Atlantic Council Fran Burwell; jego opinię na temat implikacji politycznego kryzysu w Niemczech przytacza blog ośrodka - New Atlanticist.

Impas ten jest pochodną zerwania rozmów koalicyjnych między blokiem partii chadeckich CDU/CSU oraz FDP i Zielonymi.

"Poważne osłabienie" niemieckiej kanclerz jest niepokojące - pisze "Economist".

Zważywszy na stanowisko USA, które zdają się zmniejszać swe zaangażowanie w Europie, podczas gdy "Rosja chce się wepchnąć" na ich miejsce, wielu Europejczyków liczyło na to, że Niemcy pod rządami Merkel przeciwstawią się ambicjom Kremla - wyjaśnia brytyjski tygodnik.

"Wobec wyjścia Brytyjczyków (z UE) i odejścia Merkel - gdyby do tego doszło - determinacja (Unii) do utrzymywania sankcji nie byłaby już taka pewna" - ocenia Burwell; dla Europy jest to fatalny moment "na przedłużający się kryzys w Niemczech" - dodaje.

Jeszcze w środę "Economist" oceniał, że wielka niemiecka koalicja z SPD nie jest już tak nierealna, jak to się wcześniej wydawało, ponieważ wynik SPD w wyborach osłabił pozycję jej lidera Martina Schulza i jego partia może zdecydować się na rozmowy o tworzeniu rządu z CDU/CSU.

Jednak w czwartek brytyjski tygodnik uznał, że szanse na taki układ maleją, a najlepszym rozwiązaniem impasu w Berlinie jest rozpisanie nowych wyborów; to jednak oznacza właśnie przedłużający się kryzys. Zważywszy, że w Republice Weimarskiej - która przetrwała 14 lat - było 20 rządów, a wybory odbyły się dziewięć razy, niemiecka konstytucja została tak napisana, aby utrudnić rozpisywanie przedterminowych wyborów - wyjaśnia "Economist".

Ocenia też, że dodatkowym walorem nowej kampanii wyborczej w Niemczech byłoby podjęcie debaty w sprawie przyszłości UE - tematu, którego unikano raczej podczas poprzednich wyborów.

"Washington Post" przypomina, że stanowczość niemieckiej kanclerz była w ostatnich kryzysach "raczej błogosławieństwem" niż kłopotem dla Europy. A gdyby "problemy Merkel" stworzyły wrażenie, że można już konkurować o pozycję europejskiego lidera, to i tak nikt nie pokusiłby się zanadto o zajęcie tego stanowiska. "Za dużo szacunku dla Merkel. A Niemcy są zbyt nieodzowne" - ocenia "WP".

Ewentualna rezygnacja Merkel czy zbyt daleko idące osłabienie pani kanclerz, stawiałyby pod znakiem zapytania szanse na poprawę relacji i głębszą współpracę między Berlinem a Paryżem. Na wspólne forsowanie reform UE nalega prezydent Francji Emmanuel Macron, który "wiele zainwestował w dobre relacje z kanclerz Merkel" - pisze "WP", cytując Richarda Ferranda, który przewodzi we francuskim Zgromadzeniu Narodowym rządzącej partii prezydenckiej LREM.

Europa bacznie przygląda się rozwojowi sytuacji w Berlinie, ponieważ bez jego głosu "reforma Unii pogrążonej w kryzysie, czy negocjacje w sprawie Brexitu mogą zostać zablokowane" - pisze "Le Point". Macron podkreśla, że skomplikowanie sytuacji w Niemczech "nie leży w naszym interesie" - cytuje francuski tygodnik.

"WP" przypomina, że w Unii nigdy nie udało się zaprowadzić znaczących reform w okresach, w których dochodziło do nieporozumień między Francją a Niemcami.

Amerykański "Newsweek" kładzie większy nacisk na to, że ewentualne odejście Merkel oznacza niepewność w europejskiej polityce wobec Rosji, zwłaszcza jeśli w wyborach we Włoszech przeważą siły, które chcą wycofania sankcji nałożonych na Moskwę.

Najwyraźniej jednak wszelkich tych niepokojów o losy Unii, asertywność Rosji czy wzrost populizmu nie podzielają niemieccy wyborcy - konstatuje "Economist".

Według "Financial Timesa" niemiecki wyborca w ogóle nie postrzega tego impasu jako kryzysu politycznego, o którym piszą niemieckie media; nie ma on na razie wpływu na świetnie prosperującą gospodarkę, a opinia publiczna jest znużona. Cytując opinie ekonomistów, Bloomberg również ocenia, że polityka nie zaszkodziła kondycji Niemiec. Zatem, "bogate i stabilne Niemcy nie powinny obawiać się powtórzenia wyborów" - konkluduje "Economist". (PAP)