„Wydaje się, że najważniejsze dla Wielkiej Brytanii jest osiągnięcie porozumienia w kwestiach handlowych” – powiedział Winkler. Jak dodał: „te kwestie, które Unia postawiła jako pierwsze, czyli prawa obywateli unijnych, znajdujących się na terenie Wielkiej Brytanii, kwestia granicy z Irlandią Północną, czy też kwestia rachunku, który ewentualnie Brytyjczycy musieliby zapłacić, są ważne, ale dla Londynu jednak najważniejsze są kwestie gospodarcze”.

więcej
Wideo

Ekspert o Brexicie: Najważniejsze dla Wielkiej Brytanii jest porozumienie w kwestiach handlowych

Jak tłumaczył Winkler, waga kwestii gospodarczych w negocjacjach wynika z tego, że dla Wielkiej Brytanii Unia Europejska jest istotnym partnerem handlowym.

„Stąd dwie propozycje dotyczące ewentualnych porozumień w ramach unii celnej. Brytyjczycy chcą ją opuścić, a jednocześnie wprowadzić mechanizmy, które zastąpią niejako unię celną” – powiedział ekspert. W jego opinii będzie to albo bardzo bliska koordynacja stawek celnych brytyjskich i europejskich, albo z drugiej strony - jak stwierdził - "będzie to przyśpieszenie procedur dotyczących stawek celnych tak, żeby nie było przestojów na lotniskach i w portach. Wszystko po to, żeby ruch towarowy nie został zatrzymany".

W ocenie Winklera, być może brytyjski zespół negocjacyjny liczy na to, że uda się prowadzić równolegle rozmowy dotyczące praw obywateli, granicy z Irlandią Północną i rachunku za wyjście, tzw. divorce bill, jednocześnie z rozmowami handlowymi.

„Zwłaszcza, że kolejnym dokumentem, jaki został ujawniony przez Wielką Brytanię jest to, że Brytyjczycy proponują bezwizowy ruch turystyczny, natomiast dla osób, które, i to jest bardzo ważne, po marcu 2019 roku przyjechałyby pracować do Wielkiej Brytanii, obowiązywałby system zezwoleń” – argumentował ekspert.

Według niego Brytyjczycy skłaniają się do takiego rozwiązania, które ma Australia, czyli rodzaju rozwiązania punktowego, w którym będą sobie dobierali pracowników. Zwrócił bowiem uwagę na to, że Brytyjczycy są uzależnieni od pracy imigrantów na niższych i średnich stanowiskach i bez nich brytyjska gospodarka stanie.

Odnosząc się do sytuacji Polaków mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii, Winkler stwierdził, że z prawnego punktu widzenia te osoby nie będą miały powodu do obaw. „Według brytyjskiej propozycji, jeżeli byli 5 lat w Wielkiej Brytanii, to wystąpią po prostu o uregulowanie swojego statusu i nadal będą mieli praktycznie te same prawa, które mieli na dzień dzisiejszy” – powiedział. Z kolei, „jeżeli chodzi o te osoby, które są krócej niż 5 lat, to propozycja brytyjska jest taka, żeby po osiągnieciu okresu tych 5 lat zamieszkania uzyskiwali te same prawa” – tłumaczył ekspert.

„Ci, którzy mają w miarę ustabilizowaną sytuację, dobrą pracę na miejscu, to raczej byłoby im trudno wrócić do Polski, w zasadzie w nieznane” - podsumował.

Brytyjski rząd opublikuje w tym tygodniu pięć dokumentów nakreślających ramy przyszłych relacji z Unią Europejską po opuszczeniu wspólnoty. Propozycje będą dotyczyć m.in. handlu dobrami, współpracy prawnej i rozwiązywania sporów pomiędzy stronami.