statystyki

Kokaina zalewa Amerykę. Miliardy dolarów wydane na walkę z kartelami nic nie dały

autor: Eliza Sarnacka-Mahoney19.05.2017, 20:00; Aktualizacja: 19.05.2017, 20:19
plantacja kokainy Kolumbia

Kartele próbują zwiększyć podaż kokainy, by utrzymać atrakcyjne ceny i zdobyć klientów.źródło: ShutterStock

Hiobowe wieści przyniósł najnowszy raport Międzynarodowego Organu Kontroli Środków Odurzających przy ONZ (International Narcotics Control Board). Wynika z niego, że zbiory koki w Kolumbii są największe od 20 lat, a obszar jej upraw w 2015 r. zwiększył się w porównaniu z rokiem poprzednim ze 122 tys. do 159 tys. ha. W tym samym czasie Departament Stanu USA podał, że widzi „pierwsze niepokojące oznaki, iż po raz pierwszy od ponad dekady dostępność kokainy na terenie USA znów się zwiększa, a wraz z tym rośnie jej konsumpcja”.

Reklama


Oba raporty to dla Ameryki zaskoczenie, rozczarowanie i policzek w jednym. Gdy w ubiegłym roku rząd Kolumbii zawarł pokój z partyzantką FARC i zakończył wojnę domową trawiącą kraj od prawie 60 lat, Waszyngton odetchnął z ulgą. Nadzieje były tym większe, że przywódcy FARC, przez dekady zaangażowani w produkcję i handel kokainą, zaoferowali także pomoc w reformach mających przekierowywać uwagę kolumbijskich rolników z koki na inne rodzaje upraw.

O skali entuzjazmu w Białym Domu najwymowniej świadczy to, iż prezydent Barack Obama zadeklarował pomoc dla Kolumbii w wysokości 450 mln dol. już na sześć miesięcy przed oficjalnym podpisaniem traktatu pokojowego w Bogocie.

Kartele popierają pokój

Logika kazała wierzyć, że pokój między FARC a rządem to najlepszy z możliwych kroków na drodze do odbudowy gospodarki Kolumbii, która przy wsparciu z zagranicy zerwie z uprawą koki. Ale w świecie opanowanym przez twardą walutę generowaną przez najtwardszy z narkotyków logika bywa zaskakująca.

– Przedłużająca się wojna była dla narkobiznesu przekleństwem. W wyniku walk niszczono uprawy, ginęli rolnicy, coraz więcej trzeba było płacić skorumpowanym żołnierzom i oficjelom. Pokój był więc w interesie bossów – dowodzi David Shirk, latynoamerykanista z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Zwraca on uwagę na jeszcze jedną rzecz. – Kartele, nie tylko kolumbijskie, lecz i meksykańskie, próbują obecnie poszerzyć rynki zbytu. Dlaczego? Bo w ostatnich latach kilka stanów USA zalegalizowało marihuanę, a możliwe, że wkrótce tym śladem pójdą kolejne. Jeśli dodamy do tego branżę narkotyków syntetycznych, które można wyprodukować w Stanach Zjednoczonych, a które robią się coraz popularniejsze, to za jakiś czas może się okazać, że popyt na kokainę może u nas gwałtownie spaść. Kartele próbują więc zwiększyć jej podaż, by utrzymać atrakcyjne ceny i zdobyć klientów – tłumaczy.

Ameryka odpowiedziała na ostatnie informacje płynące z Kolumbii tak, jak można się było tego spodziewać – grożąc, że cofnie pieniądze. Niewykluczone, że słowa dotrzyma, bo prezydent Donald Trump właśnie usiłuje przepchnąć przez Kongres budżet, który zakłada całkowite zakręcenie kurka z finansową pomocą dla państw ościennych. Wojnę z narkotykami zamierza zaś załatwić obiecanym wyborcom w kampanii prezydenckiej murem na granicy z Meksykiem.

To złe wieści, bo dowodzą, że pomimo 40 lat, w gruncie rzeczy bezowocnej wojny z narkotykami, Waszyngton nie ma zamiaru zmienić polityki w tym obszarze. Ciągle dominuje przeświadczenie, że to inne państwa są odpowiedzialne za ten problem i to one muszą go rozwiązać. Oraz że do oczyszczenia amerykańskich ulic z narkotyków potrzeba jeszcze więcej betonu do uszczelnienia granicy, jeszcze więcej agentów federalnych oraz jeszcze więcej miejsc w więzieniach dla narkomanów i przemytników.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama