statystyki

Polityka złych słów. Do czego może doprowadzić używanie mocnych epitetów?

autor: Wojciech Włoch05.05.2017, 07:18; Aktualizacja: 05.05.2017, 08:01
Obydwie strony sporu PiS/AntyPiS widzą w przeciwniku tylko zło.

Obydwie strony sporu PiS/AntyPiS widzą w przeciwniku tylko zło.źródło: ShutterStock

Czy zostało jeszcze jakieś mocne oskarżenie, które nie padło ostatnimi laty w naszej polityce? Czy pozostał jeszcze jakiś nieużyty ostry epitet? Zdrada? Była. Totalitaryzm? Był. Złodzieje? Oczywiście. Krew na rękach? Jak najbardziej. Listę długo można ciągnąć... Obydwie strony sporu PiS/AntyPiS widzą w przeciwniku tylko zło.

Jedni gorszy sort Polaków, którzy zdradzili, zamordowali i rozkradli; drudzy mohery, zamordystów i populistów. Przez pewien czas jedni cierpieli „autorytarny ucisk”, a teraz drudzy go odczuwają (pierwszy oczywiście był lewacki, a drugi jest prawacki – cokolwiek to znaczy). Otoczenie medialne jest takie, że tylko krzykacze się wybijają z tłumu, więc politycy krzyczą: „hańba!”, „zdrada!”... I tak sobie pokrzykujemy. Przecież to tylko polityka. Gra o władzę. Trochę jakby teatr. Polityka dla dorosłych, gdzie nie ma sentymentów, bo trzeba odsunąć/powstrzymać „szkodników” od władzy.

W tej całej zabawie, tak chętnie obserwowanej przez publiczność, w której bierze udział znaczna część polityków i publicystów, mało kto zastanawia się nad wypowiadanymi słowami. Do czego może doprowadzić używanie mocnych epitetów i ciężkich oskarżeń? Bo przecież to tylko słowa. A mamy przecież wolność myśli i wypowiedzi.

Lubimy korzystać z wolności, ale już nie bardzo chcemy pamiętać o wiążącej się z nią odpowiedzialności. W klasycznej teorii praw konstytucyjnych przyjmuje się, że ograniczenie wolności słowa jest tylko wtedy uzasadnione, gdy prowadzi do niezgodnych z prawem czynów. Jednakże nie sposób z góry wytyczyć granicy, kiedy wypowiadane słowa wpłyną na nasze działania. W sytuacji gdy emocje społeczne nie są nadmiernie pobudzone, nazwanie kogoś zdrajcą może być obojętne w skutkach. Jednakże w kontekście rozpalonych emocji takie określenie może prowadzić do przemocy.


Pozostało jeszcze 70% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • Rzeczy nazywać należy po imieniu(2017-05-05 08:26) Zgłoś naruszenie 52

    Pewnie lepiej zdaniem art. DGP zagłaskiwąć kota na śmierć , ważne tylko byle to był kot Kaczyńskiego - to takie" springerowskie" i politycznie poprawne. Zdrajców więc nazywajmy doradzającymi innym, a morderców wymierzjącymi niewsplmierną karę cielesną. Kolorowych zaś białymi inaczej - bo tyle wyjdzie z tego przekręcania rzeczywistości. Artykuł wyraźnie dyspozycyjny.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie