statystyki

Kraj pechowych prezydentów. We Francji ta posada to niebezpieczna praca

autor: Andrzej Krajewski23.04.2017, 13:00; Aktualizacja: 23.04.2017, 15:33
Nowa konstytucja, dająca początek V Republice, została napisana tak, by to prezydent dzierżył całą władzę wykonawczą

Nowa konstytucja, dająca początek V Republice, została napisana tak, by to prezydent dzierżył całą władzę wykonawcząźródło: ShutterStock

Francuzi idą w niedzielę do urn. Ich upór, by posiadać głowę państwa, jest trudny do zrozumienia, gdy weźmie się pod uwagę to, jak wiele kłopotów taka osoba potrafi im sprawić.

Reklama


Podaje się za kogoś, kto nie lubi bogaczy. W rzeczywistości nie lubi biednych. On, człowiek lewicy, prywatnie nazywa ich bezzębnymi. I cieszy się z tego, jaki jest zabawny” – poinformowała trzy lata temu Francuzów Valerie Trierweiler. Zdradzona przez prezydenta Francois Hollande’a kochanka, marząca o roli pierwszej damy, zemściła się na nim książką „Dziękuję za ten moment”. Dla Trierweiler Hollande rzucił długoletnią partnerkę i matkę ich czwórki dzieci Segolene Royal. Ale w połowie kadencji znudził się nową zdobyczą i zaczął się umawiać z aktorką Julie Gayet.

Aktywność seksualna prezydenta pewnie by Francuzom nie przeszkadzała (nie on pierwszy półoficjalnie skakał w bok), gdyby jeszcze potrafił wykreować się na macho. Ale zażywny Hollande dał się sfotografować paparazzi, gdy pędził na schadzkę z Gayet na skuterku. Do tego zdradzona Trierweiler demonstracyjnie wpadła w depresję, co nie przeszkodziło jej napisać o tym, jak były partner, oficjalnie socjalista, gardzi ubogimi. Nienajlepsze notowania Hollande’a poleciały w dół i już się nie podniosły.

W czym skutecznie pomagał sam zainteresowany, popełniając kolejne gafy.

Wśród wielu wisienką na torcie stał się opublikowany w listopadzie ubiegłego roku zbiór wywiadów przeprowadzonych z Hollande’em przez dziennikarzy „Le Monde”. Książka nosi tytuł „Prezydent nie powinien tego mówić”, ale szybko zyskała inny: „Prezydent nie powinien dopuścić tego do publikacji”. Liczącym 700 stron potokiem słów obraził innych polityków, sędziów, prawicę, lewicę, nawet piłkarzy. Już wcześniej, w sondażu ośrodka Elabe dla telewizji BFMTV, aż 88 proc. Francuzów stwierdziło, że nie chce, by Hollande ubiegał się o drugą kadencję. Ale dopiero po wydaniu „Prezydent nie powinien tego mówić” notowania polityka sięgnęły dna. Od kiedy zaczęto badać we Francji opinię publiczną, żadna głowa państwa nie była aż tak niepopularna.

Przytłoczony nieustannymi szyderstwami Hollande na początku grudnia 2016 r. ogłosił, że rezygnuje ze startu w kolejnych wyborach. Choć w ciągu pięciu lat rządów nie sprowadził na swój kraj żadnej katastrofy. Inna sprawa, iż niczego wielkiego też nie dokonał. Francuska gospodarka nie potrafi wyrwać się z marazmu, islamski ekstremizm jest coraz boleśniejszym problemem, a na forum Unii Europejskiej ostatnie zdanie należy do Berlina. Tymczasem Francuzi nie potrafią zapomnieć o swych mocarstwowych aspiracjach, a kompromitujący się prezydent jedynie pogłębia ich rozczarowanie. Choć przecież już dawno temu powinni się do takiego stanu rzeczy przyzwyczaić.

Niechciana republika

Pierwszego wybierano w głosowaniu powszechnym po obaleniu monarchii w grudniu 1848 r. Bezapelacyjne zwycięstwo odniósł Ludwik Napoleon Bonaparte, bratanek cesarza. Magia nazwiska zrobiła swoje, a i młody Bonaparte zasłynął z udziału w wielu spiskach przeciwko rządzącej Francją dynastii Burbonów. Otrzymawszy 74 proc. głosów prezydent od razu poczuł się uprawniony do narzucania swojego zdania Zgromadzeniu Narodowemu. Gdy zaś deputowani stawili opór i zaczęli ograniczać uprawnienia głowy państwa, Bonaparte odpowiedział zamachem stanu. Po czterech latach prezydentury mianował się cesarzem. Choć dla zachowania pozorów przeprowadził dwa plebiscyty, by dać ludowi szansę zaakceptowania jego decyzji. Notabene starannie zadbał o „właściwe” przeliczenie głosów. Panowanie Napoleona III Bonaparte przyniosło Francji uwikłanie w kilka bezsensownych wojen, a na koniec kompromitującą klęskę w starciu z Prusami. Napoleon zapłacił za nią niewolą, utratą tronu i koniecznością emigracji do Anglii. Francuzów jego rządy kosztowały 5 mld franków w złocie, które musieli wypłacić zwycięskim Niemcom.

Po tak przykrych doświadczeniach politycy budujący III Republikę założyli, że jej głowa musi mieć ograniczone uprawnienia, by nie móc myśleć o wskrzeszeniu cesarstwa. Dobrym tego przykładem stał się doświadczony polityk Adolphe Thiers. W Zgromadzeniu Narodowym obawiano się jego ciężkiej ręki, której wagę poczuli paryżanie wiosną 1871 r. podczas tłumienia Komuny Paryskiej. Thiers zyskał sobie przydomek „Krwawego Karła”. Potem z równą skutecznością wymusił szybkie spłacenie narzuconej przez Niemców kontrybucji wojennej. Ponieważ zgodnie z traktatem pokojowym armia kaisera nie zamierzała opuścić terytorium Francji przed uiszczeniem zobowiązania. Po tych sukcesach Thiers, choć pełnił urząd prezydenta, został przez Zgromadzenie Narodowe zmuszony do ustąpienia.

Nim jeszcze uchwalono nową konstytucję, parlament na prezydenta powołał marszałka Edme de Mac-Mahona. Choć ów bohater wojny krymskiej o niczym nie marzył mocniej niż o reaktywacji monarchii. „Według tradycji rodzinnych i sentymentów do domu królewskiego, które zaszczepiano we mnie przez okres kształcenia, nie mogłem być niczym innym niż tylko legitymistą” – zapisał we wspomnieniach. Dlatego też od objęcia urzędu w maju 1873 r. uparcie dążył do tego, by Zgromadzenie Narodowe koronowało na króla Francji któregoś z Burbonów. Republikanie w odwecie wyśmiewali niezbyt lotnego żołnierza, z lubością przytaczając anegdotę, jak marszałek po przejściu tyfusu opisywał jego skutki. „Tyfus to straszna choroba, mogę coś na ten temat powiedzieć. Kończy się śmiercią albo kretynizmem” – mówił.

Mimo to znalazł się o krok od sukcesu, bo w Zgromadzeniu Narodowym coraz większe wpływy zdobywali monarchiści. Wreszcie w styczniu 1875 r. zdecydowano o sposobie wybierania głowy państwa. Republikanie, pragnący, by na czele kraju stał prezydent, wygrali jednym głosem. Mac-Mahon uznał, że o wszystkim zadecydował senator Louis Wolowski, bo niespodziewanie zmienił obóz polityczny. „Zawsze mówiłem, że nie należy ufać tym Polakom!” – wykrzyknął marszałek, przypominając, iż senator nazywał się niegdyś Ludwik Wołowski i osiadł we Francji po powstaniu listopadowym.

Mimo klęski Mac-Mahon jeszcze cztery lata sprawował urząd prezydenta, ciągle rojąc o wyniesieniu na tron Henryka hrabiego Chambord. Bez sukcesów. „W istocie rzeczy chcecie monarchii, ale nie chcecie jej ustanowić, możecie ustanowić republikę, ale jej nie chcecie. Oto dlaczego zależy wam na utrzymaniu stanu tymczasowości ustrojowej” – oświadczył w jednym z wystąpień skierowanych do monarchistów. W końcu poddał się i w styczniu 1879 r. ogłosił swoją dymisję. W tym czasie wielką popularność we Francji zdobyły kopie portretu Mac-Mahona na koniu, opatrzone podpisem: „Koń wygląda na inteligentnego”.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Reklama