Wciąż nie doczekaliśmy się przepisów regulujących organizację działania w razie wystąpienia zarazy.
Problem uwidocznił powrót odry, z którą walczy już cała Europa. Tylko w zeszłym roku na Starym Kontynencie zachorowało 80 tys. osób. Znaczny wzrost zachorowań odnotowano też w Polsce. Kłopot w tym, że osoby dorosłe, które są zabezpieczone tylko jedną dawką, aby zagwarantować sobie pełne bezpieczeństwo, powinny się doszczepić. To jeden z powodów tego, że zaczyna brakować szczepionki: dziś w kraju zużywane jest pięć razy więcej wakcyny na odrę niż w latach poprzednich. GSK, główny jej dostawca, jest świadomy problemu, ale nie jest w stanie produkować więcej, jego fabryki już teraz pracują pełną parą.
W ciągu ostatnich trzech miesięcy GSK dostarczył do Polski 40 tys. dawek szczepionki. Najpierw 20 tys. w opakowaniach obcojęzycznych, bo były to preparaty ściągnięte z innych rynków europejskich. Szybko się jednak rozeszły. Dlatego miesiąc temu wprowadzono do obrotu już z własnego zakładu kolejne 20 tys. dawek. Z tego zostało już tylko ok. 5 tys. dawek.
ikona lupy />
DGP
W Europie jest dwóch producentów szczepionki na odrę: GSK i MSD. Ta druga firma też nie ma wolnych mocy, by produkować więcej.
W Polsce szczepionki kupuje głównie państwo, które ma obowiązek zabezpieczyć populację dzieci w ramach obowiązkowego kalendarza szczepień. Zainteresowanie szczepieniami odpłatnymi, m.in. na grypę, rotawirusy czy choroby zakaźne dla dorosłych, jest natomiast marginalne. Dlatego kiedy pojawiły się pierwsze przypadki odry, okazało się, że nieprzygotowane na taką sytuację są oprócz producenta również hurtownie i apteki. – Kiedy pojawiły się w naszym mieście przypadki odry, ludzie masowo zaczęli się zgłaszać po szczepionki. Odchodzili z kwitkiem, bo nie mogliśmy ich nigdzie zakupić. Hurtownie były puste – mówi kierownik jednej z pruszkowskich aptek. Podobnie było na Pomorzu, kiedy w jednej z miejscowych fabryk pojawiły się przypadki odry i wdrożono tzw. szczepienia akcyjne (dla osób, które miały styczność z chorymi). – Co nie oznacza, że ludzie masowo rzucili się do szczepienia. Po prostu zapasy były niewielkie – mówi pracownik sanepidu.
Jeszcze na początku października 2018 r. ponad 11 proc. aptek oferowało szczepionkę MMR (na odrę, świnkę, różyczkę). W grudniu miało ją już tylko 1 proc. z nich – wynikało z monitoringu portalu Gdziepolek.pl prowadzonego w kilkuset placówkach. Eksperci wyliczają, że zużycie szczepionki przeciw odrze było już pod koniec roku 10-krotnie większe niż w poprzednich latach. Obecnie preparatów jest już więcej – z ponad 600 monitorowanych aptek szczepionkę miała na stanie jedna czwarta. Ale tylko jednego typu, dwa inne rodzaje (Priorix Tetra i M-M-RVaxPro) nie są dostępne.
Na to, że z zabezpieczeniem mogą być kłopoty, wskazują również obwieszczenia Ministerstwa Zdrowia. Wymienia się w nich leki, których może zabraknąć, w związku z czym nie mogą być wywożone z kraju. Od pół roku w wykazie na ok. 250 wszystkich preparatów 50–60 pozycji to szczepionki. Obok tych przeciw grypie pojawiają się też te przeciw odrze, śwince, różyczce (różnych rodzajów) oraz błonicy, tężcowi i krztuścowi. Jeszcze rok temu na liście było zaledwie pięć pozycji dotyczących trzech szczepionek. Podobnie było w poprzednich latach.
O bezradności państwa świadczy też sytuacja z gruźlicą. Wprawdzie nie doszło do pogorszenia sytuacji epidemiologicznej, lecz główny producent szczepionki ma kłopoty z produkcją. Próba naprawienia błędu trwa tak długo, że półroczne zapasy zaczynają się kończyć.
Potrzebę zmian na rynku resort zdrowia widział już ponad dwa lata temu. Wówczas powstał projekt ustawy regulującej zakup oraz źródła finansowania wszystkich rodzajów szczepień ochronnych. Zgodnie z pomysłem w Centralnej Bazie Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych miałyby się znajdować nie tylko szczepionki, ale też środki ochrony osobistej czy środki dezynfekcyjne. Nowe przepisy miały też ułatwić korzystanie z bazy rezerw. Obecnie są uruchamiane w przypadku klęski żywiołowej. Po zmianach miało być możliwe skorzystanie z niej także w sytuacji wystąpienia nawet pojedynczego przypadku choroby szczególnie niebezpiecznej i wysoce zakaźnej. Projektowana ustawa poszerzała także zasób przeciwepidemiczny (szczepionki) – miał obejmować wszystkie choroby, które stanowią zagrożenie epidemiologiczne. Przepisów jednak nie wprowadzono. Liczne uwagi zablokowały prace.