Odsetek doświadczonych badaczek wśród laureatów konkursów Narodowego Centrum Nauki jest niższy, niż wynikałoby to z ich udziału wśród naukowców w Polsce.
ikona lupy />
Wnioski zakwalifikowane do finansowania przez NCN / DGP
Taki wniosek płynie z najnowszych danych na temat udziału kobiet i mężczyzn w projektach badawczych finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki.
Pokazują one co prawda, że pod względem równego dostępu do funduszy wcale nie odstajemy od innych uznanych europejskich agencji grantowych. Wprost przeciwnie, NCN chwali się, że udział kobiet kierowników projektów w grantach finansowanych przez agencję wynosi 43 proc., podczas gdy w takich agencjach, jak ERC (European Research Council) czy niemiecka DFG (Deutsche Forschungsgemeinschaft), a nawet szwajcarska SNSF (Swiss National Science Foundation), udział ten waha się pomiędzy 20 a 25 proc.
NCN wylicza przy tym działania, jakie podejmuje na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn. Dba m.in. o to, żeby w miarę możliwości zapewniać równą reprezentację kobiet i mężczyzn w zespołach eksperckich i recenzenckich. Agencja wprowadziła także dodatkowe regulacje dotyczące urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Umożliwiają one kobietom doliczanie 18 miesięcy za każde urodzone bądź przysposobione dziecko do zakresu danych poddawanych ocenie w każdym konkursie.

Niedoceniane

Nie oznacza to jednak, że na krajowym podwórku jest w tym obszarze idealnie.
Jeżeli bowiem przeanalizujemy dane dotyczące udziału kobiet i mężczyzn wśród laureatów poszczególnych konkursów o granty z NCN (lata 2011-2018), to wynika z nich, że o ile można mówić o równowadze płci wśród laureatów konkursów dla osób rozpoczynających karierę naukową (przed doktoratem lub do kilku lat po doktoracie, np. konkursy Preludium, Etiuda, Sonata), o tyle istnieje wyraźna dysproporcja wśród laureatów konkursów dla doświadczonych naukowców (np. konkurs Maestro czy Symfonia). Badaczki stanowią wśród nich tylko kilkanaście procent.
Odzwierciedla to ogólną tendencję, zgodnie z którą kobiet jest coraz mniej na kolejnych szczeblach kariery naukowej. Jednak odsetek tych z dłuższym stażem wśród laureatów konkursów NCN jest jeszcze niższy, niż wynikałoby to z ich udziału wśród naukowców w Polsce.
– Kobiety stanowią ok. 40 proc. wśród pracujących na uczelniach doktorów habilitowanych, wśród laureatów konkursów posiadających ten stopień naukowy było ich 34 proc. W przypadku badaczek z tytułem profesora te dane wynoszą kolejno 25 i 20 proc. – podkreśla dr Paulina Sekuła z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W ocenie socjolożki, przyczyny takiego stanu mogą być różne – od obiektywnych po dyskryminujące.
– Dane NCN pokazują, że badaczki mają niższe wskaźniki sukcesu. To znaczy, że w przypadku większości konkursów udział zwycięskich, zakwalifikowanych do finansowania projektów w ogólnej liczbie wniosków złożonych przez kobiety jest mniejszy niż analogiczna proporcja u mężczyzn – mówi dr Sekuła.
Czy to oznacza, że propozycje kobiet są słabsze? Zdaniem dr Sekuły trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, nie mając wglądu w proces oceniania wniosków. Jeżeli rzeczywiście tak jest, warto zapytać, pod jakim względem są słabsze.
– Czy wnioski są mniej innowacyjne? A może słabiej zaprojektowane lub zbyt interdyscyplinarne? – zastanawia się socjolożka.
Nie wyklucza także, że w grę mogą wchodzić pewne uprzedzenia wobec kobiet na etapie oceniania ich wniosków grantowych.
– Jest szereg badań na ten temat. Jedno z nich pod koniec lat 90. przeprowadzone zostało w Szwecji. Miało ono na celu analizę wniosków stypendialnych post-doców w Szwedzkiej Radzie Badań Medycznych. Autorzy tego projektu dowiedli, że podania kobiet, mimo że miały one taką samą produktywność (mierzoną ilością publikacji) jak mężczyźni, były oceniane słabiej. Z tego wniosek, że aby badaczka miała takie same szanse jak jej kolega, musi być lepsza od niego. Można się zastanawiać, czy w przypadku konkursów NCN taki problem nie zachodzi – mówi dr Sekuła.
Podkreśla, że w środowisku naukowym nadal występują bowiem uprzedzenia w stosunku do kobiet.
– Badania dowodzą, że ich dokonania są traktowane jako mniej wartościowe, a one same – mniej utalentowane czy kreatywne lub słabiej nadające się do nauk wymagających abstrakcyjnego myślenia – zaznacza dr Paulina Sekuła.
Zwraca także uwagę, że w tym konkretyście bada się też znaczenie homofilii, tj. zjawiska, zgodnie z którym jesteśmy bardziej przychylni w stosunku do osób, z którymi dzielimy te same cechy. W tym wypadku płeć.

Przeciwdziałanie patologiom

Co zatem robić, aby te negatywne tendencje wyeliminować?
– Na pewno ważne są kwestie dotyczące ułatwiania godzenia ról zawodowych i rodzinnych. Według mnie kluczowe wydaje się jednak poszerzanie świadomości. Różnego rodzaju warsztaty i szkolenia antydyskryminacyjne są niezbędne. Często sami sobie bowiem nie uświadamiamy, że kierujemy się uprzedzeniami. Takie zajęcia niejednokrotnie otwierają oczy. Warto jednak przyjrzeć się każdej instytucji i dostosować rozwiązania do problemów, które się tam pojawiają. Działania przenoszone automatycznie z innych środowisk niekoniecznie okażą się skuteczne w danej dyscyplinie czy instytucji naukowej – podkreśla dr Sekuła.
NCN przekonuje, że ma świadomość, iż skuteczne działanie mechanizmów zapewniających równe traktowanie kobiet i mężczyzn w dostępie do funduszy na badania naukowe wymaga stałego podnoszenia świadomości w tym zakresie u wszystkich zainteresowanych: badaczy, ekspertów, Rady agencji i jej pracowników. Dlatego też ma w planach prace nad procedurami pozwalającymi identyfikować i usuwać wszelkie tendencyjności w aplikowaniu, procedowaniu i ocenie projektów badawczych.